Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
cimoszewicz
26.08.2005 07:09

Pod względem frekwencji wyborczej Polska znalazła się na 217 miejscu, pomiędzy Czadem i Ghaną. Według przewidywań socjologów może być jeszcze gorzej i nawet Mongolia ma szansę nas wyprzedzić.

Podziel się
Dodaj komentarz

Temperatura się podniosła. Jak w amerykańskim filmie. Superagent Konstanty Miodowicz zwerbował dawną asystentkę kandydata Cimoszewicza. Mogli ją przerobić na bezwzględną Nikitę, lecz wartości nakazują chronić życie poczęte. Komisja zamknęła się więc ekologicznie z ciężarną za drzwiami pokoju przesłuchań, publiczność wstrzymała na chwilę oddech, ale już koło południa było wiadomo, że wątek układali kiepscy scenarzyści. Agent Miodowicz to w końcu nie James Bond. Uczył się węszyć w tych samych szkołach co porucznik Borewicz z SLD, trudno więc mieć do chłopiny pretensje, że nie wiedział, iż kserokopia dokumentu nie jestem dokumentem, zwłaszcza w sytuacji braku oryginału.

Dobre kino opiera się na nagłych zwrotach fabuły i zaskakujących puentach. Do akcji wkracza zatem ekipa TVN24, która wyjmuje na światło dzienne kolejny dowód. List asystentki do kandydata z czasów, gdy pełnił on funkcję ministra spraw zagranicznych, ma dowieść, że asystentka była kobitką bardzo interesowną, natomiast kandydat nie dawał się wmanewrować w jakąkolwiek protekcję. Prokurator twierdzi, że w tym wypadku istnieje oryginał pisma, więc za chwilę Anna Jarucka może utopić agenta Miodowicza i cała komisję. Tak oto gatunek political fiction staje się kiepską operą mydlaną na miarę „Niewolnicy Isaury”. Byle tylko asystentka donosiła ciążę, bo w przeciwnym razie przed kolejną komisją będzie musiał stanąć agent.

Do akcji doszlusował niespodziewanie Aleksander Kwaśniewski, który w ostatnich porywach prezydentury przyjął rolę wytrawnego dostawcy kiełbasy wyborczej. Pan prezydent zawetował ustawę o zwrocie podatku VAT za materiały budowlane. Włodzimierz Cimoszewicza natychmiast pognał do Pałacu Namiestnikowskiego, niby dowiedzieć się o co prezydentowi chodzi i jeszcze szybciej zwołał posiedzenie Sejmu, który ma odrzucić sprzeciw, a tym samym przysporzyć głosy potężnego elektoratu. Oczywiście na rzecz Cimoszewicza. Gdy marszałek przegra głosowanie, i tak wygra poparcie rzeszy budujących się i remontujących. Jeśli prawica nie poprze marszałka, będzie miała w wyborach tę rzeszę przeciwko sobie. A jeśli poprze, powiększy elektorat Cimoszewicza. Tak się pichci polityczny bigos według sprawdzonych przepisów.

Nie wiadomo tylko dlaczego widownia ma coraz mniejszą ochotę uczestniczyć w takim kinie i w takich konsumpcjach. Amerykanie przeanalizowali wyborcze zachowania społeczeństw w 247 krajach. Pod względem frekwencji Polska znalazła się na 217 miejscu, pomiędzy Czadem i Ghaną. Podczas nadchodzących wyborów może być według przewidywań socjologów jeszcze gorzej i nawet Mongolia ma szansę nas wyprzedzić. Tam jednak mają daleko do lokali: gdy wrócą do jurt po jednych wyborach, to już nazajutrz muszą wyruszać na następne.

Tagi: cimoszewicz, wybory, płaskoń, wiadomości, felieton
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz