Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
Oszczędzaj i inwestuj
27.12.2005 13:29

Problemy historyczne związane z awersją do oszczędzania

Społeczeństwo wielokrotnie oszukiwane staje się albo nieufne, albo apatyczne. Na ogół nieufne staje się wtedy, gdy mu się sięga do kieszeni, a bierne wówczas gdy przedmiot oszustwa jest bardziej abstrakcyjny i nie dotyczący bezpośrednio własnej kieszeni.

Podziel się
Dodaj komentarz
(magharebia/CC/Flickr)

Wówczas część po prostu nie rozumie wagi problemu, a część godzi się z tym, że nie ma na oszustwo żadnego wpływu.

Dlaczego kolejny odcinek rozpoczynam od socjologicznych prawd na temat społeczeństwa? Bo w nim będziemy rozmawiać o naszym tzw. „bagażu historycznym” związanym z nieumiejętnością funkcjonowania w realiach rynkowych. Powinienem właściwie zacząć od słów: „Była wojna, było ciężko, siedem lat wojny, siedem okupacji...”. To oczywiście nieśmiertelny „Miś”. Tak, teza o tym, że nasza nieszczęśliwa historia narodowa wywarła na nasze poglądy, sposoby postępowania i styl życia poważne piętno – jest prawdziwa.
Tyle, że często nie zdajemy sobie z tego faktu sprawy. My skupimy się na kwestii budżetu domowego, konsumpcji i oszczędzaniu.

Historia nauczyła nas nieufności do pieniądza i państwa. Historia nauczyła nas nieufności do lokat bankowych. Historia nauczyła nas kupować za wszelką cenę. Historia nauczyła nas pożyczać i zadłużać się licząc na inflację i umorzenie długów. Historia nauczyła nas wreszcie braku odpowiedzialności za własny los. Te wszystkie grzechy pierworodne odziedziczyliśmy rodząc się na nowo w rynkowej rzeczywistości.

Zacznijmy zatem od początku. W czasie ostatnich 50 lat oszczędzanie mijało się z celem. Aby pozbawić nas oszczędności wymieniano nam pieniądze, drukowano puste pieniądze utrzymując inflację na wysokim poziomie, specjalnie o tym nie informując społeczeństwa. Sam pieniądz był zresztą nic nie warty, bo bardziej liczył się towar i możliwość jego wymiany. Funkcję waluty wymienialnej pełnił dolar USD albo marka DM. Z uwagi na brak wszelkich instrumentów finansowych były one jedyną poważną alternatywą dla oszczędzających w stosunku do nieruchomości. Ale nieruchomości były drogie w stosunku do możliwości oszczędzających, poza tym były ograniczenia w liczbie ich posiadania. Zresztą same posiadanie walut obcych i ich wymiana były nie do końca legalne.

Gotówka była najczęściej wymieniana na towary i to w nich trzymano oszczędności. Tyle, że te oszczędności nie zawsze przynosiły procent, co najwyżej chroniły przed utratą realnej wartości oszczędności. Każde znaczniejsze dochody były natychmiast tępione przez władzę domiarami i ekstra podatkami. Nie opłacało się więc oficjalnie generować dochodów.

Państwo dbało tak samo o to abyśmy nie mieli wyższych dochodów, jak o to, abyśmy zawsze mieli minimalne dochody. Pełne zatrudnienie, w którym wydajność i solidność w pracy nie przekładała się w żadnym stopniu na wysokość wynagrodzenia. To spowodowało w nas beztroskę i brak odpowiedzialności za samych siebie. Swój los z pełną spolegliwością złożyliśmy na barki państwa. I taka mentalność pozostała nam do dziś. Stąd beztroska w wydawaniu na bieżąco wszystkich dochodów, brak motywów bezpieczeństwa w oszczędzaniu u większości naszych obywateli.

Wielokrotnie ci, którzy zaciągali w poprzednim systemie kredyty, czy to konsumpcyjne czy to na działalność, wychodzili na tym doskonale. Spłacali tylko część pożyczonego kapitału, odsetki były symboliczne a wysoka inflacja dodatkowo czyniła tą operację opłacalną. Stąd brak strachu przed nadmiernym zadłużaniem, częste żądania zadłużonych dotyczące redukcji długów, czy wreszcie dramaty licytowanych zadłużonych rolników i bankructwa przedsiębiorstw na początku lat 90-tych. Obecnie z racji rekordowo niskich, jak na polskie warunki stóp procentowych, znów zadłużamy się ponad stan. Nikt nie dopuszcza myśli co będzie, jeśli w razie wzrostu inflacji lub wzrostu napięcia na rynku pieniężnym, raptem wzrosną stopy procentowe a wraz z nimi oprocentowanie tak chętnie zaciąganych kredytów.

Nauczeni doświadczeniem własnym oraz poprzednich pokoleń nie umiemy oszczędzać. Mamy wręcz do oszczędzania awersję, nigdy w historii nie było na tyle stabilnego i długiego okresu wolnorynkowej gospodarki, abyśmy poczuli korzyści z oszczędności. Niską inflację mamy po raz pierwszy w historii od roku, stabilną gospodarkę od lat kilku, szerokie możliwości lokowania oszczędności od ok. 8 lat. Nikt z nas do tej pory nie myślał o oszczędzaniu w perspektywie 10 lat, bo tak długi okres był w polskich warunkach po prostu ze wszech miar nieprzewidywalny. Wreszcie nigdy do tej pory nie musieliśmy tak bardzo brać za siebie odpowiedzialności. Nawet teraz zabezpieczenia socjalne mamy bardzo rozbudowane, jak na tak biedny kraj. Problem inflacji i długiego okresu będzie jednak do nas przemawiać coraz głośniej. To nieunikniona konieczność wolnego rynku, a ci którzy zrozumieją to szybciej – zyskają więcej. Ale o tym w następnym odcinku.

Autor: dr Rafał Wójcikowski

Tagi: Oszczędzaj i inwestuj, pieniądze
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz