Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
prezydent
06.11.2009 07:14

Płaskoń: Ruszyło wahadło Cimoszewicza

Wybory prezydenckie dopiero za rok, ale Włodzimierz Cimoszewicz już się waha. Na razie dyskretnie, sondażowo, niczym panna na wydaniu, która po traumatycznych przejściach nie bardzo wie, czy powinna skorzystać z perspektywy kolejnego zamążpójścia.

Podziel się
Dodaj komentarz

W poniedziałek zdecydowanie oświadcza, że nie wystartuje w wyścigu do Pałacu. Trzy dni później puszcza zalotnie oko: mogę zmienić zdanie, jeśli pojawi się groźba reelekcji Lecha Kaczyńskiego. To tak, jakby się już wpisał na listę kandydatów.

Wahania Cimoszewicza są niezmienną cechą jego charakteru. Powodują niespodziewane wibracje w tych miejscach sceny politycznej, gdzie były premier wchodzi w rolę. Kiedy cztery lata temu wycofał się w ostatnim momencie z wyborów prezydenckich, zapowiadając, że resztę życia spędzi w leśniczówce, można było założyć się o każde pieniądze, że blefuje.

Startując z powodzeniem do senatu po dwu latach przerwy, obarczył odpowiedzialnością za swoje nowe wahnięcie braci Kaczyńskich: _ Czuję się jakby Tatarzy najechali na nasz kraj. W takiej sytuacji każdy przyzwoity człowiek chwyta za miecz, by pogonić to towarzystwo _.

Obecne wypuszczanie przez Cimoszewicza balonika z napisem _ nie chcę, ale mogę musieć _ tylko z pozoru wygląda jak dĂŠja vu minionej fabuły z finałową sceną, w której nawet rzecznik prasowy sztabu wyborczego nie wiedział, że pryncypał oddaje pole walki o prezydenturę Kaczyńskiemu i Tuskowi.

Wtedy sekwencja wahnięć byłego marszałka sejmu była nieporównanie krótsza. Zebrał zabawki w maju, po tym jak akces do wyborów zgłosił Marek Borowski. Przez dwa miesiące siły lewicy na czele ze Stowarzyszeniem Ordynacka biły przed Cimoszewiczem pokłony, żeby zmienił zdanie i gromadziły listy z poparciem setek tysięcy wyborców. Do akcji wkroczył prezydent Kwaśniewski i już pod koniec czerwca wahadło wróciło do punktu wyjścia.

Teraz Cimoszewicz ma przed sobą dobrych kilka miesięcy, żeby skutecznie rozrobić aktyw SLD. Skłócone obozy Napieralskiego i Olejniczaka oraz klakierów lansujących na prezydenta Jerzego Szmajdzińskiego z powodu braku innych kandydatów.

Kiedy przyszłoroczna kampania wyborcza znajdzie się w fazie rozkwitu, Włodzimierz Cimoszewicz, choć bezpartyjny, może być niekwestionowanym liderem lewicy powstałej na gruzach obecnych struktur. Że taki cel mu się marzy, świadczy choćby fakt jak bezwzględnie rozstawia po kątach kierownictwo SLD i klubu parlamentarnego, które wyraziło z nim chęć rozmowy, ale zapomniało wysłać zaproszenie.

Wahający się Włodzimierz Cimoszewicz zdobywa w sondażach prezydenckich znaczne poparcie, co jednak w istocie nie ma większego znaczenia dla jego dalszych poczynań. Cztery lata temu niektóre wyniki badania opinii publicznej wskazywały, że może wygrać na drugim etapie wyścig z Lechem Kaczyńskim, a mimo to dobrowolnie opuścił bloki startowe. Jeśli konkurencja znów podłoży mu jakąś Jarucką, to Cimoszewicz ani chybił wahnie się po raz kolejny, jak nakręcony raz na zawsze zegar. Bo tak już ma ustawiony swój mechanizm.

Autor jest wiceprezesem Krajowego Klubu Reportażu

Tagi: prezydent, kandydat, płaskoń, wiadomości, felieton
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz