Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Jarosław Jakimczyk
|

Jakimczyk: W Warszawie polityk niesuwerenny, czy iluzjonista PR?

0
Podziel się:

Bez względu na wynik drugiej tury warszawskich wyborów, dla stolicy jest to wybór pomiędzy dżumą a cholerą.

Jakimczyk: W Warszawie polityk niesuwerenny, czy iluzjonista PR?

Bez względu na wynik drugiej tury warszawskich wyborów, dla stolicy jest to wybór pomiędzy dżumą a cholerą, gdyż żaden z obojga kandydatów nie jest wielkim wizjonerem, obdarzonym do tego niezłomna wolą potrzebną do wcielenia w życie koncepcji i planów, które istotnie podniosłyby poziom życia w największym mieście Polski.

Osobowość i przymioty umysłu byłej prezes Narodowego Banku Polskiego są znane od lat i wiadomo, że pani Hanna Gronkiewicz-Waltz drugim Sokratesem Starynkiewiczem raczej nie będzie.

_ Sokrates Starynkiewicz był carskim generałem, który jako prezydent Warszawy w latach 1875-92 okazał się znakomitym gospodarzem miasta. Szanowany do dzisiaj głównie dzięki budowie nowoczesnej kanalizacji i wodociągów. _

Biorąc pod uwagę błędy, jakie popełniła w nadzorze nad sektorem bankowym (np. przyzwolenie na przejęcie państwowego Banku Gdańskiego za jego własne kapitały poprzez mniejszy, ale prywatny i cieszący się poparciem postkomunistów Bank Inicjatyw Gospodarczych) można raczej obawiać się podobnej dezynwoltury w administrowaniu Warszawą, zwłaszcza w sferze inwestycji komunalnych.

Za rządów pani Gronkiewicz-Waltz pewnie rzeczywiście - jak zapewniają politycy Platformy - inwestycje stołeczne ockną się z marazmu, w jakim pogrążyły się za kadencji polityka, który miał być drugim Giulianim a ostatecznie został prezydentem Rzeczypospolitej.

Oby jednak ten oczekiwany boom inwestycyjny nie zakończył się serią skandali, jak miało to miejsce za kadencji kolegi partyjnego pani Hanny - Pawła Piskorskiego. Budowało się wtedy sporo ale kontrowersje, jakie wokół tych inwestycji się nagromadziły, do tej pory przywoływane są jako ilustracja konfliktu interesu prywatnego z publicznym.

Co gorsza, istnieje duże prawdopodobieństwo, że pani Hanna nie będzie samodzielnym prezydentem stolicy Polski, lecz jedynie malowanym. Faktycznie Warszawą z tylnego fotela będzie rządził np. Bronisław Komorowski, polityk, którego ambicje idą ostatnio w parze z możliwościami ich zaspokojenia.

Rywal Hanny Gronkiewicz-Waltz, były premier Kazimierz Marcinkiewicz, jest na pewno lepszym - jakby to powiedzieli kiedyś ludzie podejrzanej proweniencji - "picerem". W swoim zapędzie do bycia prawdziwym warszawiakiem udał się nawet na Powązki, gdzie w dniu 1 listopada kwestował obok aktorów i ich rodzin wywołując mieszane komentarze wśród mieszkańców stolicy odwiedzających groby swych bliskich.

Byłoby to może bardziej zrozumiałe, gdyby pretendent do posady mera Warszawy, miał w zanadrzu dobrze przygotowany pod względem finansowym plan budowy nowej nekropolii dla miasta. O tym jednak nic nie słychać, chociaż ekspremiera z Gorzowa - który gdyby zaszła potrzeba i pojawił się stosowny trend, udowodniłby z pewnością, że Kanał Żerański jest najlepszym miejscem do surfingu - wszędzie jest pełno.

Ale chociaż pan Kazimierz do czasu drugiej tury w wyborach na sto procent zadziwi nas jeszcze niejedną ze swych dalekosiężnych wizji rozwoju miasta lub kolejnym ze swych licznych talentów, to coraz bardziej jestem przekonany, że jego wysiłki mogą spełznąć na niczym.

A to dlatego, że na Gronkiewicz-Walc zagłosuje elektorat Marka Borowskiego, który zebrał w pierwszej turze aż 20 procent głosów, czyli więcej nawet, niż otrzymałby kandydat bardziej kojarzony z postkomunistami, niż lider SdPl. Wczorajsza wizyta jednego z liderów PO Mirosława Drzewieckiego w klubie SLD może świadczyć o tym, czego wielu się domyśla. Że Platforma na poziomie parlamentarnym dogaduje się z partią Jerzego Szmajdzińskiego i Wojciecha Olejniczaka w sprawie przyszłych koalicji w sejmikach wojewódzkich i radach miast.

Nie zdziwmy się więc, gdy o zwycięstwie pani Hanny nad panem Kazimierzem przesądzą głosy elektoratu o rodowodzie pezetpeerowsko-wojskowo-ubecko-milicyjnym, który zawsze w zwartym szyku całymi rodzinami podąża do urn. Z drugiej strony, starsza część tego elektoratu, niechętna liberalnym hasłom Platformy, może spłatać psikusa kandydatce na prezydenta Warszawy i architektom przyszłego sojuszu w samorządach.

Autor jest dziennikarzem tygodnika "Wprost"

wiadomości
felieton
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(0)