Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Platforma bogactwa a bieda Obywatelska

Dokąd zmierza Platforma Obywatelska? Partia ta sonduje obecnie na ile może sobie jeszcze pozwolić na zwrot w lewo, tak aby przybywało elektoratu centrowego i centro-lewicowego, o bardziej roszczeniowej koncepcji światopoglądowej. Jednocześnie nie chce utracić zbyt wielu zwolenników liberalnego jądra. To czysty koniunkturalizm, po części usprawiedliwiony chęcią samodzielnych rządów

Podziel się
Dodaj komentarz

Dokąd zmierza Platforma Obywatelska? Partia ta sonduje obecnie na ile może sobie jeszcze pozwolić na zwrot w lewo, tak aby przybywało elektoratu centrowego i centro-lewicowego, o bardziej roszczeniowej koncepcji światopoglądowej. Jednocześnie nie chce utracić zbyt wielu zwolenników liberalnego jądra. To czysty koniunkturalizm, po części usprawiedliwiony chęcią samodzielnych rządów.

Przypomnijmy sobie okoliczności, w jakich powstał ruch społeczny Platforma Obywatelska? Te słynne spotkania trzech tenorów… Sam uczestniczyłem w jednym, było to w Teatrze Wielkim w Łodzi. Wówczas apogeum osiągało niezadowolenie społeczne z nieudolnego rządu, prawicowego w deklaracjach, a lewicowego w faktycznych zamiarach. Na jego czele stał podparty wszelakimi partiami prawicowymi związek zawodowy NSZZ „Solidarność” wraz z Unią Wolności.
Mieszanka ta była wybuchowa. Z jednej strony lewicowo-narodowy Zygmunt Wrzodak, z drugiej zaś liberalno-europejski Leszek Balcerowicz. Nad wszystkim czuwali aktywiści związkowi, którym zależało jedynie na dotacjach i nieograniczonych przywilejach związkowych. Rząd miał ambitne plany i mierzył niestety siły na zamiary. Wystartował z szeregiem reform, a o ich skutkach myślał dopiero po ich wprowadzeniu. Na nieszczęście premiera Jerzego Buzka, na czas jego rządu nałożył się dołek w światowej koniunkturze gospodarczej. Polska dość poważnie odczuła to przejściowe załamanie koniunktury.

Platforma Obywatelska, w początkowej fazie swojego istnienia, była swego rodzaju buntem przeciw konstrukcji tego typu tworów co AWS. Była ruchem wyrazistych ludzi i wyrazistego programu, chociaż jego korzenie niewątpliwie wywodziły się z liberalnych frakcji AWS i Unii Wolności. Ba, ruch chciał być wówczas postrzegany jako wyraźnie liberalny. Stąd też jego ówczesna wyborcza koalicja z Unią Polityki Realnej, o czym rzadko kto dziś już pamięta. Jak bardzo Platforma Obywatelska zmieniła się o d tego czasu świadczy właśnie fakt, że dziś taka koalicja jest już z punktu widzenia programowego chyba niemożliwa.

W pierwsze fazie powstawania, PO postawiła na klasę średnią, w której upatrywała swojego naturalnego zaplecza. Grupa ta była ciemiężona przez różne odcienie rządzących socjalistów, zarówno tych spod znaku SLD, jak i tych związkowych z Solidarności. Na dodatek kryzys zaufania do Unii Wolności spowodował, że warto było utworzyć partię, która zagospodarowałaby opuszczoną niszę.

Platforma Obywatelska odniosła więc w wyborach 2001 roku połowiczny sukces. Co prawda wprowadziła do Sejmu ok. 60 posłów, jednak nie zdołała zatrzymać triumfu koalicji postkomunistycznej lewicy. Stało się jasne, że polska klasa średnia nadal będzie w defensywie i będą rosły składki oraz podatki. Jeśli PO poważnie myśli o sukcesie wyborczym musi szukać szerszego poparcia społecznego, musi ulec nurtowi populizmu. Ponadto na centroprawicy pojawił się dość groźny i agresywny przeciwnik – Prawo i Sprawiedliwość.

W najśmielszych wówczas marzeniach politycy PO nie przypuszczali, iż rząd SLD-UP po dwóch latach istnienia stanie nad przepaścią tak głęboką, że nawet AWS nie zszedł do tego poziomu akceptacji społecznej. Umiejętne wykorzystywanie niezadowolenia klasy średniej i osób o poglądach mniej lub bardziej centrowych, pozwoliło PO na sukces w sondażach. Przekroczono 25 proc., ale dalsza droga okazuje się bardzo trudna do pokonania. Kolejne punkty poparcia kosztują kolejne etapy kompromisu wobec populizmu i socjalizmu. Ekonomiści powiedzieliby w takiej sytuacji, iż krańcowa korzyść przyrostu poparcia społecznego maleje.

Dziś PO lansuje nowych liderów – Zytę Gilowską oraz Jana Rokitę. Pierwsza osoba kreowana jest na przyszłą polską odpowiedniczkę „Żelaznej Lady”. Natomiast Rokita jest synonimem walki z nieprawościami i korupcją, ojcem chrzestnym klęski SLD, a ostatnio wojownikiem z Barbarzyńcami z Samoobrony. W cień odszedł natomiast Andrzej Olechowski, który po klęsce w wyborach prezydenckich w Warszawie, doznał kolejnej porażki w dyskusji wewnątrzpartyjnej na temat Nicei. Całkowicie wycofał się z PO Maciej Płużyński. Zrobił to jeszcze przed euroreferendum.

Sztandarowym ekonomicznym hasłem PO jest obecnie „3*15”. Chodzi o jednakową stawkę podatku PIT, CIT oraz VAT. Tylko z pozoru jest to propozycja atrakcyjna dla elektoratu. Owszem wypełnia ona w dużej mierze oczekiwania klasy średniej, a zwłaszcza klasy wyższej. Liniowy podatek PIT ze stawką na poziomie 15 proc. z zabraniem kwoty wolnej, kosztów uzyskania przychodów, wszelkich ulg oraz zwolnień, a może nawet przywileju wspólnego rozliczania się małżonków, jest korzystny dla osób wchodzących w 40 proc. próg podatkowy. Neutralny pozostaje dla trzydziestek, a dla zdecydowanej większości biedniejszych podatników niekorzystny.

Tak samo jest z VAT-em, jednolita stawka w wysokości 15 proc. jest niekorzystna dla osób biednych, korzystna zaś dla osób dobrze sytuowanych. Wynika to z dwóch elementów: różnorodności koszyków konsumpcyjnych, oraz skłonności do konsumpcji. Ludzie biedni praktycznie całość dochodów przeznaczają na konsumpcję, w większości ta konsumpcja dotychczas opodatkowana była VAT-em w wysokości 7 proc.. Średnia stawka dla nich wynosiła więc 13-14 proc., teraz mieliby zapłacić 15 proc. Natomiast bogatsi płacili głównie VAT 22-porcentowy od części dochodów. Część bowiem oszczędzali i nie konsumowali, a teraz od niej zapłacą tylko 15 proc. W rezultacie zmiany VAT-u dochody rozporządzalne biednych zmniejszą się. To spowoduje jeszcze większą skłonność do konsumpcji i wzrost procentowy płacenia VAT w stosunku do osiąganych dochodów. Odwrotnie w przypadku osób o wysokich dochodach, mniejszy VAT da wyższe dochody rozporządzalne, a więc mniejszą skłonność do konsumpcji i mniejszy udział VAT w stosunku do osiąganych dochodów.

Obniżenie CIT jest słuszne, jak każde obniżenie podatków. Trzeba jednak zadbać, aby koszty uzyskania przychodów nie umożliwiały transferowania zysków oraz ujednolicić zasady wliczania kosztów także dla przedsiębiorców rozliczających się w PIT. Może też należałoby umożliwić rozliczanie kosztów obywatelom płacących PIT, nie prowadzących działalności gospodarczej a ponoszącej koszty związane z generowaniem dochodów z pracy.

Poza hasłem obniżania podatków PO lansuje pomysł odchudzenia biurokracji, ale jest w tym ostatnio dosyć niewiarygodna. Szereg nowych członków czego innego oczekuje po swojej nowej partii. Ponadto w programach i propozycjach PO została wyprzedzona przez PiS, które zaproponowało pakiet „Tanie państwo”, gdzie są konkretne ustawy i konkretne oszczędności.

I wreszcie skłonności do korupcji i afer. Nie wiem jak to jest z tą aferą w Warszawie, gdyż osiadłem na stałe w Łodzi. Ale przykry zapach unosi się znad Wisły aż tutaj. W tzw. szerokim odbiorze społecznym PO robi za mało, aby przestać być kojarzona z układami, przekrętami, przetargami, kolegami. Nie wydaje mi się, aby ta partia po dojściu do władzy, była dużo czystsza od swoich poprzedniczek będących u steru władzy. Takie nazwiska jak Piskorski czy Lewandowski nie powodują napływu elektoratu i zaufania.

PO dużo mówi o podatkach, a nic nie mówi o reformie ubezpieczeń społecznych, zarówno tych emerytalnych, jak i zdrowotnych. A jeśli już mówi – to okrągłymi zdaniami, z których raczej wyziera socjalizm niźli liberalizm. A ja ciągle będę powtarzał, aż do znudzenia, że to właśnie w zobowiązaniach generowanych przez system ubezpieczeń społecznych tkwi przyszły sukces lub klęska polskiej gospodarki, także i europejskiej. Znacznie lepsze rozwiązania, choć też dalekie od ideału prezentuje tutaj PiS oraz PSL, posiłkowane ekspertami CiAS.

Na koniec pozostawiłem sobie proeuropejskość PO. Nie jestem zwolennikiem akcesji, nie jestem zwolennikiem jednego państwa. Według mnie w zupełności wystarczy jedna strefa wolnego handlu. I zupełnie nie rozumiem tego zakochania PO w Unii Europejskiej. Bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że liberalna partia, a przynajmniej jej część, nie dostrzega w Unii tego wszechparaliżującego socjalizmu. Nie dostrzega armii wszechwiedzących urzędników, norm dotyczących norm, podatków wyższych niż w innej części świata, braku rozwoju gospodarczego od ładnych kilkunastu lat, długo tam mógłbym wymieniać.

Z drugiej, ta sama partia wyskakuje w słowach Jana Rokity z hasłem „Nicea albo śmierć”. Zachowuje się więc tak samo prawicowo w tej kwestii jak LPR czy PiS. Nie bardzo rozumiem jak można reprezentować taką postawę będąc euroentuzjastą. A teraz przyjdzie się z tej postawy albo wycofać albo zabrnąć w wewnętrznie sprzeczny konflikt.

Podsumowując, wielu z nas liczyło na liberalizm PO. Jak się okazuje, z dużej chmury spadł mały deszcz. A teraz to już się nawet nieco przejaśnia. Oby w poszukiwaniu coraz większego elektoratu PO nie zjadła własnego ogona, bo z „Bajek robotów” Stanisława Lema wiemy jak to się kończy.

Tagi: platforma obywatelska, gospodarka, program, wiadomości, felieton
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz