Zrób jak babcia – wykorzystaj wszystko. Nawet olej po frytkach może dostać drugie życie
Nasze babcie były zero waste zanim to było modne. W czasach PRL-u nikt nie mówił o recyklingu. Mówiło się raczej: "wszystko się przyda". Obierki z ziemniaków lądowały na kompoście albo w karmniku dla kur, stare firanki zamieniały się w woreczki na zioła, a słoiki po dżemie pełniły drugie (i trzecie) życie – jako szklanki, wazoniki czy pojemniki na gwoździe. Ze zużytych ubrań szyło się szmatki do sprzątania, stare mydła łączyło w jedną kostkę, a popiół z pieca służył jako środek czyszczący. Zero waste w praktyce – z konieczności, nie z mody. Dziś, w epoce nadprodukcji i przeładowanych koszy na śmieci, do tej logiki zaczynamy wracać. Tyle że z pomocą nowych rozwiązań, technologii i... aplikacji.
Źródło zdjęć: © materiały partnera