Życie kocha zasady. W wymiarze czysto biologicznym chodzi dosłownie o cztery konkretne związki budujące ludzkie DNA, czyli adeninę, cytozynę, guaninę oraz tyminę. I choć genów nie widzimy gołym okiem na co dzień, to właśnie one bezwzględnie decydują o naszej biologicznej odporności, zdrowiu, ewolucji i możliwości długotrwałego rozwoju.
Zasady sprawdzają się zresztą wybornie również w zupełnie innym wymiarze. W świecie wielkich finansów, globalnych rynków i potężnych korporacji, tym niewidzialnym kodem genetycznym, który bezpośrednio decyduje o rynkowym przetrwaniu, jest w dzisiejszych czasach koncepcja ESG. Skrót ten, obejmujący środowisko naturalne, społeczną odpowiedzialność oraz ład korporacyjny, działa na łudząco podobnej zasadzie do biologicznej genetyki. Wymienione obszary tworzą bezwzględne, elementarne filary, na których opiera się obecnie funkcjonowanie całego nowoczesnego świata. Inwestowanie w ESG nie jest kosztem, a inwestycją, która opłaca się biznesowi i społeczeństwu.
Niewidzialny fundament rynkowego przetrwania
Przez całe dekady zrównoważony rozwój traktowany był w zaciszach gabinetów prezesów jako przykry, wizerunkowy koszt, który trzeba było ponieść, aby ułagodzić opinię publiczną. Może dlatego, że nikt nie chciał tak naprawdę brać na siebie odpowiedzialności – za przyszłość, za środowisko, za społeczeństwo.
Dzisiaj optyka uległa drastycznej zmianie. Finansowe elity przekonały się, że zrównoważony rozwój to większa odporność biznesu, łatwiejszy dostępo do finansowania, lepsze społeczne relacje – z klientami i partnerami. Zrównoważony rozwój to nie rozwój jednych kosztem drugich, a rozwój wspólny, "sprawiedliwy", czy nawet "opiekuńczy".
Ekologia traktowana jako biznesowa tarcza ochronna
Zrównoważony rozwój opłaca się też długofalowo, nie na darmo określa się go jako działanie na rzecz społeczeństwa i planety. Nadrzędnym celem współczesnego biznesu stało się prowadzenie działalności w taki sposób, aby nie uszczuplać zasobów naturalnych dla przyszłych pokoleń ponad miarę.
Dlatego pierwszym z trzech filarów rynkowego DNA jest dbałość o środowisko. Bliska nie tylko przedsiębiorcom – bo to z nimi kojarzymy dymiące kominy fabryk, cysterny surowców i wywrotki odpadów. Ta dbałość zaczyna się znacznie "wyżej", tam, gdzie rodzi się finansowy plan rzeczywistości. Dotyczy także sektora bankowego. W obliczu wyzwań, jakie stawia przed nami globalny kryzys klimatyczny, rynkowe zaangażowanie jest wręcz niezbędne, aby wykreować świat bardziej sprawiedliwy i zamożny dla ogółu populacji.
Przedsiębiorstwa finansowe, dostrzegając to zjawisko, podejmują decyzje chociażbvy o systematycznym wycofywaniu się z finansowania węgla. Do końca obecnej dekady mamy szansę żyć w świecie zielonej energii. W świecie, który następnym pokoleniom problem smogu i braku efektywności energetycznej zostawi tylko na archiwalnych nagraniach. Zadanie jest karkołomne, szczególnie w obszarach takich jak ciepłownictwo, ale to właśnie determinacja wynikająca z założeń ESG jest paliwem, by wysiłki zwiększać. Stworzenia świata, który nie zatruwa planety, nie wykorzystuje zasobów, które w końcu i tak się skończą, korzysta z tego, co natura daje niemal "za darmo" jest możliwe.
Nie tylko fabryki muszą grać według nowych zasad. Zmiany dotyczą również samych instytucji finansowych, które stawiają sobie za ambitny cel osiągnięcie całkowicie zerowej emisji.
Społeczny wymiar zarządzania kapitałem
Drugim ogniwem w ewolucyjnym łańcuchu korporacyjnym są kwestie społeczne. Zaufanie i relacje międzyludzkie to waluty, których nie da się dodrukować. Właśnie na tej płaszczyźnie "przeciętny Kowalski" ma szansę przekonać się na własnej skórze, że życie w świecie, w którym obowiązują zasady ESG, daje wolność i przewidywalność.
Najbliższym każdemu przykładem są już banki. Zresztą te już od ponad 200-300 lat traktują jako swoją społeczną odpowiedzialność zapewnianie wszystkim obywatelom dostępu do swoich zasobów. Rynek potrafi dziś docenić wartość ludzkich więzi. Dowodem na to są ogromne projekty wsparcia – prowadzone m.in. przez banki. Kierowane do różnorodnych środowisk, wspierające różnorodne cele. Dzięki temu więcej ludzi ma szansę żyć tak jak chce. Dostęp do zasobów finansowych jest rozszerzany, a nie zawężany.
Świat musi być różnorodny. Różnorodność jest dziś postrzegana jako jedna z największych sił napędowych biznesu. Wiara w unikalność każdego człowieka pozwala na wspólne tworzenie dobrobytu i równych szans. I to zarówno dla klientów czy partnerów, jak i własnych pracowników. Oraz całego społeczeństwa, z którym przecież biznesowe więzi są niezwykle silne.
Warto spojrzeć na ten społeczny aspekt przez pryzmat codziennego bezpieczeństwa. Kiedy instytucje finansowe decydują się na potężne programy edukacyjne, nie robią tego wyłącznie z dbałości o wizerunek. Świadomy, wyedukowany obywatel to klient bezpieczny i wypłacalny. W czasach gospodarczych zawirowań czy mnożących się cyfrowych oszustw wiedza ekonomiczna staje się najmocniejszą tarczą.
Organizacje, które inwestują w rozwój kompetencji finansowych całych społeczności, w rzeczywistości budują dla siebie stabilne otoczenie. Edukacja zapobiega bolesnemu wykluczeniu, a włączenie obywateli w zdrowy krwiobieg nowoczesnej gospodarki nakręca koniunkturę dla wszystkich uczestników rynku. To klasyczny system naczyń połączonych, w którym stabilność życiowa jednostki bezbłędnie przekłada się na odporność całego sektora. Traktowanie klientów po partnersku i budowanie z nimi relacji opartych na zaufaniu tworzy kapitał lojalności, którego nie da się zadekretować żadną uchwałą zarządu.
Historia światowych rynków zna aż nadto spektakularnych przypadków, w których brak przejrzystości, kolesiostwo czy ukrywanie niewygodnych faktów doprowadzały do bolesnych upadków finansowych gigantów. Dzisiaj globalna gospodarka po prostu nie może pozwolić sobie na tolerowanie takiego ryzyka. Etyka biznesowa stała się tożsama z bezpieczeństwem obrotu kapitałem. Rygorystyczne przestrzeganie kodeksów dobrych praktyk, zwalczanie nepotyzmu i dbanie o zróżnicowanie w organach decyzyjnych to naturalne mechanizmy obronne przed szkodliwą monokulturą myślenia.
Tam, gdzie kluczowe decyzje podejmuje wąska, hermetyczna i odcięta od rzeczywistości grupa, znacznie łatwiej o fatalny w skutkach błąd. Z kolei twarde wdrożenie transparentnych procedur stanowi dla rynku i inwestorów najbardziej pożądany sygnał. Mówi on wprost, że powierzone takiej instytucji pieniądze nie wyparują z dnia na dzień w atmosferze skandalu, lecz będą pomnażane w oparciu o jasne i przewidywalne reguły gry.
Przejrzystość zasad
Ostatni element biznesowego DNA to zarządzanie organizacją, czyli kultura i ład korporacyjny. Wszyscy przecież lubimy, kiedy lekarz, dziennikarz, polityk kierują się etyką, dobrem ogółu, chęcią pomocy.
Świat korporacji tę naturalną potrzebę uczciwości przełożył na wytyczne, które mają gwarantować, że we wszystkich bez wyjątku działaniach przedsiębiorstwa przestrzegane będą fundamentalne zasady uczciwości, szeroko pojętego szacunku oraz ułatwiania rozwoju. Co to oznacza w praktyce? Zero tolerancji dla korupcji czy koneksji, maksymalna otwartość na potrzeby zwykłych ludzi.
ESG już od dawna nie jest tylko zakurzonym skoroszytem na biurku pana prezesa. Zasady, które wynikają z tych trzech liter gwarantują, że świat, w którym żyjemy jest odpowiedzialny, uczciwy i otwarty.
Genetyka nie kłamie. Zarówno w żywym organizmie, jak i na giełdowym parkiecie, ten, kto posiada najlepiej dostosowane i najzdrowsze DNA, zyskuje największą szansę na przetrwanie i zbudowanie trwałego dobrobytu.