Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Fermy futerkowe. Jeśli nie my, to kto zarobi miliardy złotych?

79
Podziel się

Kto zyska na likwidacji branży futerkowej w Polsce? Kraje, które rozwijają hodowlę takich zwierząt – Rosja, Ukraina, Dania. Wśród beneficjentów będą również niemieckie firmy utylizacyjne, które zdominowały polski rynek.

Profesjonalna hodowla norek. Tu nikt nie znęca się nad zwierzętami, bo efektem produkcji ma być jak najlepszej jakości futro.
Profesjonalna hodowla norek. Tu nikt nie znęca się nad zwierzętami, bo efektem produkcji ma być jak najlepszej jakości futro. (Reporters / SCHEIRE)
bDgFiMzp

Kto zyska na likwidacji branży futerkowej w Polsce? Kraje, które rozwijają hodowlę takich zwierząt – Rosja, Ukraina, Dania. Wśród beneficjentów będą również niemieckie firmy utylizacyjne, które zdominowały polski rynek.

Bój o likwidację branży futerkowej trwa od kilku lat. Jak twierdzą hodowcy – od momentu, gdy polskie skóry stały się produktem markowym na międzynarodowym rynku, a wartość tej branży wzrosła gigantycznie.

W Polsce mamy ok. 1,2 tys. ferm futerkowych i branża ta bardzo mocno się rozwija. 100 proc. produkcji trafia na eksport. Najwięcej skór rodzimi hodowcy eksportują do Kanady (wartość – 963 mln zł). W całym 2016 roku sprzedali 10 mln sztuk.

bDgFiMzr

Dla porównania – wyprzedzająca nas Dania sprzedała ok. 19 mln sztuk. Futrzarskim światowym potentatem są Chiny. Roczna sprzedaż wynosi tam 20 mln sztuk.

Hodowla zwierząt na futra stanowi znaczną część produkcji rolnej w Polsce, przynosząc krajowi corocznie ok. 2,5 mld złotych. Przeciętne gospodarstwo odprowadza co roku na rzecz państwa ok. 300 tys. zł różnego rodzaju podatków i składek. Jak twierdzą hodowcy, branża daje zatrudnienie – bezpośrednio i pośrednio – kilkudziesięciu tysiącom osób w Polsce. Roczne przychody polskich rolników z hodowli zwierząt futerkowych, w zależności od koniunktury, wynoszą od 400 do 600 mln euro.

Dlaczego więc coraz częściej mówi się o jej likwidacji? Nie spodobało się to m.in. ojcu Tadeuszowi Rydzykowi, dyrektorowi Radia Maryja.

Krytyczne słowa dyrektora TV Trwam dotyczące projektu nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt cytuje "Super Express": Te futerka przejmie kto? Niemcy i Rosjanie najpierw. Czy kto jeszcze? I kotka żałować. Do więzienia wsadzą. Tu się szanuje zwierzątka. Trzeba je szanować, ale równocześnie zabija się dzieci w Polsce. I mówią, że to są katolicy. Pewnie wszyscy byli w kościele na Boże Narodzenie. I co to jest? To jest jakaś schizofrenia. Tu się zastanawiają nad tymi futerkami, rozdzierają szaty. Ale człowieka wolno zabić. I to prawica jest? I to ludzie są?. Rozmawiałem z człowiekiem, który hoduje w Polsce zwierzęta futerkowe, nabrane kredyty, siedem tysięcy ludzi pracuje i gdzie oni teraz mają pójść? Na bruk? Kto zapłaci za te kredyty, kto zapłaci za to wszystko?

bDgFiMzx

Dramatyczne warunki?

To organizacje proekologiczne biją na alarm, twierdząc, że hodowcy źle traktują zwierzęta. Według ekologów na fermach nie przestrzega się wymagań z zakresu ochrony środowiska ani przepisów weterynaryjnych. Nadmierny ścisk w klatkach, brak dostępu do wody, sterty odchodów, przypadki chorych i okaleczonych zwierząt – to główne zarzuty pod adresem hodowców. Fundacje, głównie Viva! i Otwarte Klatki, opublikowały raporty z własnego śledztwa, które według nich pokazują dramatyczne warunki życia zwierząt na fermach.

To właśnie ten dokument stał się przyczynkiem do przygotowania przez Parlamentarny Zespół Przyjaciół Zwierząt autorstwa posłów PIS projektu dotyczącego ochrony zwierząt, w tym zakazu hodowli zwierząt futerkowych – za wyjątkiem królików (drugi, podobny projekt, wnieśli posłowie PO i Nowoczesnej).

W pracach tego zespołu brali udział także ekolodzy. Jedna z autorek raportu, Martyna Kozłowska, przekonywała m.in., że norki często uciekają z ferm i zagrażają wielu gatunkom, np. ptakom. Podkreśliła także, że raport zawiera dowody na to, iż zakaz hodowli na futra jest potrzebny dla zwierząt, ludzi i środowiska.

bDgFiMzy

Nikt z atakujących nie wspomniał jednak ani słowem, że od tego roku każda ferma będzie miała dodatkowe, podwójne ogrodzenie, by zapobiec ewentualnym ucieczkom zwierząt z ferm.

W podobnym - krytycznym tonie - o hodowcach wypowiadał się na łamach portalu swiatrolnika.info prof. Wojciech Pisula z Instytutu Psychologii PAN: "są zajęcia, na których nie godzi się robić pieniędzy. To, że jest rynek, nie oznacza, że powinniśmy na nim zarabiać".

Czy likwidacja to jedyna droga rozwiązania kwestii hodowli? Czy jest możliwy konsensus w tej sprawie? Raczej nie, bo nigdy nie doszło do spotkania i debaty hodowców i producentów z organizacjami ekologicznymi.

Ekologów nie przekonują żadne argumenty. Ani to, że hodowcy zrzeszeni w branżowych organizacjach stosują Kodeks Dobrych Praktyk. Ani to, że od stycznia 2017 r. hodowcy rozpoczęli wdrażanie dodatkowego certyfikatu WelFur, który jeszcze lepiej chroni zwierzęta na wszystkich etapach hodowlanych. Dla ekologów jedynym rozwiązaniem jest likwidacja ferm zwierząt futerkowych. Tylko i wyłącznie.

bDgFiMzz

Wojna pod płaszczem ekologii

Tak twierdzą hodowcy, a twierdzenie to popiera wielu ekspertów w dziedzinie rolnictwa, gospodarki i ekonomii. Uważają, że raport o tym, co naprawdę dzieje się w hodowlach zwierząt futerkowych jest zmanipulowany i nieprawdziwy. Informacje w nim zawarte dotyczą pojedynczych, niezrzeszonych hodowców.

- Raport nie jest oparty o badania naukowe, ale bazuje na emocjach ludzi – twierdzą zgodnie prof. dr hab. Grażyna Jeżewska-Witkowska oraz dr hab. Andrzej Jakubczak z Instytutu Biologicznych Podstaw Produkcji Zwierzęcej Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie.

Doktor Marian Szołucha z Akademii Finansów i Biznesu Vistula stawia sprawę jasno: - Zakazu hodowli zwierząt futerkowych w Polsce chcą trzy grupy – konkurencja pośrednia i bezpośrednia, osoby niedoinformowane oraz pseudoekolodzy, a dla mnie ekoterroryści – podkreśla.

Eksperci twierdzą, że tocząca się obecnie batalia o zakaz hodowli zwierząt futerkowych w Polsce to nie do końca kwestia ekologii i niehumanitarnego traktowania zwierząt. To wojna o pieniądze. Duże pieniądze.

bDgFiMzA

- Zaniepokojony jestem, że niektórzy posłowie ulegają różnym lobbingom. Zauważyłem, że na ustawę o GMO, która jest ważna dla konsumentów, jest blokada. Tak samo jak na ustawę o tym, by rolnicy mogli sprzedawać swoje produkty nie tylko w swoim gospodarstwie i na rynkach, ale także w lokalnych sklepikach – wylicza przewodniczący sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi, poseł Jarosław Sachajko. Podkreśla, że w ustawie o ochronie zwierząt sytuacja jest o tyle zatrważająca, że większość posłów nigdy nie widziała żadnej fermy ani nie przejawiła ochoty, by ją zobaczyć. Politycy bazują tylko i wyłącznie na zmanipulowanych danych organizacji ekologicznych.

Konkurencja weźmie wszystko

Jak podkreśla Szczepan Wójcik, hodowca i prezes Instytut Gospodarki Rolnej i Fundacji Wsparcia Rolnika – Polska Ziemia, z zakazu hodowli zwierząt futerkowych w naszym kraju najbardziej ucieszą się Finowie, którzy chętnie przejmą polskich kontrahentów.

- Szczególnym przypadkiem jest Rosja. Od czasów wprowadzenia embarga na artykuły rolno-spożywcze z Polski, Rosjanie zaczęli rozwijać u siebie na masową skalę hodowlę drobiu. Zrozumieli, że zamiast przemysłowej utylizacji odpadów z tej produkcji, mogą stworzyć hodowle norek, które będą zjadać te odpady. W ten sposób zaczęła się tam rozwijać branża futrzarska – wyjaśnia.

Ograniczanie hodowli zwierząt futerkowych w Polsce spowoduje także wzrost liczby hodowli tych zwierząt w Danii, innych krajach skandynawskich, krajach nadbałtyckich i na Ukrainie.

Jak podkreśla, Dania wciąż ma spory potencjał i zapewne nie odmówiłaby sobie pokusy zagospodarowania części popytu, który obecnie zaspokajają skóry pochodzące z polskich hodowli. Chiny to też mocno rozwijający się rynek. Już w roku 2012 łączna wartość produkcji skór zwierząt futerkowych wyniosła tam ponad 2 mld euro, co stanowiło niemal 37 proc. produkcji globalnej i 80 proc. w stosunku do produkcji europejskiej.

Czy zakaz hodowli zwierząt futerkowych w Polsce to droga do prawdziwej europeizacji, jak podkreślał sam prezes PIS, Jarosław Kaczyński, w wywiadzie dla fundacji Viva!?

- Innym krajom wcale nie zależy, żeby w Polsce było dobrze i żeby istniała produkcja. A my musimy produkować. Nie możemy być tylko i wyłącznie konsumentami i uważać, że wszystko można importować z zagranicy – mówi poseł Jarosław Sachajko. - Wszystkie zarzuty, które podnosili ekolodzy, zostały obalone podczas obrad komisji rolnictwa. Chciałbym, by każdy mógł się z nimi zapoznać, oglądając te obrady – podkreśla poseł, zapewniając, że zależy mu na tym, by branża ta nie podzieliła losu innych firm szczegółowo opisanych w książce prof. Witolda Kieżuna "Patologia transformacji".

Przykłady? Branża gęsich wątróbek odtłuszczonych, które były znane w całej Europie. Polskie rynki przejęli Węgrzy. Równie duży problem mają hodowcy kur niosek (chów klatkowy, którego tak nie lubią ekolodzy) oraz producenci pieczarek (zapach dochodzący z tych zakładów).

Firmy utylizacyjne zacierają ręce

Na likwidacji branży futrzarskiej w Polsce zyskaliby pośrednio także Niemcy, a dokładnie firmy utylizacyjne, które zdominowały nasz rynek.

- W ostatnim czasie UOKiK wydał decyzję na przejęcie przez nie dwóch polskich firm, w tym jednej wykonującej specjalistyczne usługi utylizacyjne – zaznacza dr Maria Szołucha.

Gdyby nie było zwierząt futerkowych, wszelkie odpady poubojowe, których mamy w Polsce około 700-800 tys. ton rocznie, musiałyby zostać spalone. Problem w tym, że Polska w zasadzie nie ma swoich spalarni, a 80 proc. tego rynku w naszym kraju jest w rękach niemieckich. Sprawa rozbija się więc o odpady o wartości bagatela 0,5 mld zł rocznie. Póki co, zarabiają na nich polscy producenci drobiu, ryb, zakłady mleczarskie – właśnie na odsprzedawaniu ich hodowcom zwierząt futerkowych.

- Po likwidacji tych, strumień pieniędzy zostanie przekierowany od hodowców do zagranicznych firm utylizacyjnych – przekonuje Szołucha i zaznacza, że w efekcie doprowadziłoby to do wzrostu produktów mięsnych, rybnych i mleczarskich.

- Jedna z liderek organizacji ekologicznej Otwarte Klatki przyznała się do współpracy z firmami utylizacyjnymi, stwierdziła bowiem, że mają wspólny cel – zabronić hodowli w tej branży – przypomniał dyr. Jacek Pogórski, dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej.

- To pokazuje rzeczywiste intencje ekologów i skalę obcych wpływów w tej rozgrywce – dodaje Szczepan Wójcik, hodowca norek.

Co ciekawe, prof. Wojciech Pisula, jak podaje portal swiatrolnika.info, nie widzi nic nagannego w tym, że stowarzyszenie Otwarte Klatki współpracuje z firmami utylizacyjnymi. Twierdzi, że dzięki hodowcom producenci mięsa generują zyski i w wyniku tego mogą zatrudnić więcej osób. Firmy utylizacyjne zarabiają zaś przez to o wiele milionów złotych mniej.

- Jestem tym wszystkim mocno zaniepokojony. Złożyłem zawiadomienie do ABW, by instytucja ta zbadała kwestię wpływu branży utylizacyjnej na opinię społeczną i parlamentarzystów – zaznacza poseł Jarosław Sachajko.

Zakaz hodowli i basta

*- *Skala nadużyć w komunikatach organizacji ekologicznych jest absurdalna. Szkoda, że kosztem odbiorców, którzy są okłamywani i oszukiwani – mówi Jacek Podgórski.

Uważa też, że organizacje ekologiczne w nagłaśnianiu takich problemów też mają swój cel, a mianowicie chodzi wzrost środków z 1 proc. Są to miliony złotych. Wysyłają bowiem komunikat medialny – że są skuteczni w walce o prawa zwierząt i środowiska.

- Pseudoekolodzy to zwyczajni ekoterroryści – dodaje dr Marian Szołucha. - Ekoterroryzm najpierw był znany w Wielkiej Brytanii, potem trafił do Stanów Zjednoczonych, gdzie już doczekał się statusu przestępstwa federalnego. Teraz działa także w Polsce. W październiku 2016 roku we Wrocławiu na Kongresie Mieszkaniowym w anonimowej ankiecie 50 proc. przedsiębiorców z różnych branż przyznało, że co najmniej raz w toku działalności zapłaciło haracz organizacjom proekologicznym – przekonywał.

Według niego zasada działania organizacji jest prosta. Najpierw czarny PR w danej sprawie, potem lobbowanie, szantaż i na koniec haracz. Dodaje także, że wszystkie działania dotyczące likwidacji tej gałęzi gospodarki są przemyślane po to, by krok po kroku, celowo do tego doprowadzić.

bDgFiMzS
wiadomości
gospodarka
gospodarka polska
KOMENTARZE
(79)
Janusz
3 lata temu
Jola co ty za głupoty piszesz, chyba jesteś blondynką, tych ekologów to powinno się pozamykać w więzieniach, bo to nie są ekolodzy tylko bandyci którzy sprzedadzą Polskę, tragedia wszystko zrobią za pieniądze, ślepota naszych rodaków też nie zna granic np. ubój rytualny bydła też wstrzymany bo ekolodzy. straciliśmy bardzo duży rynek z którego skozysztali nasi sąsiedzi a my ledwo w kosztach produkcji z niewielkim zyskiem sprzedajemy wołowinę. Sąsiedzi z dzieki naszej głupocie zyskali nasz rynek i cieszą sie ze my jesteśmy tacy ekstra ekologiczni, teraz fermy potem sprywatyzujemy myślistwo i pasuje. Żygać się chce.
Mariusz
3 lata temu
"Partnerem materiału jest Instytut Gospodarki Rolnej" czyli fundacja hodowcy norek. Dochody budżetowe na wielomilionowym minusie, zwierzęce odpady do produkcji karmy zwożone z całej Europy, a nawet z krajów Trzeciego Świata. Do tego propaganda, zrównująca produkcję futer ze spożywczą i głosząca, że „bez futra nie ma Polski”. Tak przedstawiają się fakty, na temat których nie chcą rozmawiać przedstawiciele branży hodowców zwierząt futerkowych
Jan
3 lata temu
To jest msakra, mieszkałem koło takiej fermy smród i piski dręczonych zwierząt. Jak myślicie dlaczego w UK, Holandii itd. tego zakazują? bo to horror dla ziwrząt i mieszkańców oraz degradacja środowiska, jesteśmy śmietnikiem Europy przez ten krwawy biznes którego nikt nie chcę.
bDgFiMzT
Marian
3 lata temu
Ludzie nie wierzcie tej propagandzie tam pracuje GARSTKA osób i to głównie ze wschodu natomiast wszyscy sąsiedzi żyją w smrodzie i muchach!!! ZAKAZAĆ TAK JAK PRAWIE W WSZYSTKICH KRAJACH UE!!
Marian
3 lata temu
Ludzie to nie tylko cierpienie (zresztą tylko dla pieniedzy), to horror dla mieszkańców SETEK WSI I MIASTECZEK , MUCHY, SMRÓD PADLINY itd. Prawda jest taka że zarabia garstka "biznesmenów" oraz 2-3 pracowników ze wschodu (bo nikt takiej pracy nie chcę). To najbardziej niszczycielski i szkodliwy biznes. Jak chcecie hejtować to poczytajcie jak i kto na tym zarabia oraz dlaczego w większości krajów Europy zakazuję się tego biznesu. To nie wymysł ekologów tylko horror dla tysięcy mieszkańców w okolicach ferm.
Najnowsze komentarze (79)
obrońca
miesiąc temu
dla pieniędzy byście własne matki i córki oddali na organy, żal mi was
adam
miesiąc temu
A wiodące w tej branży USA-to co? cisza??? Zawsze musi być ta "okropna "Rosja.!!!
Tomasz
miesiąc temu
Chyba trudno o zaskoczenie, że pod tym propagandowym tekstem na rzecz hodowców nie podpisał się żaden autor. A jeśli to jest artykuł sponsorowany to dlaczego nie zostało to oznaczone stosownym wpisem?
ZbigS Hi
2 miesiące temu
Tak 'zarabiamy miliardy' tyle że tego nie widać w podatkach, zapłacili ledwo 10 mln zł, wystarczy poszukać jak jest naprawdę.
Lobo
2 miesiące temu
Karibu. Oni się właśnie przestawili na te futra z czegoś innego. Z bezrobocia mianowicie.
Al
8 miesięcy temu
Dużo osób ma problem z futrami, ale uważa, że skóra już jest ok bo jest to odpad. Jest kłamstwem, bo zwierzęta ubojowe hoduje się DLA mięsa i skóry, ona wcale nie jest odpadem.Poprzez kupowanie wyrobów ze skóry naturalnej wspiera się rzeźnie. Większość zwierząt futerkowych w Polsce jest lepiej traktowana niż zwierzęta ubojowe. Mówicie, że dużym problemem tych ferm jest smród tak jakby zwierzęta ubojowe jak np. krowy pachniały... Polska rocznie zarabia ok. 4 miliardów złotych na fermach, jeśli zakażemy hodowli zwierząt na futra w Polsce to: ok. 40 tys. ludzi straci pracę, nasz kraj straci dochód z ferm, a same fermy nie znikną tylko zostaną przeniesione do Chin czy Rosji i będą gorzej traktowane, bo w Polsce obowiązują bardzo restrykcyjne przepisy unijne. Jeśli kiedyś widzieliście film z fermy, gdzie zwierzęta są strasznie traktowane to mogę założyć się, że to właśnie były Chiny. Mówimy o kraju, który nie przestrzega nawet podstawowych praw człowieka a wy oczekuje, że będzie przestrzegał prawa zwierząt. Oczywiście w Polsce też zdarzają się źli hodowcy i takie zachowania należy tępić, co nie zmienia faktu, że zakazanie hodowli zwierząt futerkowych w Polsce będzie miało by same minusy zarówno dla zwierząt jak i Polski.
nie zwyrodnia...
3 lata temu
Istnienie tych ferm jest niezgodne z ustawą o ochronie zwierząt. Istnieje silna korelacja pomiędzy znęcaniem się nad zwierzętami a zachowaniami antyspołecznymi. Czy dociera to do waszych kapuścianych głów?
lojka
3 lata temu
Wobec tego nie żreć,zakaz hodowli świń,krów,kurcaków itp itd.
bDgFiMzL
Joanka
3 lata temu
Tylko tyle chciałam dodać!!! Prezeska "Otwartych Klatek" na swoim Twitterze wymieniła kilka tweetów, z których jasno wynika, że lobbuje za firmami utylizacyjnymi. W jednym z postów Dobrosława Gogłoza stwierdza, że "przemysł utylizacyjny jest niszczony przez fermy norek"
freak
3 lata temu
wystarczy dać w łapę jakimś ekofiko i można rozwalić wszystko w Polsce
Futrzak
3 lata temu
Witam po zamknięciu takich ferm Polska żywność idzie automatycznie w górę a co do BIZNESMENA to może on przez pół życia sam na to robił i teraz go stać na to aby innej osobie dać prace a wy wszyscy z zazdrość wszystko byście człowiekowi zabrali i zniszczyli taki cały Polka a jeszcze gorszy Polak za granica sam pracuje w Danii o jakąś się nie czuje z tym złe mimo ze szefa ciągle nie ma mam jeden powód do usmiechu ze ktos komus ufa na tym swiecie
Ola
3 lata temu
Wszystkim co nie wiedzą i piszą bzdury radzę pobyć choćby pół godziny w promieniu kilometra, PRAWDA jest taka że tysiące ludzi (zwykle niezamożnych ,nie mają siły przebicia) cierpi, na fermie pracują dwie osoby zwykle z wschodu a jakiś "biznesmen" zarabia fortunę! Dlatego w UK, Holandii itd. zakazano tej działalnośc!i
Toto
3 lata temu
Ekolodzy atakują i bzdury wypisują ! Niech pozamykają wasze fundację .
Polak Katolik...
3 lata temu
Jestem przeciwny zamykaniu ferm norek w Polsce. Stracimy holenderskich farmerów i ukraińskich pracowników. Na wsi już nie będzie tak śmierdziało od ferm. Kury nie będą atakowane przez uciekające norki i hodowców nie będzie już stać na najnowsze modele BMW i Mercedesa - bo będą musieli wyjść z działów specjalnych i płacić normalne podatki. Tata Rydzyk na tacę będzie mniej dostawał od futerkowców. Same straty.
...
Następna strona