Notowania

rosja
07.09.2009 12:50

Rosja: Publicysta o przemilczeniu przez Putina winy Stalina

Do nieumycia rąk "po wyjściu z wychodka" porównał znany rosyjski komentator polityczny Nikołaj Swanidze niewskazanie przez premiera Rosji Władimira Putina podczas wizyty w Polsce Józefa Stalina jako ponoszącego winę za mord na polskich oficerach w 1940 roku.

Podziel się
Dodaj komentarz

Do nieumycia rąk "po wyjściu z wychodka" porównał znany rosyjski komentator polityczny Nikołaj Swanidze niewskazanie przez premiera Rosji Władimira Putina podczas wizyty w Polsce Józefa Stalina jako ponoszącego winę za mord na polskich oficerach w 1940 roku.

"Byłby to gest historycznego oczyszczenia, elementarnej higieny. Tak jak po wyjściu z wychodka myje się ręce" - zauważył Swanidze na łamach ukazującego się w internecie niezależnego pisma "Jeżedniewnyj Żurnał". "I nic więcej. Ten gest nic by nas nie kosztował. W żaden sposób by nas nie upokorzył" - dodał.

Swanidze, członek powołanej przez rosyjskiego prezydenta Dmitrija Miedwiediewa komisji ds. przeciwdziałania fałszowaniu historii na szkodę Rosji, zwrócił uwagę, że Putin w Polsce jedynie uznał Katyń za zbrodnię. "No, dobrze, zbrodnia. Ale czyja zbrodnia? Wujka Pietii? Przegięcie na prowincji? Zbrodnia jest, a zbrodniarzy nie ma. Gdzie są zbrodniarze?" - pytał.

Zdaniem rosyjskiego komentatora, "Putin nie powiedział w Polsce tego, co najważniejsze".

"Tego, czego oczekiwali od niego Polacy; tego, co jest powszechnie znane i wymagało od niego tylko potwierdzenia, prostej konstatacji dawno udowodnionego i udokumentowanego faktu. A mianowicie, że 5 marca 1940 roku na posiedzeniu Politbiura WKP(b) cała sowiecka wierchuszka ze Stalinem na czele postawiła podpisy pod zbrodniczym rozkazem o rozstrzelaniu wziętych do niewoli polskich oficerów" - wyjaśnił.

Swanidze podkreślił, że "i Zachód byłby zadowolony, i Polacy, którzy o swoich grzechach w tym dniu mówili otwarcie". "Polacy z ich wyostrzoną, zranioną wrażliwością narodową i odwieczną śmiertelną obrazą na Rosję; Polacy znający nas jak zły szeląg - oni w pełni by to docenili" - podkreślił.

"Jednak - nie. O Stalinie - ani słowa. Oznacza to, że w istocie niczego nie powiedziano i niczego nie uznano" - dodał komentator, który jest także członkiem Izby Społecznej, struktury doradczej przy prezydencie Rosji.

Swanidze zwrócił również uwagę, że Putin "nigdzie nie uznał też, iż pakt Ribbentrop-Mołotow był błędem; osobistym błędem Stalina". "Wprost przeciwnie - wypowiedział słowa o +uzasadnionej+ decyzji sowieckiej dyplomacji w tamtych warunkach" - wskazał.

"To nie jest potępienie. To jest usprawiedliwienie" - zaznaczył komentator.

Inny niezależny publicysta rosyjski Andriej Kolesnikow ocenił z kolei, że wizyta Putina w Polsce "nie przyniosła zgody z przeszłością".

"Niezakończona wojna. Mogłoby się wydawać, że wrzesień sprzed 70 lat już dawno powinien był zostać pochowany pod nadgrobną płytą pamięci; że do jej ogrodzenia powinno się przychodzić z kieliszkiem - w dowód wdzięczności wobec tych, którzy uwolnili Europę od brunatnej dżumy i pojednania z tymi, którzy okazali się po różnych stronach frontów" - napisał Kolesnikow w niezależnym tygodniku "Nowoje Wremia".

"Jednak zgoda nie nadchodzi" - zauważył i dodał: "Zarówno 1 września, data wybuchu II wojny światowej, i 17 września, kiedy to wojska sowieckie wtargnęły do Polski, a ZSRR stał się sojusznikiem tej samej dżumy, która niespełna dwa lata później omal nie zdobyła Moskwy, pozostają przedmiotami politycznych bojów".

Publicysta wskazał, że "martwi nie muszą się wstydzić". "A żywi?" - zapytał.

"Dziesiątki milionów zabitych. Ich prochy nie mogą dopukać się do tych, którzy dopasowują historię do bieżących potrzeb politycznych. Duszom poległych na polu walki, spalonych w komorach gazowych i zabitych w czasie bombardowań - im jesteśmy winni prawdę o tym, co się stało 70 lat temu. I własnym dzieciom - też" - podkreślił Kolesnikow.

Natomiast Jewgienij Kisielow w niezależnej "Nowej Gaziecie" zauważył, że wizyta Putina w Polsce "u wielu wywołała zainteresowanie po nerwowej reakcji Moskwy na niedawną rezolucję Zgromadzenia Parlamentarnego OBWE, zrównującą stalinizm i hitleryzm; po tym, jak w moskiewskim metrze odnowiono cytat ze stalinowskiego hymnu, a jego autorowi urządzono pogrzeb z liturgią żałobną w Soborze Chrystusa Zbawiciela".

Zdaniem Kisielowa, "byłoby naiwnością sądzić, że Putin zacznie usprawiedliwiać pakt między ZSRR i hitlerowskimi Niemcami lub negować, iż 17 września 1939 roku Armia Czerwona wtargnęła na terytorium Polski".

"Jednak to, iż Putin czegoś takiego nie powiedział, nic nie znaczy. Zrobili to za niego inni. Przedstawiciele Służby Wywiadu Zagranicznego (SWR) Rosji zebrali dziennikarzy, aby zapoznać ich z odtajnionymi dokumentami archiwalnymi, jakoby dowodzącymi, iż Polska snuła plany przymierza z nazistowskimi Niemcami przeciwko ZSRR" - zaznaczył publicysta.

W ocenie Kisielowa, "Zachód rozumie, że Rosja nie jest gotowa do szczerej rozmowy na temat przeszłości". "Co więcej, putinowskie elity bezwstydnie grają na uczuciach Rosjan, przedstawiając krytykę pod adresem Stalina jako krytykę pod adresem Rosji" - napisał publicysta.

Jego zdaniem, "nie wydaje się możliwe, by można było dzisiaj oddzielić zwycięstwo sowieckiego narodu nad nazistowskimi Niemcami od oceny Stalina i zbrodni jego reżimu".

Jerzy Malczyk (PAP)

mal/ ap/ mag/

Tagi: rosja, wiadomości, pap
Źródło:
PAP
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz