Notowania

powódź 2010
24.05.2010 06:18

Czy będą regiony, które koszmar powodzi przemienią w sukces?

Wartość inwestycji we Wrocławiu po powodzi tysiąclecia znacznie przekroczyła straty. Gdyby nie żywioł wielu by nie przeprowadzono.

Podziel się
Dodaj komentarz
(PAP/Grzegorz Hawałej)

Wstępne szacunki mówią, że obecna powódź wyrządziła straty wartości nawet 11 mld zł. Gdy wielka woda opadnie, przyjdzie czas na odbudowę. Doświadczenia Wrocławia pokazują, że inwestycje popowodziowe mogą uczynić miasto lepszym, niż było przed powodzią. Przeprowadzono inwestycje, których - gdyby nie kataklizm - nie udało by się nawet rozpocząć. Jednak to tylko jedna strona medalu. Mniejsze samorządy, szczególnie gminy wiejskie, często nie dają sobie rady w walce o pieniądze i *- co pokazują okolice Kłodzka - * *nawet przez 13 lat nie były w stanie odrobić strat. Mają problemy z wygospodarowaniem nawet wkładu własnego do unijnych pieniędzy, dlatego o nie się nie starają. *

Straty powodzią tysiąclecia oszacowano na 14 mld zł (według obecnych cen to około 20 mld zł). W samym Wrocławiu sięgnęły wtedy około 700 mln złotych, czyli prawie tyle, ile wynosił ówczesny budżet miasta.

W stolicy Dolnego Śląska, Odra zalała jedna trzecią miasta, podtopiła blisko 2600 budynków mieszkalnych, uszkodziła wały, ujęcia wody pitnej, drogi, mosty i torowiska.

Dla porównania straty Gdańska, dotkniętego powodzią w 2001 roku, wyniosły 200 mln zł a dotyczyły tylko jednej dzielnicy - Oruni.

POWÓDŹ TYSIĄCLECIA WE WROCŁAWIU, FRAGMENT RELACJI (TVP):

Już w pierwszym roku na popowodziową odbudowę i inwestycje Wrocław pozyskał blisko 500 mln złotych. W kolejnych latach napływały następne transze.

_ - S _ kupiając się na infrastrukturze, nie licząc _ kosztów społecznych powodzi - ofiary śmiertelne, _ całą traumę, _ to co stracili mieszkańcy - to miasto zdecydowanie wygrało - _ mówi Money.pl Zbigniew Komar z Biura Rozwoju Wrocławia, zajmujący się inwestycjami w infrastrukturę po 1997 roku.

[

Noga: Powódź powinna dać impuls do wzrostu gospodarczego ]( http://www.money.pl/archiwum/mikrofon/artykul/noga;powodz;powinna;dac;impuls;do;wzrostu;gospodarczego,133,0,623493.html )

Biorąc pod uwagę to, co wydano na inwestycje w latach poprzedzających powódź , to jak twierdzi Komar, do 2001 roku (do tego czasu trwała popowodziowa odbudowa), na pewno nie udało by się zrobić tego, co zrobiono.

_ - Zaniedbania, jeżeli chodzi o infrastrukturę, przez cały okres powojenny były tak wielkie, że część tych wszystkich remontów i tak trzeba byłoby przeprowadzić, nawet bez powodzi. Co najwyżej 50-60 procent wszystkich tych pieniędzy poszło na przywrócenie tego, co zniszczyła powódź. Pozostałe inwestycje możemy uznać za zysk netto dla miasta _ - mówi Zbigniew Komar.

Pieniądze na odbudowę Wrocławia szły z czterech źródeł. Z rezerw budżetowych państwa, z Banku Światowego i Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, Unii Europejskiej oraz najmniej z budżetu gminy.
Na same remonty dróg, ulic i mostów, na przykład Grabiszyńską, Piłsudskiego i Traugutta, tuż po powodzi miasto wydało 132 mln zł. 66,2 mln zł dał EBOiR, 42,9 mln zł pochodziły z Banku Światowego. W ramach programu PHARE Wrocław dostał 5,7 mln zł. W sumie blisko 115 mln zł dotacji, na które bez powodzi miasto nie mogłoby liczyć.

Zdobywano pieniądze nawet na remonty i inwestycje w miejscach, których powódź nie zalała. Na przykład miasto zdobyło pieniądze na przebudowę ulic Glinianej i Hubskiej oraz budowę sieci torowisk tramwajowych. _ - Udowodniliśmy, że nawierzchnie i torowiska zostały zniszczone przez wody gruntowe, które podniosły się w trakcie powodzi _- opowiada urzędnik.

W zdecydowanej większości za dotacje i bezzwrotne pożyczki wyremontowano system ujęć i uzdatniania wody dla miasta. Odbudowano kilometry wałów przeciwpowodziowych w mieście (m.in. na Wielkiej Wyspie) i przebudowano dwa jazy na Odrze. Gdyby nie powódź, tych pieniędzy nigdy nie udałoby się wygospodarować z budżetu gminy.

_ - Mieliśmy duże wsparcie ze strony rządu. To on załatwił nam bezzwrotne pożyczki z międzynarodowych banków. Naszą zasługą jest pozyskanie pieniędzy z Unii. Polska nie była wtedy członkiem Wspólnoty. Były to pierwsze w kraju środki pozyskane z unijnych funduszy - wspomina _ Komar.

To właśnie po powodzi, praktyka nabyta w pisaniu wniosków i pozyskiwaniu pieniędzy z Brukseli wpłynęła na to, że Wrocław wybił się czoło w staraniach o unijne fundusze.

_ - Te wszystkie wydatki może nie spowodowały, że Wrocław zaczął się wyróżniać jeżeli chodzi o infrastrukturę pośród innych wielkich miast, ale przynajmniej przestaliśmy się wstydzić. Wcześniej strona techniczna była w opłakanym stanie - _ mówi Zbigniew Komar.

To jednak wystarczyło do tego, że aby zacząć pozyskiwać atrakcyjnych inwestorów. Tuż po powodzi miastu udało się ściągnąć Volvo, Alfę Laval, Danfosa, oraz firmy farmaceutyczne.

Nie wszystko z planowanych inwestycji zrealizowano. Do tej pory nie wybudowano instalacji wchodzących w skład Wrocławskiego Węzła Wodnego, nie wybudowano też wałów lepiej chroniących teren zalewowy, na którym znajduje się Kozanów. Niestety efektem było zalanie części osiedla w miniony weekend, kiedy przez stolicę Dolnego Śląska przechodziła fala kulminacyjna.

*Wsie w okolicach Kłodzka: brakuje siły przebicia, a co za tym idzie pieniędzy *

Okolice Kłodzka od powodzi stulecia były nękane powodziami kilkakrotnie. Straty na terenie gminy wiejskiej sięgnęły 44 mln zł.

RELACJA Z KOTLINY KŁODZKIEJ W TRAKCIE UBIEGŁOROCZNEJ POWODZI (TVP):

- _ Przy usuwaniu bezpośrednich skutków powodzi w ogromnej większości korzystaliśmy ze środków rządowych. Jednak szukamy różnych możliwości _- zapewnia Money.pl Ryszard Gąsiorek, zastępca wójta wiejskiej gminy Kłodzko.

Gminie jak na razie udało się wywalczyć kwotę zaledwie w jednej czwartej pokrywającą straty._ - Z rezerwy celowej dostaliśmy 8 mln w zeszłym roku i 1,5 mln na początku tego roku. Te pieniądze nie wystarczą na pokrycie strat, a jesteśmy jedną z 20 najbiedniejszych gmin na Dolnym Śląsku - _dodaje.

Budżet gminy na 2010 rok to około 61 mln zł, z czego aż blisko połowa zostanie przeznaczona na wydatki inwestycyjne - także związane z usuwaniem skutków zeszłorocznej i poprzednich powodzi.

Trzeba zaznaczyć, że jakieś 70 procent tej kwoty to środki pozyskane z funduszy europejskich. Po powodzi tysiąclecia gmina nawet nie zabiegała o unijne pieniądze.

_ - Korzystamy z różnych programów pomocowych, ale większość z nich wymaga wkładu własnego na poziomie 20 lub 50 procent, a na to nas nie stać _- tłumaczy Ryszard Gąsiorek.

Dodatkową barierą w wykorzystaniu środków pomocowych są krótkie terminy, w których trzeba się zmieścić. W pierwszej kolejności są to ograniczenia, do jakiego momentu po powodzi można zgłaszać się o dofinansowanie. Urząd gminy wiejskiej w Kłodzku musiałby zatrudniać dodatkowych urzędników, którzy pisaliby te wnioski.

_ - Kolejny problem to ograniczenia związane z terminem wykorzystania środków - mówi Gąsiorek . _8 mln zł przekazane gminie przed rokiem z rezerwy celowej musiało być wykorzystane do końca listopada 2009 roku. Miejscowe władze miały na to niecałe pięć miesięcy. - _ W tym czasie udało się przeprowadzić 27 inwestycji. Gdybyśmy nie zdążyli, musielibyśmy te pieniądze oddać _.

Część tych pieniędzy wykorzystano na remonty dróg, bo te w ogóle wymagały remontu od lat, a jeszcze dodatkowo w zeszłym roku zostały zniszczone przez powódź. Dla porównania, roczny budżet gminy Kłodzko na remonty nawierzchni to niewiele ponad 400 tys. zł.

Po pierwsze budżet państwa, pod drugie Unia i międzynarodowe instytucje finansowe

Podstawowym źródłem pozyskiwania funduszy jest budżet państwa, czyli rezerwa celowa na przeciwdziałanie i usuwanie skutków klęsk żywiołowych. Tylko w tym rok w budżecie przeznaczono na to 700 mln złotych.

Polska może też skorzystać z unijnych programów operacyjnych, których priorytetami jest ochrona środowiska i zapobieganie zagrożeniom (w jego ramach możliwe jest realizowanie inwestycji związanych z usuwaniem skutków powodzi). Do 2013 roku możemy starać się o dofinansowanie w wysokości ponad 3,4 mld zł.

Rząd przymierza się do wystąpienia o środki do unijnego Funduszu Solidarności, który działa od sześciu lat, a Polska jeszcze z niego nie korzystała. Całkowity roczny budżet Funduszu wynosi miliard euro. Pieniądze na nim gromadzone mogą być przeznaczane na usuwanie skutków klęsk żywiołowych, które powodują szkody o wartości co najmniej 3 mld euro lub ponad 0,6 proc. PKB danego kraju.

Jeżeli Polska wykaże, że poniosła szkody tej wysokości, wówczas Komisja może udzielić wsparcia maksymalnie do 414 mln zł.

źródło: MSWiA, MRR

_ - Praktycznie co roku samorządy wykorzystują sto procent środków z rezerwy przewidzianych na usuwanie skutków powodzi - _ mówi Money.pl Paweł Kwaśnik, naczelnik biura ds. usuwania skutków powodzi w MSWiA. _ - To nie jest tak, że całość jest wypłacana od razu po powodzi. Te środki są wypłacane sukcesywnie, co roku ponieważ też inwestycje związane z odbudową trwają dłużej _.

Na stronach ministerstwa można znaleźć wszelkie in formacje, o co można się starać i w jaki sposób.

Jeżeli chodzi o naprawę infrastruktury, czyli budynków, dróg, mostów, to samorządy mogą też skorzystać z kredytów udzielanych na mocy ustawy o dopłatach do oprocentowania kredytów udzielanych na usuwanie skutków klęsk żywiołowych. Takie kredyty udziela Bank Gospodarstwa Krajowego i inne banki, które zawarły z nim umowy.

Pozyskaniu tych środków służą uproszczone procedury, więc trudno tu mówić o większej lub mniejszej skuteczności. Wszystko jednak weryfikowane jest przez komisje gminne i wojewodów. Dopiero po weryfikacji, że były szkody na taką i taką kwotę, te środki są przekazywane.

Doświadczenia z powodzi sprzed trzynastu lat pokazują, że ubogie gminy przez parę dekad będą odrabiać straty, bo nawet nie będzie je stać na wkład własny do inwestycji, które potencjalnie mogłyby być sfinansowane z zagranicznych źródeł.

| Komentarz Money.pl |
| --- |

|

*Andrzej Zwoliński, dziennikarz Money.pl * )Pamiętam doskonale atmosferę rezygnacji i beznadziei, jaka tuż po powodzi tysiąclecia panowała we Wrocławiu. Zniszczenia były wręcz przygniatające. Wydawało się, że ich likwidacja potrwa bardzo długie lata. Już 2000 roku trzeba było dużo dobrej woli, by znaleźć w mieście miejsca naznaczone żywiołem. A to był tak naprawdę dopiero początek inwestycyjnego boomu. Można powiedzieć, że powódź dla Wrocławia stała się prawdziwym kopem do walki o pieniądze, inwestorów, ale też wizerunek miasta prężnego i przyjaznego. Oczywiście nie brakuje wpadek, wciąż fatalny stan nawierzchni, brak obwodnic, przeciąganie w czasie inwestycji przeciwpowodziowych. Można jednak śmiało powiedzieć, że Wrocław wygrał powódź. Niestety nie widać tego na przykład w okolicach Kłodzka, a nawet w samym Kłodzku. Ten region w trakcie ostatniej powodzi stracił czterokrotnie więcej niż dostał na odbudowę i naprawę szkód.
Regionowi wielokrotnie zalewanemu przez wielka wodę najwyraźniej brakuje siły przebicia w walce o pieniądze. O tych dwóch przykładach powinni pamiętać politycy. Nie wystarczy doraźna pomoc na łatanie największych szkód. Wszystkim mniejszym samorządom przydałoby się merytoryczne i logistyczne wsparcie w ubieganiu się o chociażby unijne środki oraz wsparcie przy organizowaniu wkładu własnego. Może coś na kształt wrocławskich _ brygad tygrysa, _które zabiegają o inwestorów, a w zatopionym gminom pomogłyby walczyć o pieniądze. Nawet jeśli popowodziowych straty nie da się przemienić w sukces, to chociaż trzeba pomóc najbiedniejszym samorządom w powrocie do normalności. |
| --- |

Raporty powodziowe Money.pl
*Pieniądze na ochronę przeciwpowodziową czekają, ale nie potrafimy z nich skorzystać * Na realizację zaplanowanych programów przeciwpowodziowych - Odra 2006, Wisła 2020 oraz pierwszego etapu Żuław 2030 - potrzeba prawie dwadzieścia miliardów złotych. Ich realizacja ślimaczy się lub nawet jeszcze nie została rozpoczęta. Powodem nie jest jednak brak pieniędzy, ale nieudolność w pozyskiwaniu unijnych dotacji.
*Powodzianie zalewają wnioskami ubezpieczycieli * To nieprawda, że Polacy nie chcą się ubezpieczać. Liczba polis dotyczących klęsk żywiołowych od 2003 roku wzrosła dwukrotnie. Wypłacono też 2,5 raza więcej odszkodowań. Dla mieszkających na terenach zagrożonych powodzią barierą są często wysokości składek jakich domagają się ubezpieczyciele. Nierzadko towarzystwa nie chcą zawierać tego typu umów.
*Na likwidację szkód wydaliśmy sześć razy więcej niż na zapobieganie powodziom * W trakcie minionych 13 lat powodzie kosztowały nas co najmniej 28 mld złotych. Natomiast na realizację wszystkich inwestycji, które mają zapobiegać wylewaniom rzek, wydaliśmy niewiele ponad 4,5 mld zł.
*Nie ma pieniędzy na zbiorniki, a PO chce sprawniej wywłaszczać * Budowa dwóch największych zbiorników retencyjnych w kraju zmusi prawie 300 rodzin do opuszczenia domów. Państwo musi też wykupić grunty o wartości ponad 300 milionów złotych. Pomimo, że marszałek Bronisław Komorowski deklaruje pomoc w wykupie gruntów pod inwestycje, nie przyspieszy to znacząco inwestycji. Przejmowanie terenów idzie bowiem sprawnie. Bardziej przeszkadza brak pieniędzy na ich budowę.
*Wiele inwestycji przeciwpowodziowych tylko na papierze * Powódź tysiąclecia kosztowała nas 14 mld złotych. Na zabezpieczenia wzdłuż Odry powinniśmy wydać co najmniej 9 mld złotych. Jednak do tej pory wykonano inwestycje warte niewiele ponad jedną trzecią tej kwoty. Budowa zabezpieczeń wzdłuż Wisły i na Żuławach wciąż pozostaje tylko na papierze.
Tagi: powódź 2010, powódź, giełda, wiadomości, wiadmomości, gospodarka, porady, raport, najważniejsze
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz