Notowania

Wójcikowski: Łukoil idzie na wojnę?

Wczoraj dowiedzieliśmy się oficjalnie, iż koncern rosyjski Łukoil sukcesywnie zwiększa swój udział na naszym rynku detalicznym paliw.

Podziel się
Dodaj komentarz

* Wczoraj dowiedzieliśmy się oficjalnie, iż koncern rosyjski Łukoil sukcesywnie zwiększa swój udział na naszym rynku detalicznym paliw. *Skupuje stację po stacji i za chwilę będzie miał ich 100, a taki PKN Orlen nie ma nawet 400. Prawdziwy strach budzą jednak deklaracje dotyczące cen, jakie ma rynkowi rosyjski gigant podyktować. Zapowiada się bowiem prawdziwa wojna cenowa na rynku.

Łukoil przejął stacje po amerykańskim Conocno oraz część tych słabszych, których pozbył się BP. Teraz wyciąga dłoń do stacji prywatnych, które nie potrafią sprostać konkurencji i mają kłopoty finansowe. Ta pomocna dłoń jest dla nich często jedynym wyjściem z sytuacji poza bankructwem. Koncern ma plany wobec Polski. Proponował wielokrotnie zakup grupy Lotos, z Orlenem toczy bój śmiertelny.

Jednym z epizodów była batalia o Możejki, którą co prawda Łukoil przegrał, ale wspierany politycznie przez Kreml robi wszystko, aby Orlenowi ta inwestycja odbiła się potężną finansową czkawką. Polski koncern musi finansować inwestycje na Litwę i pilnować polskiego oraz czeskiego rynku detalicznego. Nie jest w stanie finansować wojny na kilku frontach. A Łukoil otwiera coraz to nowe przyczółki.

Następnym po stacjach paliw będzie zapowiedź budowy konkurencyjnej dla polskich w Płocku i Gdańsku oraz dla litewskiej w Możejkach rafinerii w obwodzie Kaliningradzkim. Na dłuższą metę takie rozwiązanie, choć irracjonalne z punktu widzenia ekonomii, jest racjonalne z punktu widzenia wojny gospodarczej.

Wojnę tą możemy wygrać tylko na jeden sposób – musimy połączyć siły z kimś potężniejszym, kto też konkuruje z Rosjanami. Dotychczasowe myślenie o Orlenie i Lotosie jako polskich grupach narodowych jest na dłuższą metę nie do utrzymania w przypadku ekonomicznej wojny z Rosją.

Oczywiście nasz sojusznik musiałby mieć interes w prowadzeniu konfliktu z Rosją, gdyż inny partner poświęci nas w imię swoich interesów wcześniej czy później – kwestia ceny. Musi mieć również potężne zasoby pieniężne (na wojnę cenową) oraz własne złoża.

A my jako konsumenci skorzystamy chwilowo na tej wojnie – pod warunkiem oczywiście, że nasz rząd nie przypomni sobie o tym tanim i prostym źródle dochodów budżetowych.

Tagi: wójcikowski, wiadomości, felieton
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz