Do wypadku doszło ponad siedem lat temu. Przyczyną poparzenia była awaria urządzenia do naświetlań. Po zaniku zasilania aparat podał dawkę promieniowania wielokrotnie wyższą od zalecanej.
Według prokuratury lekarka odpowiedzialna za zabiegi powinna je przerwać. Wiadomo było bowiem, że urządzenie nie działa prawidłowo. Poza tym pacjentki skarżyły się na dolegliwości po napromienianiu.
Powołani w tej sprawie biegli stwierdzili, że taki wypadek wydarzył się tylko raz - właśnie w Białymstoku. Dlatego, ich zdaniem, lekarka nie mogła tego przewidzieć.
Prokurator domaga się zasądzenia wobec lekarki czterech tysięcy złotych grzywny. Kobieta nie przyznaje się do winy. Jej obrona wnioskuje o uniewinnienie.
Wyrok w tej sprawie ma zapaść o godzinie 14:30.