Notowania

Money.pl: Pan zna Jarosława Kaczyńskiego. To twardy człowiek. Czy jest w nim dość siły, żeby wystartować w wyborach parlamentarnych. Czy górę weźmie polityczne zwierzę, które w nim drzemie?

Marcin Libicki, były poseł Prawa i Sprawiedliwości: Wszystko wskazuje na to, że tak. Bo wie, że początkiem jego politycznego końca byłaby sytuacja, gdyby ktoś inny z partii miał dobry wynik. Tego nie zaryzykuje. Jarosław Kaczyński nie znosi, po prostu nie znosi indywidualności u swego boku.

Może ta tragedia go zmieniła?

Utrata brata bliźniaka, to dramat, którego nie można sobie wyobrazić. Myślę jednak, że jego charakter nie ulegnie zmianie i styl uprawiania polityki zostanie ten sam.

**

Niesiołowski: Kaczyński i tak przegra z Komorowskim. A czy dostrzega pan zagrożenie dla partyjnej dyktatury prezesa PiS. Czy według pana są w partii osoby, które jeszcze w trakcie żałoby szykują się do przejęcia władzy?**

Nie ma tam nikogo, kto by mógł próbować.

Przez wzgląd na tragedię, czy przez praktyczne możliwości?

Przez Jarosława Kaczyńskiego. Zdążył wyeliminować wszystkich indywidualistów, którzy mu zagrażali. Weźmy na przykład Zbigniewa Ziobrę, który zrobił bardzo dużo dla PiS. Nie dość, że prezes Kaczyński pozbył się go z kraju, to jeszcze wcześniej upokorzył publicznie wypominając nieznajomość języków. W PiS nie ma ludzi, którzy mogliby zbudować jakąś frakcję anty-Kaczyńską. A taka byłaby potrzebna do zdobycia władzy.

No to jest w zasadzie odpowiedź na moje następne pytanie. Chciałem zapytać, czy w PiS po katastrofie smoleńskiej zapanował chaos, czy prezesowi i jego ludziom udało się utrzymać porządek i ciągłość rządzenia.

Udało się. Ludzie bliscy Kaczyńskiemu wzięli to w swoje ręce. Na przykład Lipiński, człowiek od zadań nieprzyjemnych. Pojawił się na pierwszym planie. Przez pierwsze dni pewnie nie działo się nic w sprawie obsady stanowisk, bo trudno było się zebrać. Ale myślę, że teraz już praca wre.

Lipiński był do tej pory szarą eminencją w PiS. Czy jego pojawienie się to przejaw braków kadrowych. Bo chociaż mówi się, że to trzecia osoba w partii po braciach Kaczyńskich, to jednak był to człowiek od działań zakulisowych.

Właśnie tak. On nie zastąpi Grażyny Gęsickiej, czy Aleksandry Natalii-Świat. Nie dorównuje im merytorycznie, ale i zarządzać ludźmi nie potrafi. Jemu najlepiej wychodzą takie zakulisowe działania. Takie jak wtedy,gdy próbował przez posłankę Beger przeciągać do PiS-u ludzi z Samoobrony.

To może przydałaby się pomoc z zewnątrz. Możliwy jest powrót Ludwika Dorna i Marka Jurka?

Wykluczone. W przypadku Dorna przecież doszło do procesów o zniesławienie. To jest zbyt dumny człowiek, by po insynuacjach o jego kłopotach z płaceniem alimentów, miał wracać do PiS. Spór z nimi Kaczyński przegrał politycznie - definitywnie.

To może pojawi się młodzież?Jakaś nowa siła.

Jest parę takich osób, ale nie będę wymieniał nazwisk, bo to by im zaszkodziło.

To w takim razie PiS jest jednak w trudnej sytuacji. Bo jeśli Kaczyński wystartuje i przegra, to osłabi swoją pozycję i zaczną się przetasowania. A jak nie stanie do wyborów, to wystawi kogoś, kto osiągnie słaby wynik, i też podupadnie jego autorytet.

Ale PiS najprawdopodobniej będzie się i tak trzymał do wyborów parlamentarnych. Prezydenckie to tylko prestiż, a parlamentarne to stanowiska. Posłowie zaczną się buntować dopiero, gdy okaże się, że duża część z nich potraciła miejsca w Sejmie. No chyba, że Jarosław Kaczyński doprowadzi do naprawdę fatalnego wyniku w prezydenckich, to wtedy sondaże pokażą jeszcze przed parlamentarnymi, że na posady w Sejmie są małe szanse.

A jak może to zrobić? Wydaje się, że przyzwoite poparcie ma w kieszeni przez przewagę,jaką daje mu imperatyw kontynuowania pracy brata.

On może ten atut zamienić w wadę. Prawdopodobne jest, że wbrew oczekiwaniom opinii publicznej, zagra tą kartą zbyt nachalnie - przesadzi. Wtedy może ponieść druzgocąca klęskę. Ale na razie posłowie PiS o swoje miejsca są spokojni. Tym bardziej - co bardzo smutne, ale taka jest rzeczywistość - mówiło się dużo o desancie ludzi z kancelarii prezydenta po przegranych wyborach świętej pamięci Lecha Kaczyńskiego. Ta sytuacja rozwiązała się sama - w sposób tragiczny, oczywiście. Posłowie są spokojni, choć zdają sobie sprawę, że na powrót do rządzenia w PiS-ie nie mają szans.

Dlaczego?

Z prostej przyczyny. PiS musiałby uzyskać taki wynik wyborczy, by rządzić samodzielnie. Nikt w Sejmie w koalicję z prezesem Kaczyńskim nie wejdzie. Mówię panu, jako były poseł. Z tego, jak obszedł się on z Andrzejem Lepperem - niemal w jednym czasie zastawiając na niego pułapkę, by wsadzić do kicia i podkradając mu posłów - nauczkę wyciągnęły wszystkie ugrupowania. Nikt już rządu z Kaczyńskim nie będzie chciał budować. Nie ważne, jaki Lepper był - tak się nie postępuje.

Ta polityczna bezwzględność to cecha charakteru, czy opracowana strategia prezesa PiS-u?

To polityczna strategia wynikająca z cech charakteru. To one spowodują, że Jarosław zmarnuje spuściznę Lecha. A przecież - nie idealizując - świętej pamięci prezydent miał zalety: walczył o politykę sprawiedliwości społecznej, pozycje Polski na wschodzie, czy o pamięć historyczną

Lech Kaczyński był tym lepszym bratem?

W tym momencie nie chcę tak mówić. Powiem tylko, że spokojniejszym i niech to będzie odpowiedź na pana pytanie. Jarosław Kaczyński zawsze wie lepiej. Jeśli doradcy od PR słusznie poradzą Tuskowi: _ siedź i tylko ironicznie się uśmiechaj _, to on tak zrobi. A Jarosław Kaczyński dołoży swoje i będzie spalony.

Tagi: wybory prezydenckie 2010, kaczyński, pis, prezes, polityka, lech, jarosław, posłowie, wybory, wiadomości, wywiad
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
15-06-2019

Polakale zrodził się doradca śmiech, na twoje mądrości oczekuje POKO.

Rozwiń komentarze (1)