Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Daniel Gąsiorowski
|

Kto rządzi polską piłką?

0
Podziel się:

Przyszłość klubowej piłki w naszym kraju zależeć będzie od dużych pieniędzy. Te zaś - jak pokazują nasze i innych doświadczenia - wiążą się z prywatnymi właścicielami.

Kto rządzi polską piłką?

*Choć właścicielom polskich klubów z pewnością dużo brakuje, by mierzyć się finansowo z Romanem Abramowiczem, właścicielem Chelsea Londyn, to jedno jest pewne: przyszłość klubowej piłki w naszym kraju zależeć będzie od dużych pieniędzy. *

Dlatego w fubolowym środowisku wymienia się nazwiska biznesmenów takich jak: Jan Wejchert i Mariusz Walter (Legia), Bogusław Cupiał (Wisła), Janusz Filipiak (Cracovia)
, Krzysztof Klicki (Korona Kielce), czy Jacek Rutkowski (Lech Poznań).

Przyszłość klubowej piłki - jak pokazują zarówno polskie doświadczenia, jak i zagraniczne -wiąże się z prywatnymi właścicielami. Szlaki w Polsce dla takiej działalności przecierał Janusz Romanowski. Mimo sukcesów (mistrzostwo polski z Legią i Polonią), wycofał się z finansowania futbolu. Nie zraziło to jednak jego następców.

Jan Wejchert i Mariusz Walter, czyli ITI w Legii


W ubiegłym sezonie w Legii Warszawa pojawił się koncern ITI. Nie jest tajemnicą, że wykupienie udziałów nie byłoby możliwe bez zaangażowania dwóch właścicieli firmy – Jana Wejcherta i Mariusza Waltera. Zakup akcji klubu, nowych graczy oraz spłata długów kosztowała już koncern 50 mln zł. Właściciel zapewnił również, że w tym sezonie budżet klubu zasilą ponad 24 mln zł. Inwestycja w futbol zbiegła się w czasie z działaniami telewizji TVN, która wygrała przetarg na pokazywanie rozgrywek piłkarskiej Ligi Mistrzów. Kosztowało to ją 13 mln euro, ale jeśli Legia awansowałaby do tych rozgrywek, wszystkie nakłady zwróciłyby się bardzo szybko. Za sam awans do LM klub może otrzymać 1,6 mln euro.

Właściciele nie zarządzają bezpośrednio klubem. Do tego zadania wyznaczyli Piotra Zygo, który na swoim koncie może zapisać już kilka sukcesów. Prezes Zygo poprawił funkcjonowanie klubu. Dodatkowych dochodów poszukuje się również poza piłką. Stadion wynajmowany jest na koncerty, bardzo duży potencjał ma również rynek pamiątek, szalików, koszulek i innych gadżetów. By uporządkować ten rynek trzeba było jednak wykreować nowe logo klubu. Stary herb stał się bowiem zarzewiem konfliktu ze stowarzyszeniem do którego należy niewielki pakiet akcji Legii Warszawa. Do klubu przyciągnięto też sponsorów. Jednym z nich jest warszawski Stoen, który posiada oficjalny tytuł Partnera Legii. To oczywiście nie jedyna firma jaka sponsoruje klub. Na koszulkach piłkarzy reklamuje się piwo Królewskie, zaś na stadionie można zauważyć reklamy adidasa, czy seata.

- Nasz biznesplan zakłada, że Legia będzie czerpała zyski ze stadionu, basenu, sklepów sportowych, kawiarni czy hotelu. Zakłada też, że klub będzie stać na najlepszych piłkarzy w Polsce. Chcielibyśmy też wybudować stadion z rozsuwanym dachem - opowiadał Walter o planach wobec Legii, jeszcze w 2004 r. Jak na razie z tych planów udało się zrealizować niewiele, choć tu na przeszkodzie stoi miasto, które jak dotąd nadal nie rozstrzygnęło przetargu na budowę nowego stadionu. Największe marzenie właścicieli – udział w rozgrywkach LM jest już jednak w zasięgu ręki.

Zbigniew Drzymała – Groclin Grodzisk Wielkopolski


Właściciel giełdowej spółki, Inter Groclin Auto, Zbigniew Drzymała jest już weteranem klubowej piłki w Polsce. Klub Groclin Dyskobolia jest częścią grupy kapitałowej spółki, zaś piłka nożna jest wykorzystywana do promocji firmy. Drzymała w klubie piłkarskim pojawił się w 1993 r. Rok później nastąpiło połączenie Dyskobolii z występującym w klasie makroregionalnej Orkanem Ptaszkowo, zaś w 1996 roku zmieniono nazwę na Groclin/Dyskobolia Grodzisk Wlkp. Pnąc się po kolejnych szczeblach ligowej piłki w Polsce klub z niewielkiego miasteczka awansował w końcu w 1997 roku do ekstraklasy. Nie wszystko się wtedy jednak udawało, gdyż zaledwie po jednym sezonie wśród najlepszych zespół został zdegradowany. Z tej lekcji wyciągnięto odpowiednie wnioski, gdyż szybko wrócono do elity, zaś w 2003 r. i 2005 r. zespół wywalczył nawet wicemistrzostwo Polski. W tych dwóch wspomnianych sezonach Groclin odniósł też sukcesy w Europie. Zwłaszcza w 2003 r., gdy klub eliminował z pucharu UEFA tak uznane firmy jak Hertha Berlin, czy
Manchester City. Później jednak w tej doskonałej sportowej maszynie coś się zacięło. O sukcesy jest coraz trudniej, zaś sama firma ogranicza finansowanie klubu.

Przed sezonem, który się właśnie rozpoczyna wydatki ścięto o 50 proc. W tej chwili Drzymała rocznie deklaruje finansowanie na poziomie 7,5 mln zł. Dzięki sprawnemu zarządzaniu całkowity budżet klubu powinien wynieść ponad 20 mln zł, co jak na polskie warunki jest kwotą bardzo poważną. Oprócz firmy Drzymały klub pozyskuje pieniądze od sponsorów i ligi, która dzieli pieniądze z kontraktu z telewizją Canal+ i sponsora ligi – Orange (9,2 mln zł do podziału na wszystkie kluby). Klub inwestuje cały czas w infrastrukturę, która jest już na bardzo dobrym poziomie. Właściciel klubu w ostatnim czasie zaczął się jednak wypowiadać w sposób jednoznaczny, jeśli chodzi o powtórzenie sukcesów na arenie międzynarodowej. Jego zdaniem żeby polski klub mógł konkurować z klubami zachodnioeuropejskimi, musiałby mieć budżet przynajmniej na poziomie 50 mln euro. Nie trzeba dodawać, że w tej chwili polskie kluby nawet nie marzą by dysponować takimi pieniędzmi. Właściciel nie zamierza jednak rezygnować z piłki nożnej. Dzięki niej
wypromował zarówno swój wizerunek jak i firmy, którą prowadzi.

Janusz Filipiak - Cracovia

Z myślą o promocji w futbol zainwestował również Janusz Filipiak, prezes i udziałowiec również giełdowej spółki ComArch. Rocznie ComArch przeznacza na klub ok. 5,5 mln zł, co stale wypominają w swych raportach analitycy biur maklerskich. Filipiak działa jednak w sporcie nieco krócej niż Zbigniew Drzymała, bo zaledwie od 3 lat, zaś od 2002 r. ComArch jest sponsorem strategicznym klubu. Różnic jest jednak więcej. Cracovia, to klub ze 100-letnią tradycją i problemem z jakim nie mają właściciele do czynienia na taką skalę w małych miasteczkach – bandytami na trybunach. O nienawiści pomiędzy Wisłą i Cracovią można by napisać książkę, zaś stosunki między kibicami określane są eufemistycznie – „świętą wojną”. Wraz z pojawieniem się Filipiaka i jego pieniędzy klub z III ligi szybko awansował do ekstraklasy. Dodajmy, że przerwa w rywalizacji w najwyższej klasie rozgrywkowej trwała 20 lat. Ostatni sezon nie był jednak zbyt udany. Jedynie hokeiści „Pasów” zdobyli tytuł mistrza Polski (Oprócz drużyny piłkarskiej ComArch
sponsoruje właśnie jeszcze hokeistów).

Oprócz słabej formy na boisku Filipiak musiał się zmierzyć również z bandytyzmem na stadionie. Na prezesa gromy spadły zwłaszcza po tym, jak doszło do wypadku śmiertelnego (zginął kibic Wisły ugodzony nożem przez fana Cracovi), co prawda nie na stadionie jednak, związek z meczem jaki się wtedy odbywał był bezsprzeczny. Filipiakowi zarzucano, że za mało uwagi poświęca bezpieczeństwu na stadionie, oraz co gorsza brata się z kibicami. Sam Filipiak jednak gorąco zaprzecza. - Mam wielu wrogów, jestem atakowany, ale trudno. Nie wycofam się z futbolu. – mówił na gorąco po tych wydarzeniach. Jeśli dotrzyma słowa, może wiele osiągnąć. Jak deklaruje: „Chcę, żeby Cracovia była jak ComArch, najlepsza w swojej branży”. Widząc jak emocjonalnie reaguje na meczach, trudno mu nie wierzyć.

Bogusław Cupiał – Wisła Kraków


Po sąsiedzku swój klub ma Bogusław Cupiał. Jest chyba niemniej kontrowersyjnym właścicielem zespołu piłkarskiego, co prof. Filipiak. Dziennikarzy zbywa twierdzeniem: „przecież wie pan, że ja nie udzielam wywiadów.” Tymczasem w ostatnich latach, to jego pieniądze decydowały o kolejnych sukcesach Wisły Kraków. Majątku, szacowanego na 2 mld zł dorobił się na produkcji kabli.

Należąca do niego Tele-Fonika Kable, to największa tego typu firma w Europie Środkowej i Wschodniej. Udziały w rynku krajowym wynoszą 70 proc., co obrazuje przychód spółki za rok 2005 wynoszący 2,9 mld zł. W klubie Wisła Kraków pojawił się blisko 9 lat temu. Szacuje się, że do tej pory zainwestował w piłkę nożną 120 mln zł. Choć nie odbyło się to jak choćby w Legii Warszawa jako dokapitalizowanie. Tele-Fonika udzieliła klubowi pożyczki. To rozwiązanie księgowe, determinuje w tej chwili sytuację w klubie, który po ostatnich triumfach (4 mistrzostwa kraju) musiał uznać wyższość Legii. Od dwóch sezonów w Wiśle nastąpiło bowiem cięcie kosztów. W tym czasie spółka sportowa zdołała wypracować zyski – ponad 10 mln zł, dzięki czemu została spłacona część zadłużenia.

Specjaliści twierdzą, że banki, które kredytują produkcję Tele-Foniki nie pozwalają na redukcję tego zadłużenia. Polityka zaciskania pasa może się również wiązać z chęcią sprzedaży klubu. Łatwiej przecież sprzedać firmę bez zobowiązań niż z nimi. Deklaracja odnośnie pozbycia się klubu, została złożona już dwa lata temu, w jej tle zaś znalazły się porażki w eliminacjach Ligi Mistrzów i wybuchowy charakter Cupiała, który zaczął zmieniać trenerów i prezesów niczym rękawiczki. W tym sezonie Wisła będzie nadal mocnym zespołem, ale bez wydatków na transfer,y trudno dziś zdziałać nawet na polskim podwórku.

Krakowscy kibice jednak pamiętają, że gdy w 1997 r. pojawił się w klubie myślenicki inwestor, Wisła walczyła o utrzymanie w ekstraklasie. - Gdyby jeszcze był bardziej cierpliwy – wzdychają.

*Krzysztof Klicki – Kolporter Korona Kielce *
Podobnie jak niesamowicie szybką karierę zrobił Krzysztof Klicki w Polce, równie spektakularne sukcesu stały się udziałem klubu Korony Kielce, która teraz już nazywa się Kolporter Korona. Klicki swoją firmę założył w 1990 roku. Dziś zadomowił się na listach najbogatszych Polaków. Jego majątek tygodnik „Wprost” wycenia na 880 mln zł, zaś jego firma - Kolporter osiągnął ponad 30 proc. udział w rynku dystrybucji gazet. W biznesie potrafi być równie drapieżny jak piranie, które hoduje w biurowym akwarium. Jest związany z Kielcami. Występował nawet (1991 r.) w drużynie piłkarskiej AZS Kielce.

Miłość do futbolu zapewne spowodowała, że w 2002 r. rozpoczął sponsorowanie miejscowej drużyny piłkarskiej. W 2003 r. Klicki przejął z rąk samorządu bankrutującą Koronę Kielce i w trzy lata doprowadził ją z trzeciej do pierwszej ligi. Dzięki dobrym kontaktom z samorządem drużyna dysponuje najnowocześniejszym stadionem w Polsce. Ma dopiero 42 lata i jest jednocześnie najmłodszym właścicielem klubu pierwszoligowego w naszym kraju. Jak na razie nie popełnił zbyt wielu błędów, choć zdarzyło mu się już wydać na zawodnika oszałamiającą dla nas kwotę 1 mln zł. Na co dzień jednak nie szasta pieniędzmi i buduje silną drużynę. Nie ma również nawyków rewolucjonisty, gdy przychodzą porażki. Jego współpracownicy mówią, że jest po prostu normalny. W światku futbolowym to wręcz niespotykana zaleta.

Jacek Rutkowski – Lech Poznań


Jacek Rutkowski to właściciel pakietu kontrolnego w giełdowej spółce Amica. Jego majątek w 1995 r. był wyceniany na 170 mln zł. Przez wiele lat wspierał drużynę piłkarską z Wronek. Choć to właśnie z tym miastem związana jest kontrolowana przez niego firma, przed sezonem podjął decyzję, która mieszkańcom nie przypadła do gustu. Przeniósł swój biznes piłkarski do Poznania. Za taką decyzją było przedstawianych wiele argumentów. Wronki to bowiem piękne miasto, ale jedynymi atrakcjami tam są: zakład karny i właśnie fabryka Rutkowskiego. Właścicielowi nie udało się również odnieść spektakularnych sukcesów na arenie międzynarodowej, a przecież aż 60 proc. produkcji Amiki stanowi eksport. Stąd pomysł na fuzję z Lechem Poznań. Rutkowski w wianie wniósł piłkarzy i stabilność finansową. Lech zaś tradycję i 10 tys. kibiców na każdym meczu. Z tej mieszanki może powstać nowa siła w naszym futbolu, nie można jednak zapominać, że mistrz może być tylko jeden, zaś konkurencja również w piłce nożnej rośnie z sezonu na sezon.

Relikty przeszłości
Obok klubów, gdzie zaangażowany jest prywatny kapitał ,mamy w polskiej piłce również osobną grupę, którą stanowią kluby powiązane ze spółkami Skarbu Państwa. Co bardzo symptomatyczne rzadko kiedy odnoszą one jakiekolwiek sukcesy sportowe. Spośród tych klubów, które można spokojnie nazwać reliktami minionej epoki, może wymienić choćby Wisłę Płock utrzymywaną przez Orlen, Górnika Łęczna związanego z kopalnią Bogdanka czy lubińskie Zagłębie, będące na garnuszku KGHM. Co również symptomatyczne, frekwencja na trybunach tych klubów jest dramatycznie niska, nie przeszkadza to jednak ani występującym tam zawodnikom, ani tym bardziej prezesom. Do legendy polskiej piłki przeszły już zarobki jakie swego czasu mieli piłkarze Płockiej Wisły. Ostatnio jednak w klubie zaczęto „sprzątać” i ciąć te koszty, co od razu przełożyło się na wyniki sportowe. Wisła Płock kilkanaście dni temu zdobyła Superpuchar Polski, wygrywając z Legią Warszawa.

Choć niektórzy z bossów polskiej piłki rezygnują, jak choćby ostatnio _ Antoni Ptak _ (choć czy można mu wierzyć?), z Pogoni Szczecin, to chętnych by spróbować osiągnąć sukces w klubie piłkarskim cały czas przybywa. Próba oczyszczenia środowiska z korupcji, z jaką mamy teraz do czynienia może tylko ten proces przyspieszyć.

wiadomości
strategie firm
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(0)