Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Kosztorys pełen rys – czyli jak się zaniża odszkodowania

Kosztorys pełen rys – czyli jak się zaniża odszkodowania

Fot. starsstudio
Ubezpieczenia samochodowe to zawsze gorący temat. Dużo emocji budzi rosnąca wysokość składek, ale ostatnio coraz częściej poruszany jest temat zaniżonych odszkodowań z OC i AC. Okazuje się, że w wielu przypadkach można wywalczyć dodatkowe pieniądze od ubezpieczycieli...

Wypadek czy stłuczka to coś, czego doświadczył niemal każdy kierowca. Nawet jeżeli nikomu nic się nie stało, zawsze jest to nieprzyjemna sytuacja i źródło stresu. Do tego dochodzi jeszcze inna kwestia – odszkodowanie. Wydawałoby się, że wystarczy mieć ważne ubezpieczenie, a nic nam nie grozi. Przecież ubezpieczyciel wypłaci nam odpowiednią kwotę, naprawimy samochód i zapomnimy o wszystkich nieprzyjemnościach. Prawda? Niestety, rzeczywistość nie wygląda tak różowo...

Problem na dużą skalę

Według szacunków Funduszu Odszkodowań Komunikacyjnych około 92% odszkodowań z OC i AC jest zaniżanych. Ta liczba pokazuje, że problem jest bardzo powszechny. Jak to możliwe? Sprawa jest prosta. Firmy ubezpieczeniowe przede wszystkim chcą zarabiać. Bardzo dokładnie kalkulują wysokość składek ubezpieczeniowych, które klient musi zapłacić za ubezpieczenie samochodu. Gdy znajdą argumenty, nawet przez chwilę nie wahają się, by podwyższyć ich wysokość. Jednak kiedy przychodzi moment, w którym muszą wywiązać się ze swoich zobowiązań i wypłacić należne nam odszkodowania, ich obliczenia idą w przeciwnym kierunku. W interesie ubezpieczyciela jest wypłacenie nam jak najmniejszej kwoty.

Pieniądze wpłacone i już po wszystkim?

Tak naprawdę pierwsza wycena to dopiero początek. Firmy ubezpieczeniowe zwykle przelewają wynikającą z niej tzw. kwotę bezsporną od razu na konto właściciela pojazdu. To działanie celowe – rodzaj zagrywki psychologicznej. Większość osób z zadowoleniem i ulgą odkrywa, że odszkodowanie już wpłynęło na ich konto. Poza tym mamy wrażenie, że skoro otrzymaliśmy pieniądze, to sprawa jest zamknięta.

Jednak zwykle to tylko część kwoty, która należy się poszkodowanemu. Może wystarczy na naprawę w wariancie ekonomicznym, ale na pełne przywrócenie auta do stanu sprzed wypadku już nie. Ubezpieczyciele zakładają, że znaczna część osób nie będzie kwestionować ich decyzji ani odwoływać się od niej.

Kosztorys z tanimi zamiennikami

– Choć większość ludzi tego nie wie, początkowa wycena od ubezpieczyciela jest zwykle tylko punktem wyjścia do negocjacji i nie odzwierciedla w pełni realnej wartości szkody – mówi Łukasz Lewicki, Członek Zarządu Funduszu Odszkodowań Komunikacyjnych. – Jak to się dzieje, że pierwsze wyceny są zaniżone? To proste. Ubezpieczyciel może np. obniżyć wartość samochodu, oprzeć kosztorys naprawy na najtańszych zamiennikach części, policzyć niską stawkę za prace naprawcze, czy zastosować nieuprawnione potrącenia amortyzacyjne, często ukryte pod nazwą rabatów. Lista możliwych nadużyć jest bardzo szeroka. Oczywiście zdarza się, że w proponowanej kwocie uda się zmieścić z naprawą, może nawet zostanie nam odrobina pieniędzy. Ale będzie to naprawa po kosztach, a nie pełna rekompensata.

Można dochodzić swoich praw – samemu...

Coraz więcej osób stara się walczyć o wyższe odszkodowanie. Sprzymierzeńcem są tutaj przepisy – o dopłatę do zaniżonego odszkodowania z OC i AC można ubiegać się do 3 lat od kolizji. Oczywiście można się za to wszystko zabrać samemu. Ale trzeba mieć trochę wiedzy prawniczej i przede wszystkim dużo czasu oraz samozaparcia. Procesy tego typu trwają zwykle 18-21 miesięcy i pociągają za sobą niebagatelne koszty.

– Osobom stającym samodzielnie do walki o wyższe odszkodowanie zwykle starcza czasu i energii na kilka miesięcy. Często ich zapał gaśnie nawet jeszcze szybciej – ocenia Łukasz Lewicki.

– Ubezpieczyciele przedłużają bieg sprawy, przytaczają zawiłą argumentację, powołują się na paragrafy i artykuły mające stworzyć wrażenie, że racja jest po ich stronie. Dla przeciętnego poszkodowanego zmierzenie się z potężną, sprawnie działającą machiną działów likwidacji szkód i labiryntem procedur jest przytłaczające. Ostatecznością jest skierowanie sprawy do sądu, ale samotne występowanie przeciwko sztabom prawników ubezpieczyciela nie jest ścieżką dla każdego.

...albo z fachowcami

Ubezpieczyciele bazują na niewiedzy poszkodowanych. Na szczęście wśród Polaków rośnie świadomość zarówno samego procederu zaniżania odszkodowań, jak i tego, że długotrwała walka z ubezpieczycielem nie jest jedyną drogą, bo atrakcyjną alternatywę stanowi przekazanie sprawy w ręce specjalistów.

Na rynku działa wiele firm oferujących różne modele wsparcia. Jednym z najciekawszych wydają się dopłaty do zaniżonych odszkodowań. Jakie są zalety zgłoszenia się po taką dopłatę? – Przede wszystkim szybkie i łatwe uzyskanie dodatkowych pieniędzy, które do razu można wykorzystać w dowolny sposób – wyjaśnia Adam Rzepkowski, reprezentujący program dopłat Polisa Plus.

– Realizujemy dopłaty z własnych środków, dzięki czemu wypłata następuje nawet w ciągu 7 dni, a więc na wiele miesięcy przed tym, gdy uda się dojść roszczenia od ubezpieczyciela. W pewnym sensie płacimy z góry i bierzemy cały problem na siebie.

Taka działalność wymaga posiadania odpowiedniego zaplecza organizacyjnego i potencjału ekonomicznego, a prowadzące ją firmy dążą do wypracowania zysku, dlatego dopłaty, które oferują klientom, nie są równe pełnej kwocie, której będą następnie dochodzić od ubezpieczyciela. Biorąc jednak pod uwagę, że przejmują cały ciężar i ryzyko dochodzenia roszczeń, podczas gdy poszkodowany uzyskuje pewną i niemal natychmiastową wypłatę, z pewnością jest to opcja godna uwagi.

Nawet kilka tysięcy dopłaty

Ile dopłaty można otrzymać? To zależy od wartości całej szkody oraz od tego, jak bardzo ubezpieczyciel zaniżył kwotę odszkodowania. Wysokość dopłaty ustalana jest indywidualnie, na podstawie analizy danej sprawy. W praktyce jest to zazwyczaj od kilkuset do kilku tysięcy złotych.

Wbrew naszym przypuszczeniom, proces ubiegania się o dopłatę wcale nie trwa długo. Niezbędne jest przedstawienie dokumentów związanych ze szkodą, takich jak kosztorys od ubezpieczyciela i decyzja o wypłacie (a w przypadku odszkodowania z AC również skan lub kopia polisy). Warto przy tym wiedzieć, że nawet jeśli nie posiadamy niezbędnej dokumentacji, to ubezpieczyciel ma obowiązek ją przechowywać i wydać na nasze żądanie. Dalej sprawy toczą się już szybko. – Skoro z definicji stanowimy przeciwwagę dla firm ubezpieczeniowych, to odwrotnie niż one, staramy się wszystko możliwie przyspieszyć i uprościć – mówi nam Adam Rzepkowski z programu Polisa Plus.

– Analiza dokumentów i wykonanie bezpłatnej ekspertyzy, pozwalającej określić wysokość dopłaty, realizowane są przeważnie w ciągu 24 godzin. Umowy wysyłamy przez kuriera, który także odbiera i zwrotnie dostarcza nam podpisane dokumenty. Dzięki temu dopłatę można mieć na koncie nawet w ciągu 7 dni i to bez wychodzenia z domu.

Warto powalczyć

Niezależnie od decyzji – walczyć samemu, czy zgłosić się po wsparcie do profesjonalistów – nie powinniśmy zadowalać się odszkodowaniem proponowanym na początku przez ubezpieczyciela.

W zdecydowanej większości przypadków to zaledwie część należnych nam pieniędzy. Dlatego godząc się na niskobudżetową naprawę naszych samochodów, dajemy zarobić firmom ubezpieczeniowym naszym kosztem. My radzimy, aby walczyć o swoje.

Sprawdź:
Program dopłat Polisa Plus
Infolinia: 781 000 781

https://polisaplus.pl/

ubezpieczenia, oc, polisa, ac
Czytaj także
Polecane galerie