Notowania

komentarz
15.04.2011 16:47

Główna para w trendzie bocznym

Piątkowe osłabienie dolara wynikające z możliwości zamknięcia rządu na skutek nie uchwalenia budżetu federalnego w USA pozwoliło eurodolarowi na ustanowienie nowego tegorocznego szczytu

Podziel się
Dodaj komentarz

*Piątkowe osłabienie dolara wynikające z możliwości zamknięcia rządu na skutek nie uchwalenia budżetu federalnego w USA pozwoliło eurodolarowi na ustanowienie nowego tegorocznego szczytu. *

Jednak jak się później okazało wzrost ten był początkiem konsolidacji eurodolara między poziomami 1,4380, a 1,4520. Stan ten trwał przez cały tydzień i mimo, że byki kilkukrotnie próbowały przebić się wyżej ta sztuka im się nie udała.

Na początek spadek

Poniedziałkowe notowania z uwagi na piątkowe wzrosty rozpoczęły się na wysokim poziomie. Kurs jednak nie utrzymał się tam zbyt długo, gdyż doniesienia zza oceanu o osiągniętym porozumieniu w postaci tygodniowego prowizorium budżetowego pozwoliło na umocnienie amerykańskiej waluty. Nie wywołał to jednak gwałtownego spadku, bowiem problem nie został rozwiązany.

Kongres kupił sobie tylko trochę czasu na ewentualne późniejsze porozumienie. Spadkom tego dnia sprzyjało także puste kalendarium makroekonomiczne. Z drugiej zaś strony chęć szybkiego rozwiązania kwestii pomocy dla Portugalii podtrzymywała nastroje inwestorów i kurs na koniec notowań w Europie obniżył się w okolice 1,4450. Spadki kontynuowane były jeszcze w sesji amerykańskiej, lecz następny dzień okazał się znacznie lepszy dla wspólnej waluty, choć jego początek na to nie wskazywał. Inwestorzy już w sesji azjatyckiej zwiększyli bowiem swoje obawy ze względu na doniesienia z Japonii, gdzie podniesiono stopień zagrożenia elektrowni Fukushima do 7 najwyższego stopnia.

Wywołało to dalsze spadki głównej pary, jednak napływające w ciągu dnia informacje rynkowe wspierały walutę Eurolandu. Pierwszymi sygnałami były udana aukcja greckich obligacji oraz niespodziewany spadek inflacji CPI w Wielkiej Brytanii. Również jastrzębi głos Jurgena Starka z EBC i zapewnienia Chin o dalszym wykupie obligacji Hiszpanii ostatecznie wyniosły eurodolara do poziomu 1,4505 po drodze ustanawiając nowy szczyt na 1,4520. Bez większego echa przeszedł natomiast gorszy odczyt niemieckiego indeksu instytutu ZEW.

Byki szturmują nowe szczyty

Ustanowienie nowego szczytu zwiększyło chęć kupujących euro do wędrówki na północ, lecz jastrzębi komentarz ze strony szefa FED z St. Louis Jamesa Bullarda, a także gorsze od oczekiwań dane na temat produkcji przemysłowej w Strefie Euro, która w lutym wyniosła 7,3 proc. r/r zamiast spodziewanych 7,8 proc. r/r skutecznie podcięła skrzydła popytowi. Sytuację tą wykorzystały niedźwiedzie, które w czasie notowań w Stanach sprowadziły kurs eurodolara w okolicę dolnego ograniczenia konsolidacji.

Pomogło im w tym wystąpienie prezydenta Baracka Obamy, który zaprezentował plan zmniejszenia deficytu budżetowego do poziomu poniżej 3 proc. PKB w ciągu najbliższych 12 lat. Kurs eurodolara odbił się jednak od dolnych rejonów kanału i dzięki utrzymującej się chęci byków do wzrostów powrócił na początku czwartkowych notowań na wyższe poziomy. Szybko jednak stamtąd spadł za sprawa wypowiedzi niemieckiego ministra finansów, który zasugerował możliwość rekonstrukcji greckiego zadłużenia.

Wywołało to strach wśród inwestorów, którzy zaczęli uciekać w stronę bezpiecznej przystani dolarowej. Dopiero gorsze odczyty z amerykańskiego rynku pracy, gdzie liczba nowych zasiłków dla bezrobotnych wzrosła o 30 tys. osłabiły amerykańską walutę i kurs znów powrócił do 1,45.

Piątek gorszy dla euro

Początek ostatniego dnia tygodnia wyglądał podobnie jak pozostałe. Inwestorzy znów próbowali przebić poziom 1,45, jednak zrezygnowali z tego po opublikowaniu informacji o obniżeniu ratingu Irlandii przez agencję Moodys. Kurs głównej pary zaczął spadać i nie zareagował na istotny według oczekiwań ekspertów odczyt inflacji w Strefie Euro. Wzrosła ona bowiem o 0,1 proc. do poziomu 2,7 procent rok do roku.

Przyspieszeniu ulęgła także inflacja bazowa, lecz inwestorzy nie zwrócili na to większej uwagi. Większy ruch wywoła natomiast odczyt inflacji konsumenckiej w USA, który wzrósł do poziomu 2,7 proc. r/r, czyli o 0,1 proc. ponad prognozę. Przyspieszyła także inflacja bazowa. To w połączeniu ze wzrostem dynamiki produkcji przemysłowej i wyższym odczytem indeksu NY Empire State umocniło dolara względem euro.

Na chwilowe zatrzymanie spadków wpłynął gorszy odczyt napływu kapitałów długoterminowych, lecz mimo to kurs dotarł do wartości 1,4390. W końcówce sesji europejskiej kurs wzrósł do wartości 1,4420 po lepszym od oczekiwań wstępnym szacunku indeksu Uniwersytetu Michigan, który wyniósł 69,6 pkt przy oczekiwaniach na poziomie 68,5.

Złoty słabnie na początku

Pierwsze dwa dni na parach złotowych upłynęły pod znakiem osłabienia rodzimej waluty. Nie był to jednak nieustanny wzrost, lecz przeplatały go elementy wspierające złotego. Głównym powodem do rozpoczęcia w poniedziałek wzrostów były wcześniejsze kilkunasto sesyjne umocnienia rodzimej waluty. Również początkowe spadki eurodolara nie sprzyjały złotemu.

Dodatkowo nieprzychylny okazał się opublikowany na początku tygodnia raport S&P, w którym agencja ostrzega, że brak reform strukturalnych w finansach publicznych może w niedalekiej przyszłości zwiększyć presję na długoterminową ocenę Polski, a obecnie proponowane działania mogą okazać się niewystarczające. To zwiększyło obawy inwestorów i kurs USD/PLN wzrósł do okolic 2,75, zaś EUR/PLN do 3,97. Poprawa nastrojów na głównej parze tylko chwilowo wstrzymała deprecjację złotego.

Doniesienia z Japonii zwiększyły awersję do ryzyka i w nocy z poniedziałku na wtorek złoty znów stracił na wartości. Część strat udało mu się odrobić po poprawie nastrojów na eurodolarze oraz po jastrzębim komentarzu Andrzeja Bratkowskiego z RPP, który stwierdził, że Rada powinna podnieść stopy o 50 punktów bazowych i pozostawić je na tym poziomie przez kolejne 3 kwartały.

Inflacja zaskakuje rynki

Po umocnieniu na początku tygodnia kolejne dni dla par złotowych odznaczały się spadkami. Główną przyczyną takiego zachowania był środowy odczyt poziomu inflacji w Polsce. Zamiast oczekiwanego wzrostu o 0,2 proc. do wartości 3,8 proc. r/r wskaźnik wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych wyniósł 4,3 proc. rok do roku.

Zaskoczyło to rynki, a ze strony członków Rady Polityki Pieniężnej posypały się komentarze. Nie były one jednak jednomyślne, co spowodowało, że po chwilowym umocnieniu się złotego nastąpiło odbicie do góry. Ne trwało ono jednak zbyt długo, bowiem wzrosty na eurodolarze oraz zwiększone oczekiwania rynków co do możliwości podniesienia stóp procentowych w maju sprowadziły notowania par złotowych do istotnych poziomów wsparcia 2,72 złotego za dolara i 3,95 złotego za euro.

W tamtych okolicach kursy pozostawały do piątkowego popołudnia. Dużego wpływu na nie nie wywarła gołębia wypowiedź prezesa NBP, który starał się przyciszyć jastrzębią część członków RPP. Inwestorzy słowa Marak Belki przyjęli bez większej reakcji. Rynki bowiem oczekują, że Rada podniesie stopy w maju, choć nie tak wysoko jakby chciał Andrzej Bratkowski, lecz o 25 punktów bazowych.

Piątkowe popołudnie nieco gorsze dla złotego

Ostatnie popołudnie w tym tygodniu upłynęło pod znakiem osłabienia polskiej waluty. Duże spadki na eurodolarze wywołane obniżką ratingu Irlandii i danym z amerykańskiej gospodarki odciągnęły inwestorów także od złotego. W mniejszym stopniu widoczne to było na parze EUR/PLN która dotarła do poziomu 3,9450. Więcej złoty stracił wobec amerykańskiej waluty docierając pod koniec dnia do wartości 2,7360.

Tagi: komentarz, dziś w money, komentarze walutowe, wiadomości, gospodarka
Źródło:
FMCM
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz