Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Rzeźniczak nie pamięta, by mówił, że "Staruch" go uderzył

0
Podziel się

Piłkarz Jakub Rzeźniczak zeznał w sądzie, że "nie pamięta", by w śledztwie
mówił, iż w 2011 r. został uderzony przez Piotra S. ps. "Staruch", nieformalnego przywódcę
pseudokibiców Legii Warszawa. S. jest sądzony za naruszenie nietykalności piłkarza.

bEqDiZtx

Piłkarz Jakub Rzeźniczak zeznał w sądzie, że "nie pamięta", by w śledztwie mówił, iż w 2011 r. został uderzony przez Piotra S. ps. "Staruch", nieformalnego przywódcę pseudokibiców Legii Warszawa. S. jest sądzony za naruszenie nietykalności piłkarza.

W poniedziałek 27-letni Rzeźniczak zeznawał jako świadek przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia w procesie S. Stołeczna prokuratura oskarżyła go o naruszenie w 2011 r. nietykalności cielesnej piłkarza Legii przez uderzenie go otwartą dłonią w twarz. Grozi za to kara grzywny, ograniczenia wolności lub do roku więzienia.

Do zdarzenia doszło po porażce Legii z Ruchem Chorzów, gdy niektórzy kibice zwymyślali i opluli schodzących do szatni piłkarzy warszawskiej drużyny. Zareagował na to Rzeźniczak, który ostro im odpowiedział. Krótko potem piłkarze ponownie wyszli na murawę na pomeczowy trening. Wtedy Piotr S. miał uderzyć Rzeźniczaka w twarz.

bEqDiZtz

W sądzie Rzeźniczak zeznał, że S. zaczął się z nim kłócić o przebieg spotkania, "bo były emocje". Piłkarz dodał, że S. nie uderzył go, choć przyznał, że "stali blisko siebie i wymachiwali rękami". "Ochroniarze odciągnęli Piotrka" - dodał. "Nie znałem go, wiedziałem, że jest wodzirejem kibiców" - powiedział piłkarz.

W odczytanych przez sąd zeznaniach ze śledztwa piłkarz mówił, że został zaatakowany przez kibica, który krzyknął coś do niego i "klepnął go otwartą dłonią w twarz". Dodawał, że nie doznał żadnych urazów i nie musiał korzystać z pomocy lekarza. Podkreślał też, że został już przeproszony przez S., dlatego nie żywi do niego urazy, a "incydent jest już dla niego zamknięty".

Komentując te swe zeznania piłkarz oświadczył sądowi, że nie pamięta, aby w śledztwie mówił o "klepnięciu w twarz". Wyjaśnił, że zeznając tuż po zdarzeniu "był zdenerwowany".

Sprawę odroczono do 12 grudnia, kiedy mają zeznawać ostatni dwaj świadkowie.

bEqDiZtF

To nie pierwszy incydent z udziałem "Starucha". W czerwcu 2011 r. prawomocny zakaz stadionowy wobec S. orzekł warszawski sąd. Sprawa dotyczyła zdarzeń z 2009 r., gdy spiker prosił o uczczenie chwilą ciszy pamięci zmarłego Jana Wejcherta, jednego z założycieli ITI. "Staruch", jako wodzirej kibiców, zaintonował wtedy okrzyk: "Jeszcze jeden!", adresowany do Mariusza Waltera, drugiego ze współwłaścicieli. Ochroniarze siłą wyprowadzili S. ze stadionu.

S. został też zatrzymany przez policję w czasie akcji przeciw chuliganom, którzy brali udział w zamieszkach 3 maja 2011 r. na stadionie w Bydgoszczy. W związku z tą sprawą S. usłyszał zarzut wtargnięcia na murawę; zastosowano wobec niego dozór policyjny.

W 2011 r. "Staruch" poddał się karze 2 lat więzienia w zawieszeniu na 5 lat za rozbój, a także za udział w bójce i pobiciu. Groziło mu do 12 lat więzienia. Sąd uznał go za winnego pobicia sympatyka klubu Polonia Warszawa i zabrania mu torby z odzieżą wartą 500 zł.

Trwa też proces S. oskarżonego o handel amfetaminą. Nie przyznaje się on do zarzutów (za które grozi do 10 lat więzienia), opartych głównie na zeznaniach świadka koronnego. Obrona podkreśla, że zeznań świadka koronnego nikt nie potwierdza. S. przebywał w areszcie od maja 2012 r. W styczniu br., gdy wpłynął akt oskarżenia, sąd uchylił areszt za 80 tys. zł kaucji. Sąd zakazał mu zarazem opuszczania kraju. Przez swych sympatyków oraz część polityków prawicy S. był uznawany za "więźnia politycznego". (PAP)

bEqDiZtG

sta/ pz/ as/

bEqDiZua
wiadomości
pap
Źródło:
PAP
KOMENTARZE
(0)