Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Polska tytoniową potęgą. Plany Brukseli mogą zaszkodzić plantatorom

Największą zmorą plantatorów jest styropian. Wystarczy jedna kulka, a liście warte kilkadziesiąt tysięcy złotych trzeba zniszczyć.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Maciej Stanik)
plantacja tytoniu. Mysławczyce k. Krakowa

- Jak mam swój tytoń, to kto mi zabroni skręcić papieroska – śmieje się Adam Warchoł, rolnik z malutkiej wsi Mysławczyce k. Krakowa. –A tak w ogóle to nie palę, ale jakby sąsiad przyszedł i zaproponował, żebym trochę sprzedał, to kara za każdy sprzedany kilogram to 470 złotych. Nie ma co ryzykować.

Adam Warchoł nie jest typem ryzykanta. Na utrzymaniu żona, córka i gospodarka. Kilka hektarów warzyw, a do tego tytoń. W tym roku dwa hektary.

Tytoń to jego praca od ponad 20 lat. A także rodzinna tradycja, bo tytoniową plantację miał ojciec, który do dziś pomaga na gospodarce i dziadek, który upraw nie zlikwidował nawet za Niemca.

_ Fot. Maciej Stanik _

- Bo tytoń to są pewne pieniądze – przyznaje Warchoł. – Masz zakontraktowaną uprawę, masz odbiorcę i umówioną cenę. Jeśli nic nie zepsujesz, albo nie przyjdzie gradobicie, co roku masz zapewniony zbyt. A w rolnictwie to nie takie oczywiste. Marchew jednego roku sprzedasz za tyle, że możesz kupić dom, a rok później musisz zostawić w polu, bo nie opłaca się jej zebrać. Z tytoniem nie ma tego problemu.

90 procent żyje z tytoniu

Tytoniowe pola najłatwiej znaleźć na Lubelszczyźnie. Są gminy, tak jak Obsza, w których 90 procent rolników żyje tylko z tego. O tytoniu mówi się tam na polu, w sklepie, na poczcie i w szkole, bo duże zielone liście, to jedyne źródło utrzymania tysięcy ludzi.

_ Fot. Maciej Stanik __ _

Plantacje można również znaleźć we wspomnianej Małopolsce, Świętokrzyskiem, Dolnym Śląsku, w okolicach Augustowa, czy na Kujawach. Dlaczego akurat tam?

- To tradycja, ale i specyfika gleb – mówi Przemysław Noworyta, dyrektor Polskiego Związku Plantatorów Tytoniu w Krakowie. – Na Lubelszczyźnie ziemię są na tyle słabe, że tak naprawdę tylko tytoń dało się tam uprawiać z zyskiem.

Cztery gramy na jeden hektar

Do uprawy tytoniu potrzeba pola, wiedzy i cierpliwości. To roślina wrażliwa na temperatury, na rodzaj gleby – żółta odmiana Virginia woli te piaszczyste z Lubelszczyzny, Burley, popularny w Małopolsce, który uprawia także Adam Warchoł, jest mocniejszy, ale i ziemi potrzebuje lepszej. Byle gdzie rosnąć nie chce.

Produkcja tytoniu zaczyna się gdy plantator nabywa nasiona od firmy, która zleca mu uprawę . Czterogramowa torebka wystarczy na obsianie hektara. Adam Warchoł kupił cztery torebki.

- Zanim tytoń posadzi się na polu, trzeba go umieścić w rozsadniku pod folią. Rośnie tu od marca – mówi rolnik. – Dopiero po dwóch miesiącach sadzonki trafiają do gruntu.

Jeszcze 10 lat temu kilkadziesiąt tysięcy roślin, trzeba było na polu posadzić ręcznie. Dziś można już korzystać z traktora i automatycznego sadzenia, więc zajmują się tym tylko trzy osoby.

- Ale dalej przy tytoniu jest tylko ręczna robota. Ręcznie trzeba usuwać chwasty z pola, ręcznie też trzeba tytoń ogłowić i w końcu zebrać – mówi Adam Warchoł.

Zbiory to nie taka prosta sprawa. Jedna roślina osiąga wysokość nawet 2,1 metra i składa się z kilkunastu liści. A te zbiera się piętrami od lipca aż do końca września.

- Tytoń dzieli się na trzy piętra. Najlepszej jakości jest piętro środkowe, dalej liście rosnące na górze, bo w nich zawartość nikotyny jest najwyższa. Na końcu są liście dolne – opowiada Adam.

Najpierw zbiera się jedno piętro, nabija na druty i wiesza w suszarni do wyschnięcia.

Suszarnia to tak naprawdę ogromna drewniana konstrukcja tzw. wiata, gdzie druty z liśćmi przymocowane są do belek. Całość jest zakryta , żeby wewnątrz była odpowiednio wysoka temperatura i wilgotność. Virginia wymaga suszenia w specjalnie zbudowanych suszarniach z piecami, w których stosuje się np. olej opałowy, ekogroszek, czy pelet.

_ Fot. Maciej Stanik - suszarnia tytoniu _

Suszenie i sortowanie tytoniu odbywa się w warunkach uniemożliwiających zanieczyszczenie tytoniu.

- Wystarczy, że do liści dostaną się pióra gęsi, czy kur, styropian, bo ktoś z sąsiadów ociepla dom, to wtedy taki tytoń zgodnie z zapisami umownymi staje się bezużyteczny i nie trafia do produkcji wyrobów tytoniowych Dlatego nasi plantatorzy dokładają najwyższej staranności, aby przestrzegać rygorystycznych wymogów związanych z przygotowaniem liści tytoniu do sprzedaży – podkreśla Noworyta. – Producenci wymagają, by tytoń był jak najwyższej jakości, bez jakichkolwiek zanieczyszczeń.

Ale jak poznać, kto mimo wszystko sprzedał palaczom trefny towar?

Susz tytoniowy - taka jest jego fachowa nazwa - jest sprzedawany w 30 kilogramowych belach. Każda z nich ma indywidualny kod komputerowy, świadczący o pochodzeniu produktu. Dodatkowo zebrany tytoń dzieli się na klasy. Burley z Małopolski ma ich cztery, a popularniejsza Virginia aż siedem. Im wyższa klasa, a więc m.in. lepiej wyglądające liście, tym towar droższy.

W ciąży przy tytoniu nie popracujesz

Plantatorzy tytoniu muszą dbać nie tylko o sam produkt, ale również o to jak przebiega produkcja.

Wyrywkowe kontrole na plantacjach sprawdzają, czy osoby, które pomagają np. przy zbiorach są zatrudnione legalnie, czy nie ma wśród nich dzieci – nawet jeśli są to dzieci gospodarza. Na polu należy również przestrzegać przepisów BHP zapobiegających wypadkom, wynagrodz enie za pracę musi być zgodne z obowiązującymi przepisami prawa. Jakiekolwiek naruszenia tzw. kodeksu dobrych praktyk mogą skutkować zerwaniem umowy przez odbiorcę tytoniu. Przy tytoniu nie powinny pracować kobiety w ciąży.

- Całość upraw jest restrykcyjnie regulowana i kontrolowana przez państwo jak i Unię Europejską. Nie można stosować żadnych dowolnych środków chemicznych, bo umowa z rolnikiem natychmiast zostanie zerwana, a tytoń będzie niszczony. I właśnie dzięki tym wszystkim restrykcjom polski tytoń jest najwyższej jakości – dodaje Adam Warchoł.

Jeden mach dla rolnika

W Polsce uprawą tytoniu zajmuje się ok. 10 tysięcy osób. Dzięki temu jesteśmy w europejskiej czołówce z produkcją na poziomie ponad 30 tysięcy ton tytoniu. Więcej od nas produkują tylko Włosi (55 tys. ton rocznie) i Grecy (41 tys. ton).

_ Fot. Maciej Stanik _

Problem w tym, że z podium możemy szybko spaść, bo produkcja jest coraz mniej opłacalna. Od 2015 roku rolnicy nie otrzymują już na tytoń dopłat. Coraz większym problemem jest również przemyt suszu jak i gotowych papierosów z Białorusi, Rosji, a nawet z Chin. Plantatorów dobijają również coraz wyższe ceny paczki papierosów, w której ponad 80 procent to podatki!

- Doszliśmy do tego punktu, że wpływy z podatku ze sprzedaży papierosów przestały rosnąć – mówi Noworyta. – Czy powinniśmy się cieszyć, bo ludzie przestali mniej palić? Nie. Efekt jest taki, że co czwarty papieros sprzedawany w Polsce jest nielegalny, a co dwa tygodnie zamykana jest nielegalna fabryka, gdzie produkcja odbywa się bez jakiejkolwiek kontroli, a papierosy zawierają niemal całą tablicę Mendelejewa. Wzrost tzw. szarej strefy wyrobów tytoniowych jest dla plantatorów tytoniu zabójczy.

- Mówiąc w skrócie rolnik z jednego papierosa ma jednego macha, a państwo w podatkach spala całą resztę – denerwuje się Adam Warchoł. Za kilogram tytoniu w skupie dostaje 6,5 złotego. Z hektara zbiera 3 tysiące kilogramów. Łatwo policzyć, że to nie są kokosy, a od tego trzeba odliczyć jeszcze niemałe koszty produkcji, ubezpieczenie.

_ _

- Własnej pracy już nie liczę. Cały czas zastanawiam się, czy tego nie rzucić – mówi rolnik.

To koniec tradycyjnych papierosów?

Plantatorzy nie mają też złudzeń, że produkcja tytoniu będzie maleć, bo i palaczy jest mniej. Próbują przygotować się do tego również same koncerny tytoniowe, a Philip Morris, czyli największy producent w tej branży na świecie, ogłosił, że jego celem jest całkowite zaprzestanie produkcji tradycyjnych papierosów.

- Trudno powiedzieć kiedy to się stanie, może już za kilkanaście lat - mówi Przemysław Noworyta. - Wierzymy, że tytoń może znaleźć również inne zastosowanie. Dwie linie lotnicze testują go jako biokomponent paliwa w samolotach Boeninga i to z powodzeniem. Może to jest nasza przyszłość.

_ Fot. Maciej Stanik - Przemysław Noworyta i Adam Warchoł na plantacji tytoniu _

Same koncerny tytoniowe starają się też przekonać palaczy, do palenia alternatywnego. Taką rewolucję zapoczątkował Philip Morris, wypuszczając na rynek IQOS.

To urządzenie elektroniczne, które podgrzewa wkłady tytoniowe do temperatury znacznie niższej od temperatury spalania. Dzięki temu IQOS nie wytwarza dymu ani popiołu, a jedynie aerozol z nikotyną.

Koncern dodaje, że IQOS to rezultat wielu lat badań, na które wydano ponad 3 miliardy dolarów. W zamian opracowano produkt, który ma być zdrowszy niż tradycyjny papieros, a przy okazji nie szkodzi osobom postronnym.

- IQOS jest na pewno rewolucyjnym produktem, który zmieni postrzeganie tytoniu, w tym również uprawy. To będzie, a w zasadzie już jest innowacja, która przemebluje rynek wyrobów tytoniowych, a plantatorom tytoniu w Polsce mam nadzieję wciąż będzie gwarantować pracę – ocenia Przemysław Noworyta. – Tego typu wyroby jak IQOS w przyszłości wyprą z rynku tradycyjne papierosy i na pewno będzie to z korzyścią dla konsumentów, ale również dla nas rolników, dostawców surowca tytoniowego.

_ Fot. Maciej Stanik - tradycyjny papieros i IQOS na liściu tytoniu _

Taki mamy klimat

Ile papierosów można wyprodukować z liczącej 2 hektary plantacji tytoniu? Banalne pytanie okazuje się wyjątkowo trudne, bo z hektara zbiera się 3 tony surowca, a na jednego papierosa potrzeba maksymalnie do 1 grama produktu. Wychodzi więc ok. 3 milionów papierosów!

- Ale nasz tytoń jest w papierosach używany jako wypełniacz – zdradza Adam, rolnik. – Oczywiście skład mieszanek to tajemnica koncernów, ale głównym składnikiem papierosa jest tytoń orientalny, który u nas nie rośnie. Taki mamy klimat.

Skoro tytoń jest tak cenny, a handel nim zabroniony jeśli nie mamy odpowiednich uprawień, dlaczego tytoniowe pola czy suszarnie nie są ogrodzone i pilnowane?

- Zdarzały się oczywiście kradzieże, ale to rzadkość. Amatorów na czysty tytoń nie ma. Gdyby go zapalić, to palaczowi raczej nie będzie to smakować. Surowiec wymaga przetworzenia i wreszcie odpowiedniego „przyrządzenia” w ramach produktu finalnego – stwierdza Adam.

A gdyby tak plantatorzy w ogóle zrezygnowali z uprawy tytoniu? Przecież mają świadomość, że w konsekwencji ich produkt szkodzi ludziom.

- Europa ma taki cel, by zrezygnować ze sprzedaży papierosów w ogóle, tj Europa bez dymu. My też jesteśmy gotowi nawet z dnia na dzień zrezygnować z produkcji tytoniu. Rolnicy sobie poradzą. Ale możemy to zrobić pod jednym warunkiem. Do Polski nie będzie też sprowadzany tytoń z zagranicy. Tyle, że to utopia, bo zapotrzebowanie na tytoń w Polsce jak i za granicą wciąż jest i będzie – dodaje Noworyta.

Tagi: branża tytoniowa, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
11-07-2017

PrawdomównyLudzie kochani , obywatele ! Nie ufajcie państwu. Zapamiętajcie sobie raz na zawsze jedną podstawową prawidłowość funkcjonowania państwa polskiego : … Czytaj całość

11-07-2017

ObserverrrrrMamy największy i najnowocześniejszy przemysł tytoniowy w UE. Zakaz mentoli i inne kretyńskie pomysły zrujnują to a tysiące ludzi trafią na bezrobocie

11-07-2017

HalinkaRedaktorku nie wskazujesz nam głównego winowajcy naszych dużych opłat za energię.To nie urządzenia nas okradają.Ciągle każecie nam tylko … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (18)