Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
praca
07.02.2006 12:46

Kto otworzy rynek pracy dla Polaków?

Finlandia Grecja i Hiszpania rozważają otwarcie w tym roku swych rynków pracy dla pracowników nowych krajów UE. "Stare" kraje Unii, a także Norwegia i Islandia, nie ogłosiły jeszcze decyzji, czy zniosą ograniczenia swobody przepływu pracowników z nowych państw UE już w tym roku.

Podziel się
Dodaj komentarz

Finlandia, Grecja i Hiszpania rozważają otwarcie w tym roku swych rynków pracy dla pracowników nowych krajów UE.

"Stare" kraje Unii, a także Norwegia i Islandia, należące do Europejskiego Obszaru Gospodarczego nie ogłosiły jeszcze decyzji, czy zniosą ograniczenia swobody przepływu pracowników z nowych państw UE już w tym roku.

W podjęciu decyzji ma pomóc raport Komisji Europejskiej, który zostanie ogłoszony w środę (8 lutego) i zapewne podkreśli korzyści, jakie w wyniku pełnego otwarcia swych rynków pracy po rozszerzeniu odniosły Wielka Brytania, Irlandia i Szwecja.

Po rozszerzeniu UE w maju 2004 r., dotychczasowe państwa członkowskie mogły wprowadzić okresy przejściowe przy otwarciu swoich rynków pracy dla obywateli nowych państw Wspólnoty. Mogą być one wprowadzane na 2, 5 lub 7 lat. Po 2 latach od rozszerzenia, a następnie po kolejnych 3 i 2 latach, każde ze "starych" państw Unii samo decyduje, czy wydłuży okres ograniczeń w dostępie do rynku, czy go zakończy.

Z możliwości wprowadzenia ograniczeń nie skorzystały Wielka Brytania, Irlandia i Szwecja, które otworzyły swoje rynki już w maju 2004 roku.

*FINLANDIA *podejmie ostateczną decyzję 2 marca. Jednakże, jak powiedział pracownik fińskiego ministerstwa pracy, "istnieje powszechna opinia, że ograniczenia zostaną usunięte". "Dotychczasowe prawo jest nieefektywne i przynosi negatywne efekty" - przyznał pracownik fińskiego ministerstwa. Według szacunków, ewentualne otwarcie tamtejszego rynku pracy nie spowoduje wielkiego napływu pracowników nowych krajów UE.

*GRECJA *"uważnie rozpatruje" sprawę swobody przepływu pracowników, trwają konsultacje - mówią oficjalnie przedstawiciele ambasady greckiej w Warszawie. Jednak zdaniem polskich dyplomatów w Atenach, są sygnały, że Grecy mogą znieść ograniczenia.

Według Sławomira Misiaka z polskiej ambasady w Atenach, zarówno partia rządząca w Grecji - Nowa Demokracja, jak i opozycyjna PASOK, są proeuropejskie i nie powinno być z ich strony sprzeciwu wobec otwarcia rynku pracy. "Naszym zdaniem, nie ma zdroworozsądkowych powodów, by nie otwierać rynku pracy; bezrobocie w Grecji wynosi poniżej 10 proc." - mówi Misiak. Ewentualną decyzję o otwarciu rynku pracy mogłyby oprotestować związki zawodowe, ale protest ten miałby - zdaniem Misiaka - charakter "ściśle propagandowy".

W Grecji pracuje stosunkowo niewielu obywateli nowych krajów UE, a największą grupą są Polacy - ok. 30-35 tys., ale przybyli do Grecji jeszcze przed rozszerzeniem Unii 1 maja 2004 roku. Pracują najczęściej w budownictwie, a kobiety zazwyczaj zajmują się pomocą domową. Według niektórych źródeł, Grecy liczą, że pracownicy z Polski mogliby zastąpić imigrantów z Albanii.

W *HISZPANII *jest wola polityczna, aby po 1 maja otworzyć rynek pracy dla Polaków - wynika z informacji uzyskanych ze źródeł w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Madrycie. "Ewentualne wcześniejsze zakończenie okresu przejściowego jest decyzją polityczną, która zależy od oceny wpływu, jaki wolny przepływ pracowników mógłby mieć na hiszpański rynek pracy" - mówi rozmówca z hiszpańskiego MSZ.

Według Ambasady RP w Madrycie, przy obecnym poziomie bezrobocia w Polsce i przy nasyceniu rynków pracy geograficznie jej bliższych, Hiszpania jest i można się spodziewać, że nadal będzie, jednym z głównych celów wyjazdów Polaków w celach zarobkowych.

"Są szanse" na to, że *PORTUGALIA *otworzy w maju swój rynek dla Polaków - informuje w portugalskie MSZ. Na ostateczną decyzję w tej sprawie trzeba jednak jeszcze poczekać do końca miesiąca. Większość Portugalczyków chciałaby otwarcia swojego rynku pracy dla nowych członków UE - mówi rozmówca.

*FRANCJA *rozważy wszystkie argumenty za i przeciw w najbliższych tygodniach, na podstawie raportu KE, dotychczasowych doświadczeń oraz sytuacji na krajowym rynku pracy. Według ambasadora Francji w Warszawie Pierre'a Menata, żadna decyzja nie została jeszcze podjęta.

Teoretycznie, mogą być brane pod uwagę trzy opcje: pełne zniesienie ograniczeń, które wydaje się mało prawdopodobne ze względu na sytuację na francuskim rynku pracy, kontynuacja obecnych regulacji lub częściowe otwarcie rynku. W tym ostatnim przypadku chodziłoby o ułatwienia w przepływie pracowników w niektórych regionach Francji oraz w wybranych sektorach, w których brakuje rąk do pracy.

Około 300 tys. stanowisk pracy pozostaje nieobsadzonych. Z drugiej jednak strony, pracy poszukuje około 2 mln 300 tys. Francuzów, choć w 2005 roku ta liczba znacznie się zmniejszyła. Poważną barierę dla otwarcia francuskiego rynku pracy stanowi nielegalne zatrudnienie dotyczące w pewnym stopniu polskich obywateli.

Jednakże wielu Polaków, około 10 tys. rocznie, korzysta z możliwości podejmowania legalnej pracy, przewidzianych między innymi umowami dot. odbywania staży zawodowych i podejmowania pracy sezonowej. Polskie firmy mogą również swobodnie podejmować działalność gospodarczą i świadczyć usługi.

W 2009 roku Francja w zasadzie powinna zrezygnować z możliwości ograniczenia dostępu do swego rynku pracy.

Sąsiednia *BELGIA *czeka z decyzją nie tylko na raport KE, ale na wnioski rządowej analizy, która ma być gotowa pod koniec lutego. Według Yannicka Minciera z MSZ Belgii, rząd weźmie pod uwagę m.in. sięgające 13 proc. bezrobocie, jak również ogólną sytuację na rynku pracy - także to, że w Belgii na czarno pracuje co najmniej kilkadziesiąt tysięcy Polaków; gdyby otworzyć rynek pracy, państwo mogłyby mieć nad nimi kontrolę i ściągać należne podatki.

Belgijskie władze muszą pogodzić opinie organizacji pracodawców i związków zawodowych. Pracodawcy narzekają na brak rąk do pracy, przede wszystkim pracowników budowlanych, a także najróżniejszych specjalistów: od spawaczy do księgowych. Zaś związki zawodowe protestują przeciwko "dumpingowi socjalnemu". Polscy dyplomaci w Brukseli nie wykluczają, że Belgia zdecyduje się na otwarcie swego rynku pracy tylko w niektórych sektorach, np. dla pielęgniarek. Na razie - mówią - belgijskie władze wysyłają "sprzeczne sygnały".

*LUKSEMBURSKI *rząd nie wypowiadał się jeszcze oficjalnie, ale jasne jest, że decyzja będzie uzależniona także od stanowiska sąsiedniej Francji.

*HOLANDIA *"na razie bada, ile miejsc pracy może zostać zabranych Holendrom przez obywateli nowych państw UE, w razie całkowitego otwarcia rynku" - poinformowano w ambasadzie tego kraju w Warszawie. Według przytoczonych danych, w Holandii pracuje obecnie około 30 tys. Polaków (głównie w rolnictwie, na budowach, przy sprzątaniu). Według szacunków, po otwarciu rynku pracy ta liczba może zwiększyć się o kolejne 40 tys. osób.

Rozmówca pytany, czy przy ewentualnym otwarciu rynku zostaną zachowane jakiekolwiek ograniczenia dostępu do niektórych zawodów, odparł: "Jeśli rynek zostanie otwarty, będzie otwarty. Nie będzie restrykcji - otwarty oznacza otwarty".

W *DANII *kwestia otwarcia rynku będzie przedmiotem wielu debat m.in. ministra pracy z partiami politycznych. "W chwili obecnej nie można nic powiedzieć w tej sprawie - czy będzie taka, czy inna decyzja. Sprawa jest otwarta, nic jeszcze nie zostało ustalone" - poinformował rozmówca w duńskim MSZ. Jak dodał, ostateczna decyzja w sprawie otwarcia rynku nie zostanie podjęta wcześniej niż na początku kwietnia.

*WŁOCHY *pozostawią swój rynek pracy zamknięty dla Polaków najprawdopodobniej na kolejne trzy lata. Podobnie jak Francja, Włochy borykają się z problemem pracy na czarno, podejmowanej przez cudzoziemców. Wśród nich są prawdopodobnie dziesiątki tysięcy Polaków pracujących przede wszystkim na budowach, a także w rolnictwie. Przed kilkoma miesiącami po raz kolejny nagłośniono przypadki wykorzystywania polskich robotników, którzy przyjechali do nielegalnej pracy w Apulii.

Zamknięte dla obywateli nowych krajów UE pozostaną też rynki pracy w AUSTRII *i *NIEMCZECH. "Tak długo, jak sytuacja na rynku pracy wygląda tak jak wygląda, a mianowicie niskie, ale stale rosnące bezrobocie, absolutnie tego potrzebujemy. Nie widzę alternatywy" - mówił austriacki minister gospodarki Martin Bartenstein przy okazji spotkania ministrów pracy i spraw socjalnych w Villach.

Niemiecki wicekanclerz i minister pracy, Franz Muentefering zasugerował, że Niemcy będą chciały maksymalnie przedłużyć okres przejściowy - do 2011 roku. Jego zdaniem, nie "powinno być kłopotów" z uzasadnieniem tego kroku w Brukseli. A to ze względu na problem z wysokim bezrobociem, uważanym, według "Eurobarometru" za największą plagę społeczną przez 74 proc. Niemców.

Okres przejściowy najprawdopodobniej utrzymają należące do EOG NORWEGIA *i *ISLANDIA. Według konsul generalnej RP w Oslo Danuty Szostak, Norwegowie uważają, że okres przejściowy, dotyczący przepływu siły roboczej, funkcjonuje bardzo dobrze. Nie ma problemów z uzyskaniem pozwolenia na pracę. "Każdy, kto znajdzie pracę, spełnia wymogi formalne i nie stanowi zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa, dostaje takie pozwolenie w ciągu tygodnia, a nawet trzech dni" - mówi Szostak. Polacy w Norwegii pracują przede wszystkim w budownictwie.

W Islandii obecnie pracuje około 5 tys. Polaków. "Nie mamy sygnałów, żeby były tam jakieś problemy. Sa nawet firmy islandzkie rekrutujące pracowników z Polski" - mówi Szostak.

Z raportu organizacji pozarządowej European Citizen Action Service wynika, że w pierwszym roku po wejściu Polski do UE w krajach wspólnoty pracowało 450 000 Polaków. 21 proc. znalazło pracę w Niemczech, tyle samo w Wielkiej Brytanii.

Tagi: praca, unia, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska, czołówki
Źródło:
PAP
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz