Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Sejm w trosce o najbiedniejszych uchwalił podwyżkę płacy minimalnej. Dzięki tej decyzji około 300 tys. najmniej zarabiających straci oficjalną pracę i przejdzie do szarej strefy.

Podziel się
Dodaj komentarz

Nasz kochany parlament pracuje w pocie czoła. W końcu jak sam marszałek Oleksy powiedział, nie rozwiązał się on tylko dlatego, gdyż ma jeszcze tak wiele ważnej pracy do wykonania. Na pierwszy plan wysuwają się dwie sprawy, które z wiadomych względów nie mogą poczekać do przyszłej kadencji.

Pierwsza z nich dotyczy przywróceniu dodatków kombatanckich dla zasłużonych utrwalaczy władzy ludowej z UB i SB oraz innych tego sortu formacji. Zaś druga z nich to harmonogram podwyżek płacy minimalnej, dla ulubionego elektoratu lewicy – najbiedniejszych.

Jest oczywistą sprawą, że ta kiełbasa wyborcza będzie tylko i wyłącznie do powąchania. W myśl przyjętych zasad pierwsza podwyżka płacy minimalnej ma wejść w życie dopiero w styczniu 2006, co oznacza, że prawica po wyborach zdąży ją trzy razy unieważnić. Nie mniej z trybun sejmowych będą mogły rozlec się tyrady obronne ku chwale ludzi dobrej roboty, ku biednym i pokrzywdzonym przez los społeczny.

A przecież nawet, jeśli jakimś demagogicznym i populistycznym cudem ustawa przetrwa do momentu jej realizacji, np. gdyby w wyborach Andrzej Lepper wraz z nowym sojusznikiem – PSL doczekał się zwycięstwa, to i tak wnet okazałoby się, iż wcale nie chodziło o los najbiedniejszych i poprawę poziomu życia, lecz o coś krańcowo innego.

Odkryjmy zatem karty. Rząd kilka razy z rzędu poniósł klęskę, próbując podnieść składki na ubezpieczenia społeczne. A walący się bankrutujący ZUS ratować trzeba - podobnie jak i kulawą służbę zdrowia. Podniesienie płacy minimalnej w znikomym stopniu i tylko doraźnie poprawia sytuację najbiedniejszych – o 20 zł miesięcznie, lecz w znacznie większym powoduje przypływ środków do ZUS i NFZ.

Przecież większość przedsiębiorców zatrudnia brać robotniczą i niewykwalifikowaną płacąc im pensje dwuskładnikowe, pierwszą oficjalną z ZUS w wysokości minimum, a drugą pod stołem stosowną do przydatności pracownika i jego zaangażowania. Teraz ta część oficjalna znacząco podraża koszty pracowników – o 60 zł miesięcznie na pracownika.

Co oznacza, że pracownik przeciętnie straci na tym dbaniu o jego los ok. 40 zł miesięcznie, za to będzie miał świadomość, że jego składki są odrobinę większe i dzięki temu odrobinę więcej państwo zmarnuje mu pieniędzy. Cześć pracodawców, co jest dosyć prawdopodobne, wykorzysta te zmiany wysokości płacy minimalnej, jako pretekst do jeszcze trwalszego schowania się do szarej strefy. Istnieją szacunki, że dzięki temu może zniknąć z oficjalnego rynku nawet 300 tys. etatów.

Czasami mam wrażenie, że w Sejmie zamiast posłów, w ławach zasiadają jakieś grubo ciosane kołki ekonomiczne. A po takich decyzjach moje wrażenie przybiera coraz śmielsze oznaki pewności.

Tagi: płace, wynagrodzenie, zus, wójcikowski, wiadomości, felieton
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz