Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
wiadomości
24.02.2006 07:18

Grzegorz Napieralski: Państwo drożeje, a nie tanieje

Podziel się
Dodaj komentarz

Money.pl: Zarzuca Pan rządowi Kazimierza Marcinkiewicza, że zwiększa wydatki na administrację zamiast je ograniczać, ale Rządowe Centrum Studiów Strategicznych zostało zlikwidowane i to jest kilka posad mniej i trochę pieniędzy więcej?
* Grzegorz Napieralski:* Tak, ale z drugiej strony zadania realizowane przez likwidowane instytucje są rozkładane na inne podmioty, co się wiąże ze znalezieniem dodatkowych pieniędzy, żeby te zadania można było wykonać. Według naszych obliczeń potrzeba będzie na to jeszcze więcej pieniędzy niż obecnie

*Money.pl: Ile więcej? *

G.N.: Wyliczyliśmy, że na samym początku wydatki na administrację państwową wzrosną o ponad 3,5 proc.. Trudno powiedzieć jak to się będzie rozwijało kiedy powstaną nowe urzędy jak Centralne Biuro Antykorupcyjne, czy monitoring mediów, czy instytut wychowania. Ile tam trzeba będzie pieniędzy, na wynajem pomieszczeń i nowych urzędników. Na dzisiaj są to miliony złotych. Patrząc na to ile wydano już na nowych urzędników, to kupilibyśmy za to 3 tys. karetek.

Money.pl: Może potrzeba rządowi więcej czasu, likwidacja funduszy i agencji przecież nie odbywa się z dnia na dzień? G.N.: Jeżeli tworzy się nowe instytucje, które obsadza się swoimi ludźmi, a równocześnie nie zamyka się starych, które również obsadza się swoimi ludźmi, to tak naprawdę nie zlikwiduje się żadnej.

Money.pl: I uważa Pan, że wystarczy kilka dni czy tygodni żeby zamknąć instytucje istniejące od wielu lat? G.N.: Jeżeli w kampanii wyborczej Prawo i Sprawiedliwość mówiło, że miało taki pomysł, że miało przygotowane ustawy i rozporządzenia, że miało strategię, to wystarczająco długo rządzi, aby to zrobić. Jednak do tej pory tak się nie stało. PiS nawet nie zapowiada teraz takich zmian, a wręcz przeciwnie – powstają nowe urzędy.

Money.pl: 100 dni rządzenia, to nie jest długi czas? G.N.: Zależy jak na to spojrzeć. Przez 100 dni można naprawdę wiele reform wprowadzić. Ale oprócz kampanii wyborczej, Kazimierz Marcinkiewicz tak naprawdę nic nie robił. Pożyczał swoje zaplecze kadrowe – być może jest mu to potrzebne do celów partyjnych, do walki z Jarosławem Kaczyńskim. Jest coraz więcej jego doradców w randze ministrów, słyszymy że będą dodatkowe etaty…

Money.pl: Ile już tych nadprogramowych etatów powstało i ma powstać, że tak bardzo podrożało „tanie państwo”, a ile zostanie zlikwidowanych? Może bilans będzie jednak korzystny dla rządu? G.N.: Na razie nie słyszymy, żeby coś było likwidowane. Na razie słyszymy, że powstają nowe urzędy, na które trzeba łożyć olbrzymie sumy. Te nowe urzędy, które mają powstać jak np. CBA, będą miały te same kompetencje co policja, CBŚ czy ABW. Tworzymy nowy byt, czyli dodatkowe pieniądze idą na nowych urzędników, nowe pomieszczenia, nowe budynki. Słyszymy o Biurze Monitoringu Mediów – to nowi ludzie, nowe pieniądze. Natomiast nic nie słyszymy o likwidacji Agencji Rynku Rolnego, Agencji Nieruchomości Rolnych. Wręcz przeciwnie, ma to być łup do podziału dla Samoobrony i LPR.

Money.pl: Z drugiej strony program „tanie państwo” to nie tylko oszczędności, to także rozbudowany program socjalny, do którego ręce przyłożyło także SLD? G.N.: Jeśli mamy dzisiaj stworzyć dodatkowe 300 etatów w administracji i na każdy przeznaczyć tylko 3000 zł brutto, to proszę policzyć jakie to są już pieniądze? To o tym mówię, mając na myśli brak realizacji polityki „taniego państwa”.

Rozmawiała: Donata Wancel

Tagi: wiadomości, wywiad
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz