Notowania

Gałązka: Gorąca linia

"Air Force One" to kryptonim nadawany każdemu samolotowi amerykańskich sił powietrznych, na którego pokładzie znajduje się Prezydent Stanów Zjednoczonych.

Podziel się
Dodaj komentarz

Zatem, gdyby jakimś zbiegiem okoliczności George W. Bush musiał pożyczyć samolot odLecha Kaczyńskiego, także ta maszyna latająca uzyskałaby ten kryptonim, zaś on sam mógłby rozkoszować się niezakłóconym spokojem. Na pokładzie własnego samolotu, którego sprzęt łącznościowy umożliwia przekształcenie go w latające centrum dowodzenia, byłoby to niemożliwe.

ZOBACZ TAKŻE:

BBN: Zawiódł oficer łącznikowy? Niestety, należy podejrzewać, że ani Bush, ani jego następcy nie zdążą już zaznać wspomnianego luksusu podróży samolotami, będącymi do dyspozycji prezydenta, premiera i innych dostojników RP.

Oto media doniosły, że prawdopodobnie (sic!), już w połowie lutego (sic! sic!), polski prezydent podczas lotów będzie mógł korzystać z telefonu satelitarnego. Do tego epokowego przełomu w zakresie łączności prezydenta z innymi władzami państwowymi doszło wskutek niesprawnego działania "satelitów" Lecha Kaczyńskiego, którzy nie potrafili mu przekazać informacji w sytuacji kryzysowej.

Oznacza to, że prezydent stanie się uchwytny podczas swoich licznych podróży na wybrzeże i na spokój, niestety, nie będzie mógł już liczyć. Bo jeśli na przykład w czasie takiej podróży konieczne będzie podejmowanie ważnych decyzji, trzeba będzie zrobić to samodzielnie...

ZOBACZ TAKŻE:

Polityczna burza wokół telefonu do prezydenta Pomijając żenującą "grę w kości umarłych", do jakiej po raz kolejny przystąpili politycy - bo temat: "Jak, choćby po trupach, zwyciężyć w wyścigu o poparcie wyborców?" zasługuje na szersze omówienie - należy jednak zastanowić się nad brakiem przygotowania naszych władz do sytuacji nadzwyczajnych, a zwłaszcza tragicznych.

Okazało się bowiem, że jeden ze zwalczanych przez PiS oligarchów mógł w prywatnej "sytuacji kryzysowej" dzwonić do Lecha Kaczyńskiego, ale aktualny premier nie zna numeru telefonu komórkowego prezydenta.

Po kryzysie kubańskim w 1962 roku Biały Dom i Kreml połączyła "gorąca linia" telefoniczna, aby wrogowie mogli wyjaśniać sobie problemy bez sięgania po rozwiązania ostateczne. Może, idąc z technologicznym duchem czasu,Donald Tuski Lech Kaczyński powinni kupić sobie po osobnej, niekoniecznie "megawypasionej" komórce ("za złotówkę", aby nie drażnić podatników), w celu "poddierżania razgawora". Choćby właśnie w sytuacjach wyjątkowych, bo na normalne kontakty obu panów chyba nie ma co liczyć.

Za granicą kpią z przygotowania naszych władz do sytuacji kryzysowych. A zwłaszcza z poziomu ich komunikacji. Nie dostrzegają, że pojęcie kryzysu występuje w sytuacjach normalnych. Tymczasem obserwując polskich polityków od lat trudno mówić o normalności, nie tylko na poziomie wzajemnego zrozumienia.

Autor jest dziennikarzem i publicystą, ekspertem w zakresie etyki
i prawa reklamy, mediów i PR. Był doradcą ds. wizerunku w sztabach wyborczych różnych ugrupowań politycznych w latach 2000, 2001, 2002 i 2005.

Tagi: gałązka, wiadomości, felieton
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz