Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Wójcikowski: Gospodarka jak piłka nożna

Nasi piłkarze potrafili pokonać Belgię 2:0 i awansować do Mistrzostw Europy. Jednak okazało się, że cały ten sukces nie byłby możliwy bez holenderskiego know-how.

Podziel się
Dodaj komentarz

I to podwójnego - ze strony Leo Beenhakkera jak i Euzebiusza Smolarka, który przecież jest owocem polskich genów, ale holenderskiej szkoły szkoleniowej.

Mimo iż jesteśmy w środku afery korupcyjnej, która po zmianie władzy i aferze ministra sportu jakoś ucichła, nasza piłka nożna powoli wspina się do góry.

Już kiedyś napisałem, że sport (a piłka nożna szczególności) przechodzi podobną drogę do naszej gospodarki. Spory potencjał, dużo surowych talentów, brak kapitału, know-how, kadry zarządzającej oraz oplatająca całość sitwa z poprzednich czasów, która ssie z organizmu niczym stado pijawek biedną rybę w stawie. Jak w gospodarce.

O talentach ciągle słyszymy, sam pan Leo przy każdej okazji powtarza że widzi je u nas w liczbie nie mniejszej niż w Holandii czy Hiszpanii. Występy młodzieżówek także potwierdzają tą tezę. Podobnie jak w gospodarce.

Polskie talenty nie mają warunków do szlifowania, rozmieniają się na drobne i w swoim talencie piłkarskim, i w drodze życiowej. Jednym słowem jedno wielkie marnotrawstwo. Jak w gospodarce.

ZOBACZ TAKŻE:
Produkcja przemysłowa rośnie szybciej od oczekiwań
Brak kapitału to bolączka nie tyle piłki reprezentacyjnej, która sobie jeszcze jakoś radzi, co drużyn klubowych. Przegrywamy z klubami z Mołdawii, Litwy. Ligę Mistrzów znamy z opowieści sprzed 10 lat.

Kluby, które wygrywają krajowe mistrzostwa, z dnia na dzień po sukcesie wyprzedają piłkarzy do jakiś trzeciorzędnych lig Europy. Dochodzi to tego, że spotkania z drużynami z Ukrainy i Rumunii, są poza naszymi możliwościami nawet finansowymi. Tutaj na szczęście z gospodarką jesteśmy do przodu.

Nasza myśl trenerska to jeden wielki skansen. Dopiero od paru lat nieśmiało do głosu dochodzą młodzi trenerzy, którzy na zasadzie samouctwa i podglądania w telewizorze próbują coś zmieniać w myśli trenerskiej. Dopiero Leo Beenhakker pokazał, gdzie jesteśmy i gdzie możemy być. Jak w gospodarce.

O kadrze zarządzającej futbolem i o sitwie nie będę pisał. Dość rzec, że w zasadzie gdyby degradować i dyskwalifikować zgodnie z prawem za winy to trzeba byłoby chyba naturalizować Litwinów albo Słowaków, żeby utrzymać ligę. Jak w gospodarce?

Zarówno w gospodarce jak i w piłce nożnej stoimy na rozdrożu. Albo pójdziemy drogą szybkiego rozwoju liberalnego i dogonimy zaległości w 10-15 lat, albo nadal będziemy mieli to, co mamy, a za 15-20 lat zapaść demograficzna uderzy ze swoją potęga i w gospodarkę, i w sport.

Autor jest doktorem nauk ekonomicznych, pracownikiem Uniwersytetu Łódzkiego.

Tagi: wójcikowski, wiadomości, felieton
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz