Notowania

finanse
08.05.2018 09:02

Polskie firmy mają poważne kłopoty. W tym roku upadło już ponad 150 przedsiębiorstw

Wydłużające się terminy płatności, walka o każdą fakturę. Tak wygląda biznesowa rzeczywistość w branży spożywczej. Eksperci nie mają wątpliwości, że polskie firmy nie zabezpieczają się przed upadkami kontrahentów. Nawet upadek potężnej Almy nikogo nic nie nauczył.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Gina Sanders)

Śledzi nie ma. Napojów gazowanych też. Gazety, warzywa i słodycze znikają w ekspresowym tempie. A na półkach pojawiają się pustki. Polacy odzwyczaili się od takiego widoku przez ostatnie trzy dekady. Pustka to pierwszy zwiastun kłopotów. Tak właśnie upadają sieci handlowe. Tak właśnie upadała Alma, tak kończył Marcpol. Po obu sieciach, pozostały puste lokale. Klienci wybrali inne na miejsce na zakupy.

W zupełnie innej sytuacji są dostawcy towarów do upadłych gigantów. To oni pierwsi poczuli, że sklep upada. Tygodniami, a nawet miesiącami czekali na jakąkolwiek płatność. Im dłużej kredytowali sklep, tym boleśniej odczuli jego upadek.

I nawet, gdy pojawiały się pierwsze problemy z płatnościami, producenci w ogóle nie chcieli na ten temat rozmawiać. Tak było, gdy z rynku znikała Alma. Niektórzy dostawcy na płatności czekali już od pół roku, ale wciąż bronili upadającej marki, wierząc, że to tylko przejściowe kłopoty. I dziś jest podobnie. O sytuacji w branży nikt pod nazwiskiem i marką nie chce się wypowiadać. W imię dobrych kontaktów handlowych, nawet jeśli są one bardzo złe.

Tajemnica niezapłaconych faktur

Zapytaliśmy kilkanaście polskich przedsiębiorstw - producentów i dystrybutorów - jak zabezpieczają się przed upadkami kontrahentów. Pytaliśmy wprost, czy ich zdaniem rynek wyciągnął lekcję z wydarzeń z ostatnich lat, jaką lekcję oni wyciągnęli. Odpowiedzi? Zero.

- Nie mamy nic do zakomunikowania. Zarząd nie widzi potrzeby, by opowiadać o błędach z przeszłości - powiedział jeden z przedstawicieli polskiego producenta słodyczy.

To samo w kolejnych firmach, o których wiemy, że miały problemy i wciąż nie otrzymały pieniędzy za towar sprzedany Almie, czy Marcpolowi. Skąd ta zmowa milczenia?

Każdy w tej branży doskonale zdaje sobie sprawę, że zmiana dostawcy nie jest problemem. Bo to dostawców i producentów żywności jest w Polsce znacznie więcej niż dominujących sieci handlowych. To oni muszą walczyć o względy sklepów, a nie sklepy o nich. Lepiej więc nic nie mówić, i nie podpaść w żaden sposób.

A opowiadać producenci żywności mieliby o czym. Jak wynika z danych, już trzeba czekać średnio 59 dni na opłacenie faktury. A to oznacza, że przez dwa miesiące producent kredytuje firmę, której sprzedał towar. W ciągu ostatnich pięciu lat czas oczekiwania na należności wydłużył się o ponad tydzień.

_ W ramce w tekście: Wskaźnik cyklu regulowania należności w dniach (z języka angielskiego: days sales outstanding, czyli DSO) jest jednym z najbardziej popularnych i najszerzej stosowanych wskaźników określających sprawność działania przedsiębiorstwa i warunki w branży. _

Skalę potencjalnych problemów najłatwiej pokazać w liczbach. Marża firmy wynosi 5 procent i jeden z jej klientów nie uregulował należności z tytułu kredytu kupieckiego w wysokości 200 tys. zł. Firma musi sprzedać towary za 4 mln zł, żeby nadrobić straty. A przecież marże w handlu są jeszcze mniejsze - odrobienie straty nową sprzedażą może być po prostu niemożliwe.

Niebezpieczne 50 procent

Więcej niepokojących danych? Z analizy firmy Euler Hermes wynika, że trudne długi stanowią około 1,8 proc. wszystkich należności w branży spożywczej. Trudne długi w tej akurat dziedzinie gospodarki to straty, czyli pieniądze bardzo trudne do odzyskania. Jeżeli tendencja w handlu się utrzyma, to już niedługo statystyki podskoczą do 3 proc. Coraz więcej spraw jest bowiem kierowanych do windykacji. A to już akt desperacji ze strony producenta.

O tym, że na rynku jest źle świadczy jeszcze jedna informacja. Coraz częściej problemy niewypłacalności mają nie tylko duże sieci, ale też mniejsze sklepy.

Źródłem problemów, które mogą zdmuchnąć producenta z powierzchni rynku są jednak gigantyczne upadłości. Gdy upadała Alma i Marcpol mówiło się bardzo często o ich pracownikach. Niewielu zauważało, że i ich dostawcy mają problemy. I też muszą redukować etaty, restrukturyzować biznes.

Euler Hermes zauważa, że w Polsce już dwudziestu największych dystrybutorów detalicznych kontroluje od 50 do 60 proc. polskiego rynku. Wśród nich są mniejsze, lokalne sklepy, które chcąc konkurować cenowo z dyskontami i sieciami, coraz częściej tworzą sieci zakupowe.

Upadek jednego z takich dystrybutorów, to problem setek a nawet tysięcy producentów.

- Liczba firm produkcyjnych, w których pojawia się niewypłacalność w ostatnim czasie rosła, mimo równoczesnego wzrostu zamówień i sprzedaży eksportowej oraz wzrostu wykorzystania mocy produkcyjnych. Wytłumaczenie nasuwa się samo: niewypłacalne są firmy dostarczające na rynek krajowy, nie czerpiące dodatkowych benefitów z tytułu eksportu, a ponadto tracące rynek lokalny na rzecz większych firm krajowych jak i konkurencji z zagranicy. Konkurencja, niezależnie od jej pochodzenia, z tytułu większej skali działalności może zaproponować lepsze ceny oraz osiągając wyższe marże finansuje nie mniej istotne inwestycje w dystrybucję i obsługę sprzedaży, czym zdobywa rynek. To tłumaczy problemy producentów z bardzo wielu sektorów. Konsolidacja dociera więc na coraz niższy poziom firm lokalnych, niegdyś w handlu - a obecnie wśród jego dostawców - zauważa Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes i ekspert od oceny ryzyka.

Wielu firmom w Polsce nie udaje się również stworzyć poduszki finansowej, by przetrwać problemy. Eksperci mówią wprost, że „coraz częściej mamy czynienia z wegetacją, niż z rozwijaniem biznesu”.

- Problematyczną sytuację w handlu i pośrednio w produkcji, tylko w małym stopniu zahamowała konsumpcja napędzona programami socjalnymi, głównie 500+. Niestety to za mało, by hurtownicy i dostawcy zwiększyli rentowność - mówi Tomasz Starus.

Firmy oszczędzają na ryzyku

Jak więc producenci mogą zabezpieczać się przed darmowym kredytowaniem sieci sprzedaży? Jak zabezpieczać się przed upadłością gigantów?

- Z badań wynika, że świadomość ryzyka nie jest powszechna u polskich przedsiębiorców. Powodów jest oczywiście wiele, ale głównym jest silna konkurencja i presja na sprzedaż. W efekcie mało kto myśli o analizie ryzyka biznesowego. Otrzeźwienie pojawia się wtedy, gdy pojawiają się kłopoty. Ale to często już zbyt późno – przyznaje Robert Dyrcz, ekspert zarządzania ryzykiem kredytowym.

Dyrcz jest prezesem Polskiego Instytut Credit Management, jedynej w Polsce organizacji mającej na celu promocję zasad nowoczesnego zarządzania ryzykiem kredytu kupieckiego wśród przedsiębiorstw.

- Statystyki mówią wprost w rozwiniętych gospodarkach ubezpieczenie należności to jeden z licznych mechanizmów zabezpieczania się przed ryzykiem biznesowym. W Polsce polisa jest traktowana jako koszt, który może poczekać - dodaje.

Jak działa ubezpieczenie należności?

Firma, która je oferuje, analizuje zdolność kredytową oraz stabilność kontrahenta, z którym prowadzona jest wymiana handlowa. Na podstawie tych danych odbiorcy naszych towarów/usług przyznawany jest limit kredytowy. Gdy odbiorca nie spłaci zobowiązań, firma wypłaca odszkodowanie do wysokości przyznanego limitu.

Oczywiście, to podmiot ubezpieczający bierze na siebie ciągłą analizę i monitorowanie wypłacalności kontrahentów. Taka firm zbiera informacje na temat potencjalnego współpracownika – odwiedza przedsiębiorstwo, zbiera dane z archiwów, bada historię płatności, analizuje raporty finansowe. W skrócie: prześwietla biznes.

Usługa polega więc na minimalizowaniu ryzyka i unikaniu możliwych do przewidzenia strat. Ubezpieczenie należności wiąże się z wypłatą odszkodowania za straty poniesione w wyniku nieuregulowania płatności z tytułu wspomnianego już kredytu kupieckiego.

Zdaniem Dyrcza, taka forma zabezpieczenia ma dwie główne zalety: pozwala na utrzymanie przepływów pieniężnych i rentowności a także zakłada gruntowną analizę kontrahentów.

- A zarządzający biznesem zyskują jeszcze jedną rzecz. Spokój. Oczywiście taki, jaki w biznesie w ogóle jest do osiągnięcia – dodaje Dyrcz.

Kto ma największe problemy z wypłacalnością

Jak wynika z danych ubezpieczycieli, od początku roku opublikowano informacje o niewypłacalności 158 polskich firm wobec 146 w analogicznym okresie ubiegłego roku (wzrost o 8 proc.). Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkującą upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.

W lutym w branży spożywczej 3 z 5 niewypłacalnych firm związane było z branżą mięsną. W tym samym czasie problemy odnotowano w 4 firmach z sektora upraw rolnych i leśnictwa.

Tagi: finanse, dług, wiadomości, gospodarka, gospodarka polska, najważniejsze
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
07-05-2018

ch..bDobra zmiana. Ale najważniejsze, że Rydzyk ma się dobrze (dostał łącznie od PISu, czyli z naszych podatków - 940 mln zł!!!). A nam tylko śrubę … Czytaj całość

07-05-2018

GruProsta rzecz. Jedna zasada: fakture mozna wliczyc w koszty dopiero po jej zapłaceniu. Zapytajcie Państwo Polskie czemu tego nie wprowadzi:)

07-05-2018

mareknie mam problemu z kontrahentami, a to dlatego że ich wcześniej sprawdzam. jak firma ma certyfikat rzetelnej firmy jestem spokojny. wiem że firma nie … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (45)