Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na

Gomułka: Zabraknie nie 17, a 30 miliardów

0
Podziel się:
Gomułka: Zabraknie nie 17, a 30 miliardów

Dowiemy się dziś, ile z planowanych 17 miliardów uda się zaoszczędzić poszczególnym resortom. Dotychczas zaplanowano cięcia na 3 miliardy, przed gabinetemDonalda Tuskastać więc może wybór: cięcia w inwestycjach lub podniesienie deficytu. Czy jego utrzymanie na poziomie 18,2 mld naprawdę jest aż tak ważne, czy raczej racja jest po stronie PiS i Lewicy, które wnioskują o jego zwiększenie?

*prof. Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów, główny ekonomista Business Centre Club: *Niski deficyt to sprawa kluczowa, jeśli rząd podtrzymuje plany wejścia do strefy euro w 2012 roku.

Samo utrzymanie kotwicy budżetowej jednak nie wystarczy. Można nie zwiększać deficytu, ale zmuszać do zapożyczania się samorządy i fundusze. Są więc takie możliwości, ale nie są to możliwości ciekawe. Istotne jest ogólne zapożyczenie się sektora finansów publicznych, czyli ogólny jego deficyt. I w tej chwili zagrożenie jest takie, że ten ogólny deficyt wzrośnie o jakieś 30 miliardów.

Na tyle szacuje Pan zmniejszenie wpływów?

Dochody będą dużo mniejsze, a wydatki wzrosną, w szczególności dopłaty do ubezpieczeń społecznych. Jest więcej emerytów niż planowano, a dochody zmaleją ze względu na mniejszy fundusz płac, większe bezrobocie. A na emerytury pieniądze muszą się znaleźć.

Ministerstwom udało się jak dotąd znaleźć zaledwie 3 miliardy oszczędności z planowanych 17. Czy założenie o cięciach jest realistyczne?

Tu mówimy o bardzo dużych sumach i bardzo niewielkich możliwościach. Mówienie o tych sprawach, szczególnie ze strony ministra finansów i premiera jest nie całkiem szczere, to znaczy nie mówi się otwartym językiem, tylko próbuje się minimalizować skalę problemu, ale tak naprawdę to rząd ma zadanie całkiem herkulesowe i bez zmian ustawowych całkiem niewykonalne.

To mi przypomina język polskich polityków i generałów w 1939 roku, że _ nie oddamy ani jednego guzika _, w sytuacji całkiem beznadziejnej. Taki język rozbraja rząd intelektualnie, ministrowie zaczynają w pewnym momencie myśleć, że jest tak, jak mówią.

Czy reakcja nie jest przypadkiem spóźniona? Jeszcze w grudniu rząd zapewniał, że wystarczy korekta 10 razy mniejsza.

Oczywiście, że to jest nienormalne. Przyjęto ustawę, i dosłownie w tydzień po jej podpisaniu przez prezydenta, ministrowie myślą już, że wiedzą, jakimi kwotami dysponują, a parę dni później dowiadują się: _ nie, nie, brakuje nam 17 miliardów! _. Ale problem polega na tym, że zapewne już w kwietniu dowiedzą się, że to nie 17, a 30 miliardów.

Skąd w ogóle ta kwota: 10 procent od każdego ministerstwa? Sytuacje w resortach są przecież różne.

Znalezienie tak dużej sumy w tych pozycjach elastycznych budżetu, które nie dotyczą inwestycji, to jest kwadratura koła.

Mieliśmy tu już wyjaśnienie ministerElżbiety Bieńkowskiej, która dysponuje ogromnymi kwotami, ale unijnymi, natomiast własnych ma tak niewiele, że zaproponowała oszczędności w wysokości 2 milionów złotych.

Tak samo minister pracy i polityki socjalnej,Jolanta Fedak, która bardzo się starała, ale może znajdzie oszczędności w wysokości kilkunastu, czy kilkudziesięciu milionów.

Nawet samo ministerstwo finansów, które chce dokonać cięć kadrowych. Można zwolnić trochę ludzi, ale trzeba by zwolnić aż 10 tysięcy, żeby uzyskać pół miliarda. Żeby więc zaoszczędzić pięć miliardów, trzeba by zwolnić sto tysięcy osób!

Deficytu zwiększać nie możemy, chcąc utrzymać harmonogram przyjęcia euro. Na oszczędności szanse są niewielkie. Co pozostaje? Cięcie inwestycji infrastrukturalnych?

Rząd nadal obstaje - w tej chwili, nie wiem, co będzie za tydzień - że będzie starał się w pełni wykorzystać środki unijne na inwestycje infrastrukturalne. W zeszłym roku wykorzystanie tych środków było na poziomie zaledwie 25 procent, w tym roku założenia są znacznie bardziej ambitne. Gdyby faktycznie cięto pieniądze na współfinansowanie projektów infrastrukturalnych, byłoby to bardzo kosztowne dla gospodarki.

Może za dzień, tydzień czy miesiąc rząd powie: pracowaliśmy intensywnie dniem i nocą, ale znaleźliśmy tylko tyle i doszliśmy już do granic możliwości, trzeba więc robić co innego. Albo ciąć inwestycje, czego nie chcemy, albo zwiększać deficyt, czego też nie chcemy, ale po prostu musimy.

wiadomości
wywiad
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(0)