Notowania

wiadomości
01.06.2012 16:36

USA-Pakistan: historia trudnej przyjaźni

Pakistan od zawsze pozostawał głównym sojusznikiem USA w Azji Południowej. Afgańskie wojny: z lat 80. przeciwko ZSRR i szczególnie trwająca obecnie stały się dla przymierza Waszyngtonu i Islamabadu wyjątkowo trudnymi próbami.

Podziel się
Dodaj komentarz

Pakistan od zawsze pozostawał głównym sojusznikiem USA w Azji Południowej. Afgańskie wojny: z lat 80. przeciwko ZSRR i szczególnie trwająca obecnie stały się dla przymierza Waszyngtonu i Islamabadu wyjątkowo trudnymi próbami.

Marszałek polowy Ajub Chan (1958-69), pierwszy z wojskowych dyktatorów, którzy rządzili w Pakistanie przez większość z ponad 60 lat jego istnienia, zapewniał Amerykanów w swojej autobiografii, że nie znajdą w świecie sojuszników wierniejszych od Pakistańczyków.

Od swoich narodzin w 1948 r., Pakistan związał się z Zachodem, choćby dlatego, że Indie, z podziału których powstał, trzymały raczej z komunistycznym Wschodem. Przymierze z Pakistanem najbardziej opłaciło się Zachodowi w latach 80., gdy na pakistańskim terytorium mogli wspierać i zbroić afgańską partyzantkę w wojnie przeciwko Armii Radzieckiej, która w latach 1979-89 okupowała Afganistan.Wykrwawiszy Kreml w Afganistanie i przyspieszywszy tym samym upadek komunizmu i Związku Radzieckiego, w latach 90. Zachód wycofał się z pogrążonego w wojnie domowej Afganistanu, niejako zdając się na Pakistan. Ten zaś, usiłując ustanowić w Kabulu przyjazny sobie rząd, wspierał kolejne partyzanckie armie, aż w końcu ostatni z faworytów Islamabadu, talibowie, w 1996 r. przejęli władzę w całym kraju.

Zachód przypomniał sobie o Afganistanie po 11 września 2001 r., gdy korzystający z gościny talibów Osama bin Laden wydał rozkaz do ataków na Nowy Jork i Waszyngton. W odwecie Amerykanie dokonali inwazji na Afganistan, a prezydent z Waszyngtonu złożył zapomnianemu sojusznikowi z Pakistanu propozycję nie do odrzucenia: chcecie być z nami czy przeciwko nam?

Z afgańskiej wojny przeciwko Armii Radzieckiej Amerykanie zapamiętali, że nikt nie pokona Afgańczyków jeśli nie pozbawi ich wcześniej kryjówek po pakistańskiej stronie granicy. Nie mając wyboru, za to licząc na hojność Amerykanów, Pakistan wypowiedział sojusz talibom i przystał do koalicji Zachodu, przed którego gniewem ugięli się wtedy nawet ajatollahowie z Teheranu. W zamian za poparcie dla Amerykanów, Pakistan co roku otrzymywał od nich ponad 2 mld dolarów pomocy.

Ale w miarę trwania afgańskiej wojny, stosunki między sojusznikami coraz bardziej się pogarszały. Amerykańską inwazję na Irak w 2003 r., Pakistańczycy uznali za potwierdzenie obaw, że po wygranej w Afganistanie Zachód jak zwykle wycofa się i zapomni o tym więc Islamabad sam musi zatroszczyć się o swoje interesy.

Pakistan wyciągnął więc pomocną dłoń do dawnych protegowanych, talibów, pomógł im się odbudować w partyzancką armię. W 2007 r., gdy Amerykanie zaczęli wycofywać się w Iraku, w Afganistanie wybuchła partyzancka wojna, która wydarła Zachodowi już raz zwycięstwo, wydawałoby się odniesione raz na zawsze.

Za winnego afgańskich niepowodzeń Amerykanie uznali Pakistan, który oskarżali o sekretne wspieranie afgańskich talibów. Domagali się, by pakistańskie wojsko zamknęło granicę z Afganistanem, spacyfikowało krainy pasztuńskich plemion z pogranicza i pozbawiło afgańskich partyzantów bezpiecznego zaplecza. Pakistańczycy oburzali się na egoizm i niewdzięczność Amerykanów. Przypominali, że stając po stronie Zachodu w afgańskiej wojnie, Pakistan ściągnął na siebie plagę terrorystycznych zamachów, w wyniku których od 2001 r. zginęło ponad 30 tys. pakistańskich cywilów. W walkach z partyzantami na pograniczu zginęło zaś ponad 5 tys. żołnierzy, prawie dwa razy więcej niż zachodnich żołnierzy w Afganistanie.

Prezydent George W. Bush, pochłonięty bez reszty Irakiem, dawał Pakistańczykom wolną rękę w Afganistanie, który i tak coraz mniej go obchodził. Następca Busha, Barack Obama nie mógł sobie już na to pozwolić - na niego spadło zadanie wyplątania Ameryki z wojennych awantur w Iraku i Afganistanie.

Nie mogąc doprosić się Pakistańczyków o spacyfikowanie pogranicza, rozkazał amerykańskiemu lotnictwu, by nie zwracać uwagi na protesty Islamabadu i bombardować pasztuńskie wioski, w których kryli się afgańscy partyzanci. Za panowanie Busha, bezzałogowe samoloty zwiadowcze USA atakowały Pakistan ledwie 42 razy; odkąd w Białym Domu nastał Obama samoloty przypuściły ponad 250 nalotów na terytorium sojusznika. Zginęło w nich prawie 3 tys. ludzi. Amerykanie twierdzą, że poza nielicznymi cywilami, w atakach giną sami partyzanci. Optymizmu wojskowych nie podziela choćby waszyngtoński Brooking Institution, według którego na każdego zabitego partyzanta przypada około 10 cywilów.

Pakistańskie władze protestują przeciwko powietrznym rajdom, ale tłumacząc się ograniczonymi siłami, odmawiają posłania wojska do Północnego Waziristanu, jednej z siedmiu pasztuńskich krain z pogranicza, opanowanej przez afgańskich partyzantów.

Skrywane pretensje i żale wylały się w zeszłym roku, wyjątkowo fatalnym dla amerykańsko-pakistańskiego sojuszu. W styczniu oficer CIA zastrzelił w biały dzień w środku w Lahaur 3 Pakistańczyków, w maju zaś amerykańscy komandosi dokonali rajdu na miasto Abottabad, gdzie wytropili i zabili Osamę ben Laden, ukrywającego się od lat po bokiem pakistańskiej generalicji. Zły rok dopełnił się w listopadzie atakiem amerykańskich śmigłowców na pakistańskie posterunki graniczne i śmiercią prawie 30 pakistańskich żołnierzy. W zemście Pakistan zamknął wtedy porty, drogi i granice dla transportów z zaopatrzeniem dla zachodnich wojsk w Afganistanie.

Wojciech Jagielski (PAP)

wjg/ kot/

Tagi: wiadomości, pap
Źródło:
PAP
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz