Notowania

wiadomości
08.10.2011 13:12

Golden Lunacy - kontrowersje wśród polskich wspinaczy

Relacja z wyprawy Golden Lunacy budzi wątpliwości - uznała kapituła "Jedynki" - najważniejszej nagrody w środowisku polskich alpinistów, w uzasadnieniu odebrania jej Davidowi Kaszlikowskiemu i Elizie Kubarskiej. "To uleganie środowiskowej nagonce" - protestuje zespół.

Podziel się
Dodaj komentarz

*Relacja z wyprawy Golden Lunacy budzi wątpliwości - uznała kapituła "Jedynki" - najważniejszej nagrody w środowisku polskich alpinistów, w uzasadnieniu odebrania jej Davidowi Kaszlikowskiemu i Elizie Kubarskiej. "To uleganie środowiskowej nagonce" - protestuje zespół. *

David Kaszlikowski i Eliza Kubarska to znana w środowisku polskich alpinistów para wspinaczy, którzy w 2007 roku za wytyczenie nowej drogi wspinaczkowej "Golden Lunacy" w fiordach południowej Grenlandii, a także za dwie inne poważne drogi w Meksyku, otrzymali "Jedynkę" - nagrodę przyznawaną przez środowisko polskich alpinistów. 21 września na stronie internetowej "wspinanie.pl" pojawiły się dwie informacje - o tym, że "Jedynka" została zespołowi odebrana przez kapitułę oraz o tym, że zespół sam zdecydował się zwrócić nagrodę.

Te wydarzenia poprzedziła dwumiesięczna dyskusja w środowisku polskich alpinistów, związana z publikacją książki Joanny Onoszko "Sekretne życie motyli". To historia Lizy i Stefana, w których łatwo można rozpoznać Kaszlikowskiego i Kubarską, którzy chcą nakręcić film o swojej wyprawie sprzed dwu lat, a na plan zdjęciowy zabierają parę przyjaciół. Autorka w czytelny sposób odwołuje się do realnych wydarzeń - drugiej wyprawy Kaszlikowskiego i Kubarskiej na Grenlandię w 2009 roku, podczas której realizowano zdjęcia uzupełniające do filmu dokumentalnego o wyprawie z 2007 roku. W postaciach Nory i Alka autorka przedstawiła samą siebie i swojego męża - oboje uczestniczyli w wyprawie w 2009 roku. Podczas ekspedycji doszło do konfliktu w zespole, Joanna Onoszko i jej mąż wrócili do kraju wcześniej, niż zaplanowali.

Bohaterowie "Sekretnego życia motyli" - Stefan i Liza - pod przykrywką uprawiania szlachetnego sportu, dbają tylko i wyłącznie o oprawę medialną wypraw, naciągając swoje dokonania, retuszując zdjęcia, manipulując planem filmowym, tak, aby sceneria wydawała się bardziej dramatyczna. Książka, która, jak podkreśla autorka, jest fikcją literacką i przedstawia grę archetypów kata i ofiary, wywołała jednak realną środowiskową dyskusję.

"Otworzyła się puszka Pandory. Na forach internetowych wylewano na nas kubły pomyj. Nie pomogło, że sąd zakazał wydawnictwu Znak wprowadzenia do obrotu +Sekretnego życia motyli+ na czas trwania postępowania w sprawie naruszenia naszych dóbr osobistych. Mamy wrażenie, że to właśnie środowiskowa nagonka doprowadziła do całej afery z zabieraniem i oddawaniem +Jedynki+. Nie przedstawiono argumentów merytorycznych, które uzasadniałyby taką decyzję, przeciwnie tekst uzasadnienia kapituły jest manipulacją i kontynuacją pomówień" - mówił Kaszlikowski.

Jego zdaniem, od czasu przyznania nagrody nie pojawiły się żadne istotne nowe informacje o przebiegu wyprawy na Grenlandię z 2007 roku, które nie byłyby znane kapitule nagrody przed decyzją o jej przyznaniu. Jury oparło się na relacji z wyprawy zamieszczonej w październikowym numerze miesięcznika "Góry" z 2007 roku. "Tekst i zdjęcia miały oddać piękno i niezwykłość naszych przeżyć. To nie było sprawozdanie z wyprawy, tylko opowieść o niej. Nie aspirowaliśmy wtedy do żadnej nagrody, za to na gorąco pisaliśmy o swoich przeżyciach. Użyłem wtedy sformułowania +1500 metrów pionowej ściany+. Teraz widzę, że właściwsze byłoby +1500 metrów trudnego wspinania+" - powiedział Kaszlikowski.

"W tekście wspomniałem też o +średnich+ trudnościach drogi. Taki parametr nie istnieje przy ocenie dróg wspinaczkowych było więc to jedynie moje wrażenie - przyznaję zbyt pochlebne - o pokonanej niedawno ścianie, nie profesjonalna ocena przejścia. Te dwie linijki tekstu były niechlujstwem z mojej strony, do którego przyznałem się, po publikacji i ostatnio ponownie, pod całą resztą artykułu podpisuję się także dziś" - mówi Kaszlikowski.

"W tym samym tekście - dwa miesiące przed przyznaniem Jedynki - napisaliśmy, że zrezygnowaliśmy z rejsu kajakami wzdłuż linii brzegowej dopływając do bazy łodzią motorową. Za to kajaków używaliśmy cały czas do podpływania pod klif, przeprowadziliśmy też na nich rekonesans w fiordach, kajaki były używane jako wyłączny środek transportu przez większą część wyprawy. Czy jurorzy nie przeczytali tekstu, na którym oparli decyzję o przyznaniu nam +Jedynki+, skoro teraz zarzucają nam, że nie powiadomiliśmy ich o zmianie pierwotnego planu co do kajaków?" - pyta Kaszlikowski. W tym samym artykule znalazły się informacje o fakcie rozłożenia drogi przez zespół na raty. "Dlaczego więc teraz, po czterech latach od wyprawy, kapituła +Jedynki+ przedstawia nam zarzut ukrywania tych faktów?" - zastanawia się wspinacz.

"Nagrodę przyznano nam bez rzetelnej weryfikacji drogi wspinaczkowej, którą zrobiliśmy, żadna weryfikacja nie poprzedziła też afery z odbieraniem nam +Jedynki+. O ile przyznanie nagrody cztery lata temu nie zmieniło wiele w naszym życiu, to wydarzenia ostatniego miesiąca siłą niszczenia przypominają tsunami. Najbardziej dramatyczne jest jednak, że ich przyczyną - w dużym stopniu - jest wstrzymana przez sąd książka, którą większość naszych antagonistów przeczytała. Czyli cały dorobek naszego życia rujnuje fala niesprawdzonych plotek i pomówień" - podsumowuje Kaszlikowski.

Z dziewięciu członków kapituły "Jedynki" (dziesiątym był Janusz Kurczab, który zrezygnował kilka dni wcześniej), siedmiu podało się do dymisji jednocześnie z ogłoszeniem komunikatu o odebraniu nagrody. Grzegorz Głazek, który nie zgłosił rezygnacji, był jednym z dwu jurorów przeciwnych odebraniu Kaszlikowskiemu i Kubarskiej nagrody. Głazek, specjalista w dziedzinie topografii i wypraw górskich, przygotowuje obecnie swoje własne oświadczenie w tej sprawie, które wymaga m.in. przeanalizowania kilkuset fotografii klifu, na którym wytyczono "Golden Lunacy".

Tymczasem część kapituły, która głosowała za odebraniem Kaszlikowskiemu i Kubarskiej nagrody, podkreśla, że określenia "1500 metrów pionu" i zawyżenie trudności drogi "Golden Lunacy" pojawiły się nie tylko w artykule w "Górach", ale też w oficjalnym sprawozdaniu z wyprawy przygotowanym dla Polskiego Zawiązku Alpinizmu, które traktowali, jako podstawę podejmowania decyzji w 2007 roku. Nie podano tam też wprost informacji o rezygnacji z zaplanowanego pierwotnie 80-kilometrowego rejsu kajakami ani o fakcie, że zespół posługiwał się nimi tylko na odcinku 2 km. pomiędzy bazą a klifem. Zespół nazwał też wyprawę "eksploracyjną", choć na ścianie istniały już trzy wytyczone wcześniej drogi. Po dostarczeniu zdjęć z trasy "Golden Lunacy" zrobionych w 2009 roku, okazało się też, że ściana daleka jest od pionu - ma około 60 stopni nachylenia i występują w niej liczne półki ułatwiające wspinaczkę.

Relację zespołu w 2007 roku kapituła przyjęła za dobrą monetę i nie próbowała jej zweryfikować, ponieważ, jak powiedział PAP Artur Paszczak, były sekretarz "Jedynki", w środowisku wspinaczkowym panuje zasada pełnego zaufania do przedstawianych relacji. Często nie ma żadnej możliwości weryfikacji relacji wspinacza i dlatego nie może być w niej miejsca na żadne koloryzowanie, upiększanie i przemilczanie faktów, także w artykułach do pism branżowych.

"W środowisku tym traktuje się relacje z absolutnym stuprocentowym zaufaniem, całkowicie dosłownie. Bez tej zasady alpinizm straciłby swój fundament i stoczyłby się w marketingowy jarmark" - mówił Paszczak. W 2011 roku, kiedy środowiskowa dyskusja skłoniła kapitułę do ponownego przeanalizowania wyprawy z 2007 roku i kiedy dostarczono jej nowe zdjęcia ze ściany, okazało się, że realna wartość wyprawy nie predestynowała jej do uznania za najlepsze polskie osiągnięcie alpinistyczne 2007 roku. Książka Joanny Onoszko, jak podkreśla Paszczak, nie była i mogła być żadnym materiałem dowodowym, choć dała początek debacie nad wiarygodnością sprawozdania o "Golden Lunacy".

"Odebranie nagrody było też manifestacją sprzeciwu wobec wyboru +drogi na skróty+ w poszukiwaniu uznania środowiska alpinistycznego i ostrzeżeniem na przyszłość przed pokusą czynienia swych osiągnięć większymi niż na to zasługują" - napisano w oświadczeniu kapituły. Decyzję o odebraniu "Jedynki" poparli w specjalnym oświadczeniu wybitni polscy wspinacze m.in. Wojciech Kurtyka, Jacek Fluder, Jan Muskat, Staszek Piecuch, Piotr Pustelnik i Krzysztof Wielecki. (PAP)

aszw/ ls/

Tagi: wiadomości, pap
Źródło:
PAP
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz