Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na

Zyta Gilowska: Rząd upycha długi po kątach

0
Podziel się:

Zyta Gilowska podsumowuje dla Money.pl dwa lata rządów Donalda Tuska.

Zyta Gilowska: Rząd upycha długi po kątach
(PAP/Piotr Polak)

Gabinet premiera Tuska różnymi sztuczkami ukrywa przed społeczeństwem prawdę o stanie budżetu i finansów publicznych - mówi dla Money.pl Zyta Gilowska, minister finansów w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego, a dawniej osoba, o której Donald Tusk mówił _ siostra _.

Na archiwalnym zdjęciu Zyta Gilowska z Donaldem Tuskiem
podczas konferencji prasowej w Kielcach 13 lutego 2005 roku.

Money.pl: Obniżenie składki rentowej, zniesienie drugiego progu podatku PIT ograniczyły dochody budżetu, który coraz bardziej się nie dopina. Z perspektywy czasu, to były dobre posunięcia?

Prof. Zyta Gilowska, minister finansów w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego: Oczywiście, wzmocniony popyt podtrzymał wzrost gospodarczy...

Rząd przedstawia je jako jedną z przyczyn obecnych problemów.

I przez dwa lata nie zdołał temu zaradzić? Przecież nie wykopałam Rowu Mariańskiego! Zresztą łączne skutki budżetowe nie przekroczyły 35 miliardów złotych rocznie, a dziś brakuje rocznie 100 miliardów. Można było oczywiście zdusić popyt konsumpcyjny wraz z wybuchem kryzysu, ale wówczas nie udałoby się uniknąć recesji.

Ale szczęśliwie jej uniknęliśmy...

Gospodarka to nie horoskop. Zadecydowały trzy czynniki: podtrzymanie popytu konsumpcyjnego, osłabienie polskiej waluty i zasilanie gospodarki środkami zagranicznymi. Nie tylko tymi z budżetu Unii Europejskiej, ale w równym stopniu pieniędzmi, które przysyłają do Polski osoby, które wyjechały do pracy za granicą. To niezwykle ważne, a bardzo niedoceniane źródło.

*Tyle, że od jakiegoś czasu jest to źródło powoli wysychające a Polacy, którzy wyjechali za granicę, nie zawsze oceniani są pozytywnie. *

Na prawo do wyboru tej drogi Polacy czekali ponad pół wieku. Wyjazd do pracy za granicą to rozsądne i najczęściej precyzyjnie skalkulowane ekonomicznie posunięcie. Polacy będą pracować za granicą tak długo, jak będzie się to opłacać. I bardzo dobrze.

Finansów państwa emigranci jednak nie uratują. Musimy poradzić sobie sami, a pole manewru nie jest duże. Będzie jeszcze mniejsze, jeśli przekroczymy progi ostrożnościowe. Pomysł ich zamrożenia albo podniesienia to dobry kierunek na dziś?

[

Gomułka: Tusk od początku nie chciał reform ]( http://www.money.pl/archiwum/mikrofon/artykul/gomulka;tusk;od;poczatku;nie;chcial;reform,0,0,557056.html )
A w jakim celu? Korekty w układzie progów nie mają wpływu ani na rzeczywiste zadłużenie, ani na faktyczny deficyt. Byłyby ostrzegawczym sygnałem dla naszych biznesowych partnerów, dla banków czy wreszcie dla potencjalnych inwestorów.

Z punktu widzenia sektora finansów publicznych, takie pomysły to manipulowanie przy czujnikach dymu w alarmie przeciwpożarowym. Albo przy żółtych światłach na skrzyżowaniu.

Tylko po co manipulować przy światłach ostrzegawczych, skoro kłopotu to nie rozwiąże?

To zależy, kogo chcemy omamić. Jeśli własnych obywateli, to jest to możliwe. Polacy jeszcze się nie orientują w szczegółach finansów publicznych i nie wyczuwają definicyjnych subtelności. Ale rynki finansowe oraz Komisja Europejska doskonale wiedzą, jak się nasze sprawy mają.

A tymczasem kłopot już jest. Mamy do czynienia z kaskadą zadłużenia, a relacja państwowego długu publicznego do PKB przekroczyła 50 procent. Czyli przekroczyliśmy pierwszy próg ostrożnościowy. Minister finansów będzie musiał ogłosić to najpóźniej wiosną.

I budżet na 2011 rok będzie miał sztywny, nieprzekraczalny deficyt.

[

Deficyt 2010. Kwota rekordowa, ale było gorzej ]( http://www.money.pl/gospodarka/raporty/artykul/deficyt%3B2010%3Bkwota%3Brekordowa%3Bale%3Bbylo%3Bgorzej,44,0,529196.html )
Dlatego nie da się ukryć, że rządowi chodzi o to, by nie mieć progów wcale. Najbliższe dwa lata są wyborcze i rząd chce ułatwić sobie spokojne dotrwanie do kolejnych wyborów - najpierw prezydenckich, a potem parlamentarnych. Taka kilkuetapowa kalkulacja, jak w partii szachów.

Minister finansów nie powinien dopuścić do takiego stanu. Trzeba było już pod koniec 2008 zacząć mówić prawdę i podejmować decyzje. Rząd tego nie zrobił i mamy efekty.

Gdzie można szukać oszczędności? Większość wydatków budżetu to przecież wydatki sztywne, a na reformę finansów publicznych nikomu dotąd nie starczyło politycznej odwagi.

Holistyczna reforma finansów publicznych to mit, jak średniowieczny kamień filozoficzny. Nie istnieje wytrych pozwalający na ogólnoreformistyczne zmniejszenie wydatków na emerytury, szkolnictwo czy pomoc społeczną, ponieważ te wydatki są efektem decyzji politycznych. Możemy jedynie zmniejszać bałagan i marnotrawstwo poprzez zmiany zasad organizacji i reguł w finansach publicznych. Poprzedni rząd takie zmiany zaprojektował, ale nie zdążył ich przeforsować w parlamencie.

Zresztą stan naszych finansów jeszcze nie jest tragiczny, zwłaszcza w porównaniu z innymi państwami UE. Naszym problemem jest kaskadowe narastanie zadłużenia i kompletny brak odwagi w ujawnieniu tego stanu. Po prostu, nasz rząd skutecznie upycha po kątach roczne deficyty i narastające długi. To z kolei dewastuje finanse publiczne i demoralizuje rządzących.

**[

Deficyt publiczny przekroczy 7 proc. PKB ]( http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/nbp;deficyt;publiczny;przekroczy;7;proc;pkb,108,0,553580.html ) Wyobraża sobie Pani premiera albo ministra Rostowskiego, który ogłasza Polakom, że stan finansów państwa jest fatalny, trzeba ciąć wydatki i solidnie zacisnąć pasa? Przecież to by było polityczne samobójstwo.**

Czyżby? Skąd przypuszczenie, że Polacy chcą być oszukiwani? Wątpię. Tymczasem faktyczny stan rzeczy jest przed nimi ukrywany przez technikę wypychania kłopotów na zewnątrz. Na przykład Fundusz Ubezpieczeń Społecznych i Krajowy Fundusz Drogowy formalnie nie obciążają budżetu państwa. Ale ich długi to również dług publiczny.

Nawet ustawa budżetowa na przyszły rok budzi wątpliwości. Deficyt budżetowy nie jest w niej zapisany jako jedna liczba. Są dwie liczby: deficyt budżetu państwa wynoszący 52,2 miliarda oraz deficyt budżetu środków unijnych wynoszący 14,4 miliarda. Moim zdaniem, taki zapis i brak jednej kwoty jest niezgodny z konstytucją.

Ustawa budżetowa to kreatywna księgowość?

To nie to. Nie obrażajmy księgowych.

Rozmowa autoryzowana

Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(0)