Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
kryzys w hiszpanii
06.04.2012 06:05

Od tego czy będą drugą Grecją zależy nasza przyszłość

Profesor Stanisław Gomułka mówi o tym, czy czeka nas czarny scenariusz dla Eurolandu.

Podziel się
Dodaj komentarz
(BCC)

Money.pl: Premier Hiszpanii Mariano Rajoy powiedział wczoraj, że sytuacja w jego kraju jest _ ekstremalnie zła _. Kiedy Hiszpania podzieli los Grecji i zbankrutuje?

Stanisław Gomułka: Mam nadzieję, że nigdy. Co prawda deficyt sektora finansów publicznych okazał się dużo wyższy, a nowy rząd ma spore problemy z jego obniżeniem, to jednak w przypadku Grecji mieliśmy zupełnie inną sytuację.

Trzeba bowiem pamiętać, że dług publiczny Hiszpanii jest kilkukrotnie niższy od tego, który jeszcze niedawno miał rząd w Atenach. I jest on na tyle niski, że nie powinno dojść do kontrolowanego bankructwa.

Stosunek zadłużenia do PKB w tym roku ma osiągnąć prawie 80 procent, a kryteria Unii Europejskiej nakazują utrzymanie 60-procentowej relacji. Kto ma pracować na lepszy wynik, skoro bezrobocie w tym kraju osiągnęło pułap 24 procent i nie wydaje się, żeby miało spadać?

Utrzymanie niskiej rentowności papierów wartościowych to jedno, ale czym innym są prognozy gospodarcze dla tego kraju. Hiszpanię, ale też Włochy, czekają teraz trudne czasy jeśli chodzi o koniunkturę i poziom zatrudnienia. Nie wydaje się jednak, żeby gospodarka tych krajów kurczyła się w tempie kilkunastu procent w ciągu trzech lat, tak jak to się działo w Grecji.

Co prawda wszystkie kraje basenu Morza Śródziemnego przez lata windowały płace do niebotycznych stawek, jednak stopa bezrobocia, o której pan wspomniał, odwróci tę sytuację i pomoże w odzyskaniu konkurencyjności.

Wszyscy ekonomiści chwalą ostre cięcia i wyrzucanie ludzi na bruk. To jedyna recepta na kryzys także w Hiszpanii?

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/54/m195894.jpg ) ] (http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/mfw;gotow;pozyczyc;wlochom;do;600;mld;euro,146,0,977042.html) *Pożyczą im 600 mld euro na niski procent * Oprocentowanie ma wynosić 4-5 procent, a nie 7-8 proc., na jaki kraj ten pożycza na rynkach.

Tam, gdzie chodzi o sprawy finansowe, niestety nie da się odejść od pewnych prawd ekonomicznych, a wręcz arytmetycznych. Koszt społeczny będzie ogromny, jednak nie da się znaleźć uniwersalnej recepty dla wszystkich państw. Każde z nich jest inne, niektóre są bardziej dynamiczne i skłonne do zmiany, inne mniej.

Ciężko prognozować, jak na widmo bezrobocia zareagują Hiszpanie. Wszystko teraz w rękach pracowników i przedsiębiorców. Spójrzmy na Amerykanów. Oni w odpowiedzi na recesję są skłonni do przebranżowienia i zmiany zawodu. Sporo z nich, aby dojechać do pracy, codziennie wyjeżdża ze swojego stanu.

To jest możliwe w Europie?

Niestety, w niektórych krajach opór przed przemieszczaniem się z miejsca na miejsce w poszukiwaniu pracy jest ogromny. Przecież z wysokim bezrobociem w Hiszpanii lub we Włoszech rządy tych krajów zmagają się nie od dziś. Ani socjaliści, ani bardziej konserwatywni politycy nie mogą sobie z tym poradzić.

W Wielkiej Brytanii też tak było, aż przyszła Margaret Thatcher i wprowadziła bolesne reformy, głównie antyzwiązkowe. Dzięki temu, bezrobocie na Wyspach jest teraz dużo niższe, niż w krajach południa Europy.

Czy politycy w tych krajach będą podobnie zdeterminowani, by wprowadzać cięcia budżetowe, nawet za cenę pewnej wyborczej porażki?

Koszt społeczny i polityczny jest ogromny, ale przecież nie ważne co się dzieje z rządem. Politycy są do wymiany. Tu chodzi o miliony gospodarstw domowych.

Jak do tego zmusić rządzących z krajów grupy PIIGS?

Na ogół bardzo duże problemy i kryzysy wyłaniają osoby do tego zdolne. Przecież w Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher rządziła przez 10 lat. A potem premier Tony Blair kontynuował jej przygnębiające dla społeczności reformy.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/36/m211748.jpg ) ] (http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/kryzys;w;portugalii;zmusil;ludzi;do;sprzedazy;pamiatek,250,0,1062138.html) *Bieda w Portugalii. Wyprzedają rodowe złoto * Nasilający się kryzys finansowy zmusza wiele rodzin w Portugalii do pozbywania się złotej biżuterii i pamiątek zawierających ten cenny metal. W Hiszpanii mają z tym jednak duży problem. Rząd premiera Zapatero był zupełnie nieefektywny. Mamy teraz zmianę. W rządzie zasiadają politycy konserwatywni. Dajmy im czas. Jedno jest pewne, muszą być mocni nie tylko koncepcyjnie, ale również i politycznie.

Jakie byłyby konsekwencje bankructwa Hiszpanii dla strefy euro?

Od tego zależy stabilność Eurolandu. A może nawet coś więcej niż stabilność. Wręcz los wspólnoty.

Europa nie może sobie pozwolić na powtórkę z Grecji?

Absolutnie nie. Nie snujmy jednak tak pesymistycznych wizji. Wewnętrzne działania Włoch i Hiszpanii sugerują, że nie dojdzie do kryzysu typu greckiego. Pamiętajmy też, że Europejski Fundusz Stabilności Finansowej został powiększony do 700 miliardów euro i udowodnił już, że ma narzędzia aby interweniować na rynku.

Ale czy interwencje funduszy stabilizacyjnych działają? Banki europejskie, które zostały niedawno zasilone prawie w bilion euro, przeznaczyły te pieniądze głównie na zakup papierów skarbowych, a nie akcję kredytową. Co więcej, wczorajsza aukcja obligacji hiszpańskich może sugerować, że instytucje z Francji lub Niemiec coraz mniej interesują się papierami Hiszpanii.

Najwyraźniej nie kupują na tyle entuzjastycznie, żeby obniżyć rentowność do poziomu 2, 3 procent. Ale to jest raczej sygnał, żeby kontynuować to, co się zaczęło.

Czytaj więcej o kryzysie w strefie euro w Money.pl
Merkel i Sarkozy nie będą dłużej czekać. Narzucą swój plan eurolandowi Przywódcy Francji i Niemiec chcą w ekspresowym tempie przeforsować nowy pakt stabilności euro.
Banki z tego kraju boją się upadku eurolandu Politycy twierdzą, że nie ma obaw o losy unii walutowej, ale banki przygotowują scenariusze na wypadek rozpadu strefy.
Szczegółów jednak nie będzie? Inwestorzy zdezorientowani Na rynkach liczy się tylko odpowiedź na jedno pytanie - czy na europejskim szczycie zapadną kluczowe decyzje i pojawią się konkretne liczby. Bez echa przechodzą natomiast, nawet dobre, dane z amerykańskiej gospodarki.

Money.pl: Premier Hiszpanii Mariano Rajoy powiedział wczoraj, że sytuacja w jego kraju jest ekstremalnie zła. Kiedy Hiszpania podzieli los Grecji?

Stanisław Gomułka: Mam nadzieję, że nigdy. Co prawda deficyt sektora finansów publicznych okazał się dużo wyższy, a nowy rząd ma spore problemy z jego obniżeniem, to jednak w przypadku Grecji mieliśmy zupełnie inną sytuację. Trzeba bowiem pamiętać, że dług publiczny jest kilkukrotnie niższy od tego, który jeszcze niedawno miał rząd w Atenach. I jest on na tyle niski, że nie powinno dojść do kontrolowanego bankructwa.

Stosunek zadłużenia do PKB w tym roku ma osiągnąć prawie 80 procent, a kryteria Unii Europejskiej nakazują utrzymanie 60-procentowej relacji. Kto ma pracować na lepszy wynik, skoro bezrobocie w tym kraju osiągnęło pułap 24 procent i nie wydaje się, żeby miało spadać?

Utrzymanie niskiej rentowności papierów wartościowych to jedno, czym innym są prognozy gospodarcze dla tego kraju. Hiszpanię, ale też Włochy, czekają teraz trudne czasy jeśli chodzi o koniunkturę i poziom zatrudnienia. Nie wydaje się jednak, żeby gospodarka tych krajów kurczyła się w tempie 20 procent rocznie, tak jak to się działo w Grecji. Co prawda wszystkie kraje basenu Morza Śródziemnego przez lata windowały sobie płace do niebotycznych stawek, jednak stopa bezrobocia o której pan wspomniał, odwróci tę sytuację i pomoże w odzyskaniu konkurencyjności.

Wszyscy ekonomiści chwalą ostre cięcia i wyrzucanie ludzi na bruk. To jedyna recepta na kryzys w zadłużonej w strefie euro?

Tam, gdzie chodzi o sprawy finansowe, to niestety nie da się odejść od pewnych prawd ekonomicznych, a wręcz arytmetycznych. To prawda, koszt społeczny będzie ogromny, jednak nie da się znaleźć uniwersalnej recepty dla wszystkich państw. Każde z nich jest inne, niektóre są bardziej dynamiczne i skłonne do zmiany, inne mniej. Ciężko wnioskować więc, jak na widmo bezrobocia zareagują Hiszpanie. Wszystko teraz w rękach pracowników i przedsiębiorców. Spójrzmy na Amerykanów, oni w odpowiedzi na recesję są skłonni do przebranżowienia i zmiany zawodu. Sporo z nich, aby dojechać do pracy, codziennie wyjeżdża ze swojego stanu.

To możliwe w Europie?

Niestety, w niektórych krajach opór przed przemieszczaniem się z miejsca na miejsce w poszukiwaniu pracy jest ogromny. Przecież z wysokim bezrobociem w Hiszpanii lub we Włoszech rządy tych krajów zmagają się nie od dziś. Ani socjaliści, ani bardziej konserwatywni politycy nie mogą sobie z tym poradzić. W Wielkiej Brytanii też tak było, aż przyszła Margaret Thatcher i wprowadziła bolesne reformy, głównie antyzwiązkowe. Dzięki temu, bezrobocie na Wyspach jest teraz dużo niższe, niż w południowych krajach.

Widział pan gdzieś jeszcze rząd, który od początku wprowadzał cięcia budżetowe, a potem z radością opuszczał stanowiska, czasem jeszcze w połowie kadencji?

Koszt społeczny i polityczny jest ogromny, ale przecież nie ważne co się dzieje z rządem - politycy są do wymiany, tu chodzi o miliony gospodarstw domowych.

Jak do tego zmusić rządzących tych krajów?

Na ogół to bardzo duże problemu i kryzysy wyłaniają osoby do tego zdolne. Ale przecież w Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher rządziła przez 10 lat. A potem premier Tony Blair kontynuował jej przygnębiające dla społeczności reformy.

W Polsce jest taki lider?

W tej chwili go nie ma, a lepiej byłoby, gdyby pojawił zanim nadejdą dla nas trudniejsze czasy. Ale pan mnie nie pyta o Polskę, wróćmy lepiej do Hiszpanii. Tam to jest dopiero duży problem, ostatni rząd premiera Zapatero był zupełnie nieefektywny. Mamy teraz zmianę władzę, w rządzie zasiadają politycy konserwatywni, dajmy im czas. Jedno jest pewne, muszą być mocni nie tylko koncepcyjnie, ale również i politycznie.

O ile większe skutki dla strefy euro byłyby w przypadku bankructwa Hiszpanii?

Od tego zależy stabilność strefy euro. A może nawet coś więcej niż stabilność – wręcz los wspólnoty.

Europa nie może sobie pozwolić na powtórkę z Grecji?

Absolutnie nie. Nie snujmy jednak tak pesymistycznych wizji. Wewnętrzne działania Włoch i Hiszpanii sugerują, że nie dojdzie do kryzysu typu greckiego. Pamiętajmy też, że Europejski Fundusz Stabilności Finansowej został powiększony do 800 miliardów euro i udowodnił już, że ma narzędzia aby interweniować na rynku.

Czy interwencje funduszy stabilizacyjnych działają tak jak trzeba? Wydaje się bowiem, że banki europejskie, które zostały niedawno zasilone w prawie bilion euro, przeznaczyły te pieniądze głównie na zakup papierów skarbowych, a nie akcję kredytową. Co więcej, wczorajsza aukcja obligacji hiszpańskich może sugerować, że instytucje z Francji lub Niemiec coraz mniej interesują się papierami Hiszpanii.

Najwyraźniej nie kupują na tyle entuzjastycznie, żeby obniżyć rentowność do poziomu 2, 3 procent. Ale to jest raczej sygnał, żeby kontynuować to, co się zaczęło.

Tagi: kryzys w hiszpanii, hiszpania, wiadomości, wywiad
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz