Notowania

Ogórek: Kto kradnie motocykl, nie jest złodziejem

Odjechał z parkingu na cudzym motorze. Nie można go jednak nazwać złodziejem.

Podziel się
Dodaj komentarz

180 koni mechanicznych, basowy dźwięk silnika, niezłe przyspieszenie i ostre jak brzytwa hamulce - to skusiło Pana w zielonej koszulce w paski, żeby wsiąść na stojący pod centrum handlowym motocykl Yamaha R1 i odjechać.

Wspomniany Pan, dziś szczęśliwy posiadacz szybkiego jednośladu, nie był wówczas jego właścicielem. Wsiadł i odjechał bez zapytania o zgodę. Bezczelny? Być może. Złodziej? Nie.

W miniony wtorek właściwy właściciel motocyklu zgłosił jego zaginięcie policji. Był do maszyny emocjonalnie przywiązany, więc nie czekał ani chwili i zaczął też działać na własną rękę.

Udało mu się dotrzeć do nagrania z kamery, o której zapewne Pan w zielonej koszulce nie miał pojęcia. Widać na nim wystarczająco wyraźnie, kto użyczył sobie yamahę. Ponieważ akcja nie dzieje się na Dzikim Zachodzie, zdjęć z tego nagrania nie wywieszono na drzewach. Listy gończe w zeszły wtorek wieczorem pojawiły się na Allegro.pl. Zaraz potem je zdjęto, podając w uzasadnieniu złamanie regulaminu.

W _ Dzienniku _ pojawiła się opinia policjantów, którzy rozważają skierowanie sprawy do sądu. Pewnie wywieszenie listu gończego na Allegro, który zobaczyło tam 15 tys. internautów, uznali za utrudnianie śledztwa.

Pokrzywdzony i pozbawiony swojego motocykla mieszkaniec Warszawy może też spodziewać się sprawy cywilnej o pomówienie. Nazywając złodzieja złodziejem, urażono bowiem jego dobre imię. Na razie jednak jednoślad po nim zaginął.

W Polsce obowiązuje domniemanie niewinności, mamy też wolność słowa. Tyle że pierwszą dyrektywę rozciągniętą daleko poza obszar procesowy, w którym jest uzasadniona, a drugi przywilej nazbyt ograniczono.

Nie ma jednak obowiązku logicznego myślenia. Kogoś, kto bierze cudzy motocykl bez pytania i - co gorsze - bez zamiaru oddania nie można nazwać złodziejem. Nie można też krzyknąć _ łapać złodzieja _, jeśli ktoś wyrwie staruszce torebkę spod ręki. Złodziej może się obrazić. A prawo będzie po jego stronie.

Jeśli pożyczył on motocykl działając w stanie wyższej konieczności, etykieta złodzieja byłaby mu przyznana niesłusznie. Podobnie, jeśli zrobił to w celu tzw. krótkotrwałego użycia. Artykuł 289 Kodeksu Karnego otwiera Panu w zielonej pasiastej koszulce kolejną furtkę - jeśli przejechał się R1 i odstawił ją w bezpieczne miejsce również ze złodziejem nie będzie miał wiele wspólnego.

Autorka jest dziennikarką Money.pl

Tagi: domniemanie niewinności, wiadomości, felieton
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz