Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Jan Winiecki
|

Winiecki: Suma zer daje groźną liczbę

1
Podziel się:

Wielu analityków i publicystów zachodzi w głowę, w jaki sposób partia polityczna, która wykazała się skrajną nieudolnością we wszystkich sprawach może utrzymywać poparcie rzędu 25-30 procent potencjalnych wyborców. Sprawa nie jest taka trudna do rozwikłania.

Winiecki: Suma zer daje groźną liczbę

Wielu analityków i publicystów zachodzi w głowę, w jaki sposób partia polityczna, która wykazała się skrajną nieudolnością we wszystkich sprawach, skompromitowana w oczach większości własnego społeczeństwa i niemal wszystkich społeczności w Europie może utrzymywać poparcie rzędu 25-30 procent potencjalnych wyborców. Sprawa nie jest taka trudna do rozwikłania.

Pogląd autora felietonu jest następujący. W każdej społeczności istnieje margines ludzi mających trudności ze zrozumieniem otaczającego ich świata. Najczęściej ludzi słabo wykształconych. I z obu tych powodów nie mających godnych uznania osiągnięć. Trudności w rozumieniu rzeczywistości nie pozwalają takim ludziom zrozumieć rzeczywistych przyczyn ich niskiej pozycji społecznej i indywidualnych niepowodzeń.

Są oni w rezultacie bardzo podatni na upraszczające, czy wręcz spiskowe teorie społeczne. Skoro im się nie wiedzie, to musi istnieć jakiś wróg, który im przeszkadza osiągnąć to, co im się przecież słusznie należy. Zręczny demagog zidentyfikuje takiego wroga, niegdyś byli to Żydzi, czy masoni, obecnie "czarni" czy "czerwoni", może liberałowie albo oligarchowie.

_ "Parę lat temu, u szczytu popularności Andrzeja Leppera, napisałem, że najbliższe wybory, to będzie zderzenie Polski meneli i Polski obywateli." _

W ustabilizowanych demokracjach jest to margines raczej niewielki, jakieś 5-10 procent elektoratu. Ale w krajach, które przez dziesięciolecia, albo i dłużej poddawane były traumatycznym przeżyciom takim, jak komunizm z jego destrukcją więzi społecznych procent takich zawistnych nieudaczników ziejących niechęcią do wszystkich tych, którzy normalną drogą, szybciej lub wolniej, dochodzą do sukcesów na swoją miarę jest znacznie większy.

Jak wielki? Przypomnijmy, że plebejski demagog Andrzej Leper u szczytu popularności sięgnął poparcia 29 procent elektoratu. Dzisiaj ćwierćinteligencki demagog ze swoimi pretorianami zbiera w przedwyborczych rankingach 25-30 procent poparcia. Dodajmy do spiskowej demagogii obietnice powyborczego socjalnego rozdawnictwa i mamy receptę na sukces u takiego właśnie elektoratu.

Polska nie jest wyjątkiem w tym względzie. Badania węgierskiego politologa, Andrasza Kovacsa, pozwoliły zidentyfikować podobny elektorat, gorzej wykształcony, bez zawodowych i innych życiowych osiągnięć, nastawiony na "nie": antyliberalny, antysocjalistyczny, antykonserwatywny. I tak samo wrogo nastawiony do rządzących, głosujący w wyborach na tych, którzy obiecają im więcej. Wielkość tego elektoratu prof. Kovacs określił, według kolejnych wyborów parlamentarnych na 28-33 procent. Podobieństwo jest uderzające.

_ "W Polsce procent zawistnych nieudaczników ziejących niechęcią do wszystkich tych, którzy normalną drogą, szybciej lub wolniej, dochodzą do sukcesów na swoją miarę, jest znacznie większy niż w ustabilizowanych demokracjach." _ Czas wyjaśnić tytuł felietonu. Kilkadziesiąt lat temu fraszkopisarz Stanisław Jerzy Lec napisał następującą fraszkę: "Nie zgadzam się z matematyką. Uważam, że suma zer daje groźną liczbę"_ . _ Parę lat temu, u szczytu popularności Andrzeja Leppera, napisałem w "Rzeczpospolitej" (gdy wypadało jeszcze pisać tej gazecie), że najbliższe wybory, to będzie zderzenie Polski meneli i Polski obywateli.

Uważam, że i ostrzeżenie Leca, i moja diagnoza są dzisiaj wysoce aktualne. Polska obywateli w demokracji ma tylko jedną drogę do odrzucenia tych, którzy chcą rządzić w imieniu „zer dających groźna liczbę" - to znaczy drogę uczestnictwa wyborach. Jesteśmy bowiem aberracyjnym wyjątkiem, w którym ludzie pracowici i lubiący swoją pracę, ludzie wykształceni, ludzie sukcesu, uczestniczą w wyborach w mniejszym procencie niż rozmaite grupy zawistne, podejrzliwe i roszczeniowe, składające się na ową "sumę zer".

Jan Winiecki jest profesorem ekonomii. W latach 1994-2003 był profesorem
i kierownikiem Katedry Ekonomii na Europejskim Uniwersytecie Viadrina we Frankfurcie nad Odrą. Wykładał na uczelniach m.in. w Danii, Holandii i Stanach Zjednoczonych.

wiadomości
felieton
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(1)
WYRÓŻNIONE
Dominik
6 lat temu
Artykuł to rynsztok. Pan profesor czuje się tak wykształconym, że ma prawo oceniać ludzi miej wykształconych za głupszych od siebie. Ciekawe, że "tamci" też mają swoich profesorów.