Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Arkadiusz Droździel
|

Gomułka: Nie ma szans na reformę finansów. Z powodu wyborów

0
Podziel się:
Gomułka: Nie ma szans na reformę finansów. Z powodu wyborów

Money.pl: Czy już w 2010 roku zadłużenie Polski przekroczy poziom 55 proc. PKB? Gdyby tak się stało wówczas deficyt musi być znacznie ograniczony, zamrożone zostaną podwyżki w sferze budżetowej oraz ograniczona zostanie waloryzacja rent i emerytur. Na ile realny jest taki scenariusz?

*Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów w rządzie Donalda Tuska: *Wszystko zależy do tego, czy uda się zrealizować dochody z prywatyzacji. Według ministra Rostowskiego, aby do tego przekroczenia nie doszło wpływy ze sprzedaży majątku państwowego muszą wynieść co najmniej 25 mld złotych.

Duże znaczenie będzie miał także kurs walutowy. Jeżeli złoty umocni się wyraźniej, niż zakłada minister finansów to może się okazać, że uda się utrzymać zadłużenie poniżej progu 55 proc. PKB, pomimo nie wykonania planów prywatyzacyjnych.

Co należałoby zrobić, aby ten pesymistyczny scenariusz nie wszedł w życie?

Nie bardzo widzę jakiekolwiek szanse, aby tego uniknąć. Wszystko przez politykę. Należy pamiętać, że za rok odbędą się w Polsce wybory prezydenckie i najprawdopodobniej na wiosnę 2011 roku wybory parlamentarne. W tej sytuacji z niemal 100 procentową pewnością można założyć, że żadne reformy naprawiające finanse publiczne do tego czasu nie zostaną wdrożone.

Ale przecież rząd będzie zmuszony do przyjęcia budżetu tylko z deficytem na poziomie, który zagwarantuje spadek zadłużenia w relacji do PKB. Taki obowiązek nakłada na niego konstytucja i ustawa o finansach publicznych. To zaś wymaga drastycznego ograniczania wydatków, względnie znacznego podwyższenia wpływów, czyli podwyżki podatków. Do tego są niezbędne zmiany ustawowe.

Nie zajmie się tym jednak na pewno ten rząd. Dopiero po wyborach parlamentarnych, w trakcie przygotowywania budżetu na 2012 rok, pojawią się ustawy, które będą reakcją na przekroczenie progu 55 proc. PKB.

Obecny rząd jest na tyle nieodpowiedzialny, by w imię wygranych wyborów doprowadzić do tak dramatycznej sytuacji finansów publicznych?

Gdyby nawet chciał cokolwiek zrobić w tym zakresie to i tak wszelkie ustawy ograniczające wydatki lub zwiększające wpływy, co równa się podwyżce podatków, zawetowałby prezydent. A przy obecnym układzie sił w parlamencie tego weta praktycznie nie można by odrzucić.

Czy progi ostrożnościowe są w ogóle potrzebne? Przecież znakomita większość państw na świecie ma dużo wyższy poziom zadłużenia do PKB od Polski.

Te progi są niezbędne, by ograniczyć zakusy polityków do zbytniego zadłużania, a także zmusić ich do reform. Dzięki tym rozwiązaniom zwiększa także się wiarygodność Polski w oczach inwestorów zagranicznych.

Ponadto jest to czynnik, który ogranicza wzrost obsługi długu publicznego. Należy bowiem sobie zdawać sprawę z tego, że im wyższe jest nasze zadłużenie tym więcej ono nas kosztuje.

Tak więc sugerowanie - co robi na przykład Jan Krzysztof Bielecki - że progi ostrożnościowe są niepotrzebne, jest działaniem krótkowzrocznym. Poglądu tego nie podziela zdecydowana większość polskich ekonomistów, jak również przeciwni są przedstawiciele Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz Komisji Europejskiej.

Czy jednak politycy nie pójdą na łatwiznę i nie zmienią ustawy?

Już dwa razy byliśmy w takiej sytuacji, że musieliśmy zdecydowanie ograniczyć deficyt budżetowy. Po raz pierwszy w 1989 roku podczas przygotowywania budżetu na 1990 rok, gdy ścięto wydatki i zwiększono dochody na około 10 proc. PKB, i o 5-6 procent w budżecie na 1993 rok.

W budżecie na 2012 rok też będziemy musieli znaleźć dodatkowe dochody i ograniczyć wydatki na 5-6 procent PKB, więc na około 60-70 mld złotych. To jest do zrobienia, ale wymaga dużej determinacji. Należy jednak pamiętać, że jeżeli to zrobimy to będą to dobre podstawy do gruntownego zreformowania naszych finansów publicznych.

Raport Money.pl
*Dług ponad 50 proc. PKB. Rząd musi zacisnąć pasa * Ministerstwo Finansów zmienia prognozy - szacuje, że w przyszłym roku nasz dług publiczny przekroczy próg ostrożnościowy 50 proc. PKB. Czytaj w Money.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(0)