Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
wybory
22.07.2005 08:55

Z serii groteskowych zdarzeń ostatniego tygodnia bez wątpienia najciekawszy jest przypadek eurodeputowanego Pęka, który otrzymał faksem projekt uchwały odwołującej go z funkcji wiceszefa LPR.

Podziel się
Dodaj komentarz

Eurodeputowany Bogdan Pęk nie wie, czy jest jeszcze wiceprezesem Ligi Polskich Rodzin. Leszek Miller chciał skończyć sezon jako ostatni na liście kandydat do Sejmu, a tymczasem partia skierowała go na odcinek walki o miejsce w Senacie, co tak rozeźliło niedawnego premiera, iż ogłosił, że nie będzie meblem do przesuwania i zajmie się teraz pisaniem książek. Słynący z talentów frazeologicznych polityk nie dopowiedział tym razem, jaki sprzęt ma na myśli. Wszak trumna, w tym przypadku polityczna, to także mebel, a tę Miller sam sobie uszykował w ostatnich miesiącach rządzenia krajem.

Andrzej Lepper mógł się w minionym tygodniu poczuć jak facet cierpiący na rozdwojenie jaźni. Jego byli kompaniorzy założyli bowiem drugą Samoobronę, ogłaszając światu, że Lepper walczy tylko o własne koryto, więc oni powalczą o to, co miało być na początku, czyli nie wiadomo o co. Wódz się zbulwersował i zapowiedział wystąpienie do sądu w sprawie delegalizacji Samoobrony Narodu Polskiego, ponieważ nazwa brzmi podobnie jak Samoobrona Rzeczpospolitej Polskiej. Gdy niedawno Marek Borowski oskarżył Leppera o plagiat swojego hasła wyborczego, wódz odparł, że mu wolno, gdyż pewne słowa mają wartość ogólnonarodową. Może więc wódz faktycznie ma cos z tym rozdwojeniem.

Z serii groteskowych zdarzeń ostatniego tygodnia bez wątpienia najciekawszy jest jednak przypadek eurodeputowanego Pęka, który otrzymał faksem projekt uchwały odwołującej go z funkcji wiceszefa LPR. Pęk miał w ciągu godziny ustosunkować się do treści dokumentu, po czym przewodniczący LPR Roman Giertych oświadczył, że to żaden dokument, a jedynie opinia. Po ludzku mówiąc – szantaż, jako że wiceprzewodniczący nie poparł kandydatury na prezydenta Macieja Giertycha, prywatnie tatusia pana Romana. Pęk się nie ustosunkował, gdyż akurat leciał do Brukseli. Na lotnisku zorientował się, że wyłączono mu już służbową komórkę. Nie może więc nawet biedaczysko zadzwonić do szefa.

Zdarzyło się w końcówce PRL-u, że w pewnej redakcji dziennikarz narozrabiał jakimś tekstem nie po myśli przewodniej siły. Do dziennikarza zadzwonił ważny towarzysz i zakomunikował: jak tego nie odszczekacie, to was wyrzucimy z partii. Dziennikarz na to, że do partii nie należy. – Nie szkodzi – towarzysz nie dał się zbić z pantałyku. – My was najpierw zapiszemy, a potem wyrzucimy.
Tę prawdziwą anegdotę dedykuję wszystkim, którzy uważają, że groteska w polskim życiu politycznym zaczęła się dopiero w III RP.

Tagi: wybory, płaskoń, wiadomości, felieton
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz