Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
winiecki
26.10.2009 07:00

Winiecki: Polscy związkowcy to zombi transformacji

W Poznaniu mieliśmy kolejną odsłonę tego samego procesu. Pomijam polityczno-związkową chuliganerię, która przy okazji usiłuje zbić dla siebie polityczny kapitał, ale poza tym przypadek jest krystalicznie czysty, jeśli idzie i o przyczyny, i o skutki.

Podziel się
Dodaj komentarz

W Poznaniu mieliśmy kolejną odsłonę tego samego procesu. Pomijam polityczno-związkową chuliganerię, która przy okazji usiłuje zbić dla siebie polityczny kapitał, ale poza tym przypadek jest krystalicznie czysty, jeśli idzie i o przyczyny, i o skutki.

Polska transformacja ustrojowa, powszechnie wśród specjalistów uważana za jedną z najlepszych, zarejestrowała tysiące przypadków skutecznej prywatyzacji. Oczywiście, każda niemal prywatyzacja musiała pociągnąć za sobą zmniejszenie zatrudnienia, ponieważ państwowe przedsiębiorstwa powszechnie zatrudniały dwa razy więcej ludzi niż było trzeba do wytworzenia danego wolumenu produkcji.

Jest to zresztą cecha powszechna państwowych firm wszędzie, nie tylko w gospodarce komunistycznej. Np. w Niemczech po prywatyzacji w latach 90. zatrudnienie w sektorze energetyki zmniejszyło się prawie dwukrotnie, przy wzroście produkcji energii elektrycznej o ok. 10 procent. Tak więc, nawet jeśli popyt na nowe, lepsze produkty po prywatyzacji wzrastał, to i tak tę większą produkcję mogła doskonale wykonać o połowę mniejsza załoga.

To nie znaczy, że połowa polskiej siły roboczej przestała pracować. Bez zwolnionych z sektora państwowego nie rozwinąłby się przecież tak świetnie nowy sektor prywatny! A przy okazji okazało się, że ci zwolnieni - oderwani od środowiska, w którym przez lata dominowała zasada _ czy się stoi, czy się leży... _ - pracowali znacznie lepiej niż w firmach, z których ich zwolniono.

Ale od tego pozytywnego wzorca odróżniają się - szczególnie licznie w Polsce - szczególne wyjątki. Firmy, których kierownictwa, a zwłaszcza związkowcy z _ Solidarności _, uważali, iż stoją ponad transformacją. Oni swoje, _ wystrajkują _, czy _ wydemonstrują _, czy _ wychuliganią _ i pozostanie tak jak było. Nie trzeba będzie się restrukturyzować, zmniejszać zatrudnienia, uczyć się produkować nowe rzeczy. Niech się inni męczą, my sobie damy radę...

Obok dobrze nam znanych kopalni i stoczni, do tej kategorii zaliczały się też m.in. fabryka traktorów _ Ursus _ i poznańskie HCP. Po tej pierwszej ślad już zaginął. Na starcie transformacji 13 tys. zatrudnionych wytwarzało tam kilkanaście tysięcy traktorów (jeden traktor na zatrudnionego rocznie!). Dziś to jakiś śmieszny zakładzik, który zatrudnia 300 osób, plączący się jak zombie obok realnej gospodarki (czytałem kilka miesięcy temu, że nadal ma kłopoty!).

W HCP, jak w _ Ursusie _ przez prawie 20 lat, nie dopuszczano do prywatyzacji i jednocześnie nie zrobiono nic by zdywersyfikować produkcję tak, aby nie zależała od jednej - i to już od lat 80. mającej problemy - branży.

Nie wiem, czy trzeba lepszych przykładów na to, że jeśli coś jest państwowe, to musi być mniej efektywne. Nawet gdybyśmy założyli (co nie jest prawdą), że w HCP każdy starał się jak najlepiej i każdy przejęty był szczerą troską o wysoką wydajność i jakość, to obok starań i troski jest jeszcze teoria ekonomii. A ta wskazuje, że struktura bodźców w prywatnym przedsiębiorstwie oddziałuje silniej na dobre wyniki tegoż przedsiębiorstwa.

Najlepiej to widać na przykładzie różnicy między właścicielem prywatnej firmy i dyrektorem państwowego przedsiębiorstwa. Do tego pierwszego należy nadwyżka; do drugiego tylko premia uznaniowa. No i ten pierwszy może firmę przekazać swemu spadkobiercy, a ten drugi - wedle świetnego określenia Jacka Fedorowicza - jest _ kapitalistą bezdzietnym _...

Autor jest profesorem ekonomii

ZOBACZ TAKŻE:

Tagi: winiecki, związki zawodowe, prywatyzacja, cegielski, zadymy, wiadomości, felieton
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz