Notowania

wiadomości
30.08.2011 15:04

SN uchylił wyrok wobec skazanej po wojnie za podpisanie volkslisty

Sąd Najwyższy, po kasacji wniesionej przez Prokuratora Generalnego, uchylił we wtorek wydany w 1947 r. wyrok skazujący kobietę, która w czasie wojny wpisała się na volkslistę. SN uznał, że nie przesłuchano świadków, którzy mogli zeznać na korzyść skazanej.

Podziel się
Dodaj komentarz

Sąd Najwyższy, po kasacji wniesionej przez Prokuratora Generalnego, uchylił we wtorek wydany w 1947 r. wyrok skazujący kobietę, która w czasie wojny wpisała się na volkslistę. SN uznał, że nie przesłuchano świadków, którzy mogli zeznać na korzyść skazanej.

Sprawa dotyczyła Fryderyki A., polskiej obywatelki, z pochodzenia Niemki sudeckiej, która w 1940 r. "zgłosiła swoją przynależność do narodowości niemieckiej", czyli wpisała się na niemiecką listę narodowościową (volkslistę). W grudniu 1947 r. Sąd Okręgowy w Krakowie skazał ją na dwa lata więzienia na podstawie pochodzącego z 1946 r. "dekretu o odpowiedzialności karnej za odstępstwo od narodowości w czasie wojny 1939-1945 r.". Pozbawiono ją też na dwa lata praw publicznych i obywatelskich praw honorowych. Wyszła jednak na wolność, bowiem na poczet kary zaliczono jej pobyt w obozie pracy w Jaworznie, gdzie przebywała od 1945 r. Wyrok krakowskiego sądu nie był wówczas zaskarżany.

Jednak po przełomie 1989 r. syn Fryderyki A., Wiktor, rozpoczął walkę o rehabilitację matki. Na jego wniosek w kwietniu 2011 r. Prokurator Generalny wniósł kasację na korzyść skazanej, w której domagał się uchylenia wyroku i umorzenia postępowania wobec kobiety. Zarzuty PG dotyczyły rażącego naruszenia ówczesnej procedury karnej, które mogło mieć istotny wpływ na treść wyroku. W 1947 r. sąd zaniechał bowiem wezwania na rozprawę świadków obrony, ani nie wydał postanowienia o oddaleniu wniosku o ich powołanie.

Zaniechane przez ówczesny sąd czynności - dowodził w kasacji Prokurator Generalny - mogły spowodować wydanie wobec Fryderyki A. wyroku, na mocy którego nie poniosłaby ona kary. Dekret z 1946 r. mówi bowiem, że nie podlega karze m.in. ten, kto mimo że wpisał się na volkslistę, brał udział w walkach wyzwoleńczych, dobrowolnie wstąpił do wojska lub podziemia antynazistowskiego albo z narażeniem wolności lub życia "okazywał czynnie pomoc społeczeństwu polskiemu".

Pełnomocnik Wiktora A., mimo że formalnie nie był stroną postępowania, prosił SN o uniewinnienie Fryderyki A. Jak mówił, kobieta w 1947 r. starała się udowodnić, że z narażeniem życia w czasie wojny przechowywała córki znajomego Żyda. Kobiety po wojnie wyjechały do USA i nie mogły świadczyć na korzyść skazanej. Fryderyka A. miała też uratować życie swych sąsiadów, czekających na rozstrzelanie w ulicznej egzekucji.

Jak powiedział pełnomocnik, Fryderyka A. przez rok unikała władz niemieckich i nie chciała podpisać volkslisty (jako Niemka miała taki obowiązek). Zmuszono ją do tego, gdy chciała odwiedzić swoją umierającą matkę w Czechach i potrzebował paszportu. Po wojnie kobieta zeznała, że władze okupacyjne groziły jej wywiezieniem do obozu koncentracyjnego w Dachau; zgodnie z dekretem z 1946 r. uniknięcie prześladowania było okolicznością wyłączającą odpowiedzialność karną za wpisanie się na volkslistę.

We wtorkowym orzeczeniu SN podzielił argumentację Prokuratora Generalnego i uchylił wyrok z 1947 r. oraz umorzył postępowanie z powodu przedawnienia. "Dekret z 1946 r. zakładał, że nie można od wszystkich wymagać postaw heroicznych, ale można wymagać od obywateli polskich postaw przyzwoitych. Zakładał, że w pewnych sytuacjach, z uwagi na zaistnienie szczególnych okoliczności, można było osobę, która podpisała tzw. volkslistę, potraktować łagodniej. Ustawodawca ówczesny nie rozgrzeszał tego czynu, mówił, że jest on naganny, ale nie wymierzał kary" - mówił w uzasadnieniu sędzia Wiesław Kozielewicz.

Jednocześnie przyznał, że nie ma obecnie podstaw do uniewinnienia Fryderyki A. Co prawda w innych sprawach SN mimo upływu okresu przedawnienia wydawał orzeczenia uniewinniające, ale - podkreślał Kozielewicz - miało to miejsce tylko, gdy w dniu rozstrzygania przez SN materiał dowodowy był kompletny. "Tymczasem w tej sprawie z samej kasacji wynika, że strony miały potrzebę uzupełnienia materiału dowodowego" - wyjaśnił Kozielewicz.

Fryderyka A. po wojnie mieszkała w Krakowie. Zmarła w 1984 r.

Rafał Lesiecki (PAP)

ral/ pz/

Tagi: wiadomości, pap
Źródło:
PAP
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz