Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
gaz
05.01.2006 13:46

Kim jest tajemniczy pośrednik gazowy?

Centralnym elementem rosyjsko-ukraińskiego porozumienia gazowego jest firma, która od lat, pod różnymi nazwami, dostarcza gaz z Azji Środkowej na Ukrainę. Wykorzystując różnicę cen na poradzieckich rynkach zarabia miliardy dolarów dla swych niezidentyfikowanych właścicieli.

Podziel się
Dodaj komentarz
(PAP/AP/Misha Japaridze)

Centralnym elementem rosyjsko-ukraińskiego porozumienia gazowego jest firma, która od lat, pod różnymi nazwami, dostarcza gaz z Azji Środkowej na Ukrainę. Wykorzystując różnicę cen na poradzieckich rynkach zarabia miliardy dolarów dla swych niezidentyfikowanych właścicieli.

Tak o tajemniczej firmie Rosukrenergo pisze w czwartek w korespondencji z Kijowa "New York Times".

Jak podali na konferencji prasowej w środę w Moskwie przedstawiciele rosyjskiego Gazpromu i ukraińskiego Naftohazu, rosyjsko-ukraińskie porozumienie w sprawie dostaw gazu będzie obowiązywało przez pięć lat i zakłada pośrednictwo firmy Rosukrenergo. Obecność pośrednika pozwolić ma na obniżkę ceny gazu, jaką zapłaci strona ukraińska.

Według rzecznika Gazpromu Siergieja Kuprijanowa, średnia cena gazu na rosyjsko-ukraińskiej granicy wyniesie 95 dolarów za 1000 metrów sześciennych. Gazprom będzie sprzedawać gaz po cenie 230 dolarów za 1000 metrów sześciennych firmie Rosukrenergo, następnie rosyjski gaz będzie mieszany z tańszym gazem pochodzącym z Turkmenistanu, Uzbekistanu i Kazachstanu i dostarczany na Ukrainę.

Rosukrenergo - jak twierdzi "Financial Times" - to joint venture, w którym 50 procent udziałów należy do Gazpromu, a konkretnie do jego Gazprombanku. Drugim udziałowcem spółki jest austriacki Raiffeisenbank, ale zdaniem brytyjskiego dziennika tylko formalnie włada udziałami w imieniu niezidentyfikowanych właścicieli.

"New York Times" twierdzi, że oprócz Gazpromu właścicielem Rosukrenergo jest jakaś "podejrzana firma" z siedzibą w Austrii. Gazeta używa pojęcia "shell company", oznaczającego firmę, która nie prowadzi znaczącej działalności i nie posiada znaczących środków, albo firmę tworzoną przez nieuczciwych biznesmenów na potrzeby oszustw podatkowych.

Zdaniem agencji Reutera, powołującą się na źródła zbliżone do rosyjsko-ukraińskiego porozumienia gazowego, za tą firmą mogą stać Ukraińcy.

Rosukrenergo był przedmiotem śledztwa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), kiedy kierował nią Ołeksandr Turczynow. Miało to miejsce w pierwszej połowie ubiegłego roku, gdy premierem Ukrainy była Julia Tymoszenko. Turczynow, który pozostaje bliskim współpracownikiem byłej premier, twierdzi, że naciskał na prezydenta Wiktora Juszczenkę, aby podjęto w sprawie Rosukrenergo odpowiednie działania, ale zamiast tego otrzymał... dymisję.

Prestiżowy tygodnik kijowski "Dzerkało Tyżnia" napisał w numerze z 30 grudnia, powołując się na Turczynowa, że za Rosukrenergo stoją ludzie związani z biznesem energetycznym w Rosji i na Ukrainie.

Zdaniem byłego szefa SBU, współwłaścicielem Rosukrenergo jest Raiffeisen Investment AG, którą z kolei założyły Arosgas Holding Aktiengesellschaft i Centragas Holding Aktiengesellschaft. Tę pierwszą reprezentują czterej wiceprezesi zarządu Gazpromu: Komarow, Akimow, Miedwiediew i Riazanow, natomiast tę drugą były szef Naftohazu Jurij Bojko i jego były zastępca Ihor Woronin.

Większość z tych osób - jak pisze "Dzerkało Tyżnia" - zaprzecza, jakoby miała jakiekolwiek związki z Rosukrenergo.

Tygodnik wyjaśnia, że Rosukrenergo był do tej pory pośrednikiem w dostawach turkmeńskiego gazu dla Ukrainy. Kupował ten gaz od Naftohazu na granicy turkmeńsko-uzbeckiej i dostarczał na Ukrainę, biorąc za tę usługę część przesyłanego surowca. W ubiegłym roku Rosukrenergo z zakupionych w Turkmenii przez Naftohaz 36 mld metrów sześciennych gazu otrzymał 13 mld metrów.

"Opierając się na danych Gazpromu Turczynow twierdzi, że Rosukrenergo wysyłał otrzymany od Naftohazu gaz na eksport, doprowadzając tym samym do deficytu błękitnego paliwa na Ukrainie. Naftohaz zapewnia, że deficytu nie ma, a sprawdzenie tej informacji okazuje się niemożliwe, chociaż w prywatnych rozmowach pracownicy Naftohazu twierdzą, że deficyt jest" - pisze "Dzerkało Tyżnia".

Turczynow ustalił, że w 2005 roku Rosukrenergo zarobił na czysto 2,5 mld dolarów.

Porozumienie na 2005 rok między Naftohazem i Rosukrenergo miało zostać zawarte za wiedzą Gazpromu. "Mechanizm ten nie wywołał sprzeciwu ani ówczesnego prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy, ani ówczesnego premiera Wiktora Janukowycza" - pisze tygodnik i dodaje, powołując się na Turczynowa, że byli oni zainteresowani funkcjonowaniem tego systemu i godzili się na niekorzystny dla Ukrainy schemat dostaw gazowych.

Po dojściu do władzy ekipy Wiktora Juszczenki sytuacja nie uległa zmianie. Kiedy zaś SBU za czasów rządu Tymoszenko starała się wyjaśnić sytuację, o co w tym wszystkim chodzi, obecny "prezes zarządu Naftohazu Ołeksij Iwczenko zmusił prezydenta Juszczenkę do zakazania służbom bezpieczeństwa i rządowi wtrącania się w działalność Naftohazu" - czytamy.

"Czy wypływa z tego, że dochody z biznesu gazowego na Ukrainie czerpie obecnie - zamiast Kuczmy - Juszczenko?" - zastanawia się tygodnik, dodając że nie ma na to dowodów. Julia Tymoszenko i jej otoczenie są przekonani, że dochody z działalności Rosukrenergo związane są z interesami obecnych władz Rosji.

Specjalista od rynków energetycznych byłego ZSRR Jerome Guillet uważa, że w Rosukrenergo mają swe interesy zarówno Gazprom jak i Naftohaz. "Nazwiska zmieniają się co roku, ale mechanizm pozostaje ten sam. Mamy ogromny handel z obrotami rzędu setek milionów dolarów, który kontroluje mała grupa ludzi" - powiedział Guillet w rozmowie z "New York Timesem".

Tagi: gaz, ukraina, gazprom, rosja, wiadomości, gospodarka, gospodarka polska, najważniejsze
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz