Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Włodzimierz Cimoszewicz efektownie rozpoczął kampanię wyborczą od pogwałcenia autonomii wyższych uczelni.

Podziel się
Dodaj komentarz

Marszałek Sejmu Włodzimierz Cimoszewicz (SLD) decyzję o swym starcie w wyborach prezydenckich ogłosił na Uniwersytecie Warszawskim. Wykorzystał w tym celu przemówienie, które wygłaszał na zakończenie roku akademickiego na Wydziale Prawa i Administracji. "Po raz pierwszy w życiu zmieniam wcześniej podjętą decyzję. Największy wpływ miały na to niezliczone głosy rodaków" – oznajmiła Osoba Nr 2 w Rzeczpospolitej.

To, że były premier, który wcześniej zapowiadał, iż nie będzie walczyć o godność prezydenta ze względu na przewidywany brutalny charakter kampanii wyborczej, może zmienić zdanie, od dawna było do przewidzenia. Wskazywały na to coraz częstsze hamletyczne wypowiedzi indagowanego przez dziennikarzy na okoliczność elekcji prezydenckiej pana Włodzimierza.

Włodzimierz Cimoszewicz nie ukrywał, że zamierza ogłosić swą decyzję podczas uroczystości na Uniwersytetecie Warszawskim. Nawet gdyby wybór autonomicznej z definicji uczelni na miejsce politycznego jarmarku wzbudził niesmak u rektora i senatu uniwersytetu, to jego władze niewiele mogły uczynić, żeby przeciwdziałać temu demoralizującemu spektaklowi. Nic natomiast nie usprawiedliwia spuszczenia uszu po sobie i milczenia władz uczelni w odpowiedzi na nieobyczajny wybryk tego skądinąd tak czułego na kwestie etyki i dobrego smaku w życiu publicznym polityka. Trudno było odmówić marszałkowi Sejmu prawa do udziału w uroczystościach na zakończenie roku akademickiego, nawet jeśli z łatwością można było przewidzieć, że zbezcześci on czcigodną Alma Mater nadużywając gościnności.

Należało jednak stanowczo zaprotestować po fakcie, tymczasem społeczność czołowego polskiego uniwersytetu zareagowała tak, jakby nie doceniała znaczenia autonomii swej instytucji wobec władzy. Teraz po precedensie, jak uczynił Mieczysław Wachowski, o zgodę do urządzenia konferencji na terenie uniwersytetu wystąpią niechybnie inni kandydaci. Czy zostaną potraktowani przychylnie czy odmownie? Jakich użyją argumentów? Włodzimierz Cimoszewicz np. stwierdził, że od 30 lat związany jest z Uniwersytetem Warszawskim. Tak jakby w jego życiu nic innego w międzyczasie się nie zdarzyło. A partie, do których należał i którym zawdzięcza godności i popularność? PZPR i później SLD? Cóż, w Polsce każdy, nawet najbardziej upartyjniony kandydat, próbuje zaprezentować się wyborcom jako niezależny. A że przy okazji może dojść do naruszenia apolityczności uniwersytetu? Kto by się tym przejmował? Łacińskie universitas oznaczające wspólnotę ludzi otwartego umysłu i ducha nabiera dzisiaj innego znaczenia. W czasach, gdy oazy sporów
intelektualnych, traktowane są jako atrakcyjna oprawa do wygłaszania politycznych manifestów, universitas oznacza wspólnotę ludzi cynicznych, gotowych dla politycznego zysku wykonać każdy gest. W takim rozumowaniu polityk to tylko szczególny rodzaj towaru, który sprzedaje się lepiej lub gorzej, zależnie od tego, czy zostanie właściwie „pozycjonowany” na rynku, czy trafi do wybranego „targetu”.

Autor jest dziennikarzem tygodnika "Wprost"

Tagi: cimoszewicz, wybory, jakimczyk, wiadomości, felieton
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz