Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
wybory
20.09.2005 01:04

Żadna partia nie ma odwagi się przyznać, komu konkretnie i ile zabierze. Zamiast tego mówią o cięciach w administracji.

Podziel się
Dodaj komentarz

Dziadzio parkuje starego, rozsypującego się malucha pod budynkiem Sejmu. Wyskakuje ochroniarz i krzyczy: „Panie, zjeżdżaj pan stąd! To jest Sejm! Tu posłowie i senatorowie chodzą!” Dziadek na to spokojnie: „Ja się nie boję. Mam alarm”.

Czy nowi posłowie zabiorą nam wszystko, co jeszcze mamy, czy też dzięki ich światłym decyzjom stać nas będzie na to, żeby przesiąść się z rozklekotanego auta do lepszego? Wkrótce się okaże.

Mijająca kampania wyborcza zogniskowała się na kwestiach podatkowych, więc politycy dyskutują o zawartości naszych portfeli. Dobrze teraz wiedzieć, kto chce nam zabrać, a kto dać. Ale nie można też zapominać, że kampania wyborcza jest, jak zaloty, a wyborcy, jak panny na wydaniu. A przecież żadna rozsądna dziewczyna, obsypywana przez adoratora kwiatami, nie ma złudzeń, że jeśli zdecyduje się na małżeństwo, to po paru latach wciąż będzie otrzymywała od niego naręcza roślin.

Dlatego na obietnice niższych podatków trzeba patrzeć z rezerwą. Wprowadzenie podatku liniowego - 3x15 - jest mało realne. Podobnie, jak pisowskiej propozycji:18 proc. plus ulgi. Wprawdzie partie będą się jeszcze przez jakiś czas po objęciu władzy kłócić publicznie, ale i tak w końcu ogłoszą, że nie doszły do porozumienia i nie będzie żadnych zmian.

Aby odpowiedzialnie obniżyć podatki, trzeba byłoby najpierw zmniejszyć wydatki budżetu. Co prawda PO i PiS są zgodne, że należy poczynić oszczędności, ale oszczędzanie to nic innego, niż zabieranie. Żadna partia nie ma odwagi się przyznać, komu konkretnie i ile zabierze. Zamiast tego ich liderzy mówią o cięciach w administracji. Tylko czy zwolnienie kilku urzędników przyniesie aż tyle oszczędności, żeby zrównoważyć mniejsze wpływy?

To, że PO-PiS przed wyborami nie chce powiedzieć, komu zabierze, to jeszcze można zrozumieć. Przecież panna przed ślubem też nie zapowie kawalerowi, że będzie musiał jej oddawać całą wypłatę. Ale już jako żona, bez skrępowania będzie się starała wprowadzić swoje reguły gry. A czy koalicja PO-PiS będzie miała odwagę na stanowczość po wyborach? Czy nie ulegnie poszczególnym grupom nacisku, które będą dyskretnie - w kuluarach - lub z gazrurkami na ulicach, lobbować na rzecz zachowania swoich przywilejów?

Na dodatek nawet nie wiadomo, czy z przedwyborcze propozycje są korzystne dla podatników. Nie ma pewności, czy 3x15 jest dawaniem, czy zabieraniem? Z sugestywnych reklamówek PiS-u, może przecież się dowiedzieć, że po wprowadzeniu 15-procentowego VAT-u po otwarciu lodówki będzie w niej tylko światło. Z dziecięcego pokoju znikną natomiast: łóżeczko, pieluchy i nawet sam berbeć (albo w ogóle się nie pojawi, bo kto chciałby mieć dziecko opodatkowane stawką VAT wynoszącą 15 procent)?

Te same spoty mówią, że jeśli przyjęte zostaną rozwiązania PiS-u, to wszyscy będą mieli lepiej. Ale jak wszyscy będą mieć lepiej, to kto za to zapłaci?

Na szczęście z podatkami będziemy mieli spokój jeszcze przez ponad rok. Nawet, gdy nowy rząd z parlamentem zajmą się zmianami od razu, to nie zdążą uchwalić nowego prawa w ciągu dwóch miesięcy. Najszybciej więc nowe reguły zaczną obowiązywać od początku 2007 roku.

Ale już teraz warto obserwować, co będzie się działo do tego czasu. Jeśli przyszły rok będzie okresem wprowadzania oszczędności, to obniżenie podatków może być realne i w dodatku dla nas niegroźne. Jednak bez zmniejszania wydatków i ograniczania deficytu budżetowego, jakiekolwiek zmiany grożą katastrofą. Powiększy się już olbrzymie zadłużenie i w efekcie wszyscy na tym stracimy.

Tak więc jeśli przez 2006 rok rząd nie zacznie wprowadzać sensownego planu oszczędności, za to zacznie majstrować przy podatkach, to proponuję chwycić się za portfel, spakować walizkę i wyemigrować do Zimbabwe. Albo przynajmniej nie parkować pod Sejmem.

Tagi: wybory, chochołowski, wiadomości, felieton
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz