Notowania

wiadomości
25.08.2011 23:15

Giełdy w USA w dół na dzień przed wystąpieniem szefa Fed

Po trzech dniach wzrostów w czwartek giełdy w USA mocno spadały. Inwestorzy czekają na piątkowe wystąpienie szefa Fed Bena Bernanke na dorocznej konferencji w Jackson Hole, ale zmartwiły ich słabe dane z rynku pracy.

Podziel się
Dodaj komentarz

Po trzech dniach wzrostów w czwartek giełdy w USA mocno spadały. Inwestorzy czekają na piątkowe wystąpienie szefa Fed Bena Bernanke na dorocznej konferencji w Jackson Hole, ale zmartwiły ich słabe dane z rynku pracy.

Na zamknięciu Dow Jones Industrial spadł o 1,51 proc. do 11.149,90 pkt.

Nasdaq Comp. zniżkował o 1,95 proc. i wyniósł 2.419,63 pkt.

Indeks S&P 500 spadł o 1,56 proc. i wyniósł na koniec dnia 1.159,27 pkt.

Na piątek na godzinę 16.00 polskiego czasu zapowiedziana jest konferencja szefa Rezerwy Federalnej Bena Bernanke. Inwestorzy spekulują, że może on poinformować o kolejnej rundzie skupu amerykańskich aktywów.

Analitycy są jednak sceptyczni i uważają, że jest mało prawdopodobne, żeby zapowiedział trzecią rundę skupu obligacji "QE3". Ich zdaniem, Bernanke raczej powtórzy dotychczasowe zapewnienia, że stopy zostaną na niskim poziomie do połowy 2013 roku, zapowiadając co najwyżej inne "miękkie" działania. Może też omówić katalog instrumentów, jakimi dysponuje Fed, żeby w przyszłości wesprzeć słabnący wzrost gospodarczy.

Po ostrych spadkach od początku sierpnia analitycy są podzieleni w swoich opiniach dotyczących dalszego rozwoju sytuacji na amerykańskiej giełdzie. Część z nich uważa, że indeksy będą jeszcze dalej spadać, część liczy, że przed końcem roku nastąpi wyraźniejsze odbicie.

Doug Cligott, strateg rynku akcji z Credit Suisse, obniżył swoje oczekiwania co do indeksu S&P 500. Obecnie spodziewa się on, że na koniec roku indeks ten znajdzie się na poziomie 1.100 punktów, choć wcześniej zakładał, że będzie to 1.275 punktów. Wszystko z powodu słabego wzrostu gospodarczego, słabnących w sierpniu wskaźników wyprzedzających koniunktury oraz dalszego zaostrzania polityki fiskalnej w Europie i USA.

"Wszystkie te elementy wskazują, że przed nami jest dużo słabszy wzrost gospodarki, a to z kolei oznacza niższe zyski spółek i słabszy rynek akcji" - powiedział Cligott.

Nie zgadza się z nim David Sowerby, szef analityków rynkowych z Loomis Sayles. Jego zdaniem, S&P 500 może w najbliższych miesiącach wzrosnąć o 12-14 proc. z obecnych poziomów, a to oznacza, że na koniec roku znalazłby się w przedziale od 1.300 do 1.325 punktów.

"Polityka fiskalna jest bardzo frustrująca, jednak trzeba brać pod uwagę, że przed nami są jeszcze trzy lata agresywnego łagodzenia polityki monetarnej i prawdopodobnie niskich stóp procentowych" - powiedział Sowerby dodając, że rynek akcji już uwzględnia wzrost PKB w USA na poziomie zaledwie 1-2 proc. oraz spadek zysków firm.

Czwartkowa sesja na Wall Street przyniosła dosyć mocne wzrosty, a do pogorszenia nastrojów mogły przyczynić się słabe dane z amerykańskiego rynku pracy.

Liczba osób ubiegających się po raz pierwszy o zasiłek dla bezrobotnych w ubiegłym tygodniu wzrosła w USA o 5 tys. wobec poprzedniego tygodnia i wyniosła 417 tys. - poinformował Departament Pracy USA. Ekonomiści z Wall Street spodziewali się, że liczba nowych bezrobotnych wyniesie 405 tys. wobec 412 tys. tydzień wcześniej po korekcie.

Liczba bezrobotnych kontynuujących pobieranie zasiłku spadła o 80 tys. i wyniosła 3,641 mln w tygodniu, który skończył się 13 sierpnia. Analitycy spodziewali się 3,700 mln osób.

Departament Pracy poinformował jednocześnie, że przynajmniej 8 tys. nowych wniosków o zasiłek to efekt konfliktu pomiędzy pracownikami a zarządem w firmie telekomunikacyjnej Verizon.

"Stagnacja na rynku pracy utrzymuje się. Tempo wzrostu zatrudnienia nie jest wystarczające, by zapewnić spadek bezrobocia" - powiedział Richard DeKaser, ekonomista Parthenon Group.

O blisko 10 proc. drożały akcje Bank of America, gdyż należący do Warrena Buffetta holding Berkshire Hathaway zainwestuje w ten bank 5 mld USD. Zyskiwały na wartości, choć już dużo mniej, konkurencyjne banki, w tym Citigroup oraz Morgan Stanley.

Akcje Bank of America straciły prawie połowę swojej wartości w tym roku, na fali spekulacji, że bank może być zmuszony do emisji nowych akcji, by spełnić standardy kapitałowe.

"Są dwie strony tego medalu. Pomimo zapewnień ze strony Bank of America, że nie potrzebują oni kapitału, jednak biorą 5 mld dolarów kapitału. A z drugiej strony - bank otrzymuje swego rodzaju znak jakości od Warrena Buffetta, chociaż ten znak jakości nie jest tani i jest jasne, że Buffett na tym zarobi" - powiedział Brian Battle, wiceprezes Performance Trust Capital Partners.

Traciły akcje Apple, gdyż jej dyrektor wykonawczy oraz założyciel Steve Jobs zrezygnował ze swej funkcji. Zarząd informatycznego giganta nie podał powodów dymisji Jobsa, który od stycznia tego roku przebywał na bezterminowym zwolnieniu lekarskim. Jego następcą zostanie dotychczasowy dyrektor operacyjny korporacji Tim Cook.

W liście do zarządu Apple Jobs napisał: "Zawsze mówiłem, że jeśli nadejdzie dzień, w którym nie będę już mógł wykonywać swoich obowiązków (...) jako dyrektor wykonawczy (CEO) Apple, będę pierwszą osobą, która wam o tym powie. Niestety ten dzień nadszedł".

Mimo lepszych od oczekiwań wyników za drugi kwartał spadały akcje Big Lots i Hormel. (PAP)

pr/ akl/

Tagi: wiadomości, pap
Źródło:
PAP
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz