Notowania

winiecki
15.10.2007 07:00

Winiecki: Dorsz a sprawa polska

W IV Rzeczypospolitej stracił pracę wicedyrektor w Instytucie Bałtyckim. Z jego badań nie wynikało bowiem, że dorsza na Bałtyku jest mnóstwo.

Podziel się
Dodaj komentarz

Najgorzej "wykształciuchom"! Nie dość że marszałek odchodzącego w niebyt Sejmu napisał list do "wykształciuchów", udowadniając w ten sposób, że nie tylko potrafi grozić "wykształciuchom", że weźmie ich w kamasze (co zresztą uczynił wobec lekarzy minister obrony), ale również że potrafi pisać listy, a nie tylko pozwy w sprawie psa Saby.

Czytanie Dorna jest niemal równie uciążliwe jak słuchanie prezydenta Kaczyńskiego, więc "wykształciuchy" już cierpią z tego powodu intelektualne dolegliwości.

Ale rządzący nie poprzestają na działaniach zbiorowych i zaczynają dobierać się poszczególnym "wykształciuchom" do wykonywania przez nich swoich zawodów. Nie tak dawno mieliśmy innego Kaczyńskiego, mianowicie Premiera, który pouczał sędziowskich "wykształciuchów", aby w swoich orzeczeniach kierowali się... patriotyzmem. To, że sędzia powinien w swoich orzeczeniach kierować się obowiązującym prawem jakoś nie przyszło do głowy Premierowi, który jest z wykształcenia - marnym bo marnym - ale jednak prawnikiem.

ZOBACZ TAKŻE:

List wykształciucha Płaskonia do Ludwika DornaPrzypomina mnie się smakowita historyjka, którą słyszałem od sławnego przed laty sędziego bokserskiego, który między innymi sędziował na olimpiadzie w Helsinkach w 1952 roku. Otóż podczas tejże olimpiady przeprowadzano regularnie odprawy sędziów z krajów podporządkowanych Sowietom, pod kierownictwem sowieckiego "działacza" sportowego. Tenże aparatczyk zwrócił się z pretensją do polskiego sędziego, dlaczego ten w walce jakiegoś Czecha z kimś z zachodniej Europy wskazał zwycięstwo tego ostatniego. Sędzia nasz stwierdził, że on sędziował obiektywnie, na co usłyszał: "Obiektywne jest to, co jest zgodne z interesami Związku Sowieckiego"_ . _PogratulowaćJarosławowi Kaczyńskiegoparanteli...

Ostatnio, w - przepraszam za wyrażenie! - IV Rzeczypospolitej stracił pracę wicedyrektor do spraw badań naukowych w Instytucie Bałtyckim. Dlaczego? Ano właśnie dlatego. Z jego badań i z badań jego współpracowników nie wynikało bowiem, że dorszy w Bałtyku jest mnóstwo. Takie mnóstwo, że nie mogąc znieść tłoku, dorsze rzucają się same w sieci rybaków, czy ci chcą je łowić, czy też nie. Niektóre sztuki są tak zdeterminowane tłokiem na Bałtyku, że rzucają się od razu na patelnie w nadmorskich smażalniach.

_ Sędzia usłyszał: "Obiektywne jest to, co jest zgodne z interesami Związku Sowieckiego". _

Urzędnicy odnośnego ministerstwa stwierdzili, że ów naukowiec nie utrzymywał dostatecznego kontaktu z praktyką (czyli z rybakami chcącymi łowić dorsze) i dlatego został zwolniony z pracy w instytucie. Z tego wynika, że gdybym ja pracował - uchowaj Boże! - w jakiejś państwowej placówce naukowej i chciał napisać o nieefektywności górnictwa węgla kamiennego oraz potrzebie prywatyzacji, to też by mnie zwolniono, bo swoich analiz nie konsultowałem z górnikami, chcącymi (za nasze pieniądze) wydobywać ze stratą węgiel!

Do interwencji w sprawy zawodowe w kraju rząd dołożył jeszcze kolejną hucpę na płaszczyźnie międzynarodowej. Pozwał bowiem do sądu Komisję Europejską za zakaz połowu dorsza na Bałtyku (zakaz obowiązuje wobec rybaków wszystkich krajów). Hucpa jest rządowa, ale skutki odczują przede wszystkim rybacy, bowiem najprawdopodobniej nie będą mogli skorzystać z rekompensat za zaprzestanie połowów. Sprzątania po tym rządzie będzie co niemiara.

Autor jest profesorem ekonomii.
W latach 1994-2003 był profesorem i kierownikiem Katedry Ekonomii na Europejskim Uniwersytecie Viadrina we Frankfurcie nad Odrą.
Wykładał na uczelniach m.in. w Danii, Holandii i Stanach Zjednoczonych.

Tagi: winiecki, wiadomości, felieton
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz