Notowania

davos
23.01.2018 14:31

Wszystkie wskaźniki są błędnie interpretowane. Kryzys będzie tym razem zupełnie inny

Kryzysy nigdy nie wybuchają tam, gdzie wszyscy patrzą. Dziś każdy patrzy na Chiny i banki, więc to nie one staną się źródłem problemów. Będą to raczej nowe technologie. - Czy jesteśmy w stanie wyobrazić sobie, że z jakichś powodów tracimy nagle dostęp do chmury? Że przestają działać nasze telefony komórkowe? - pytała podczas Forum Ekonomicznego w Davos Jes Staley, dyrektor wykonawcza Barclays.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Bartosz Krupa/Eastnews)
Kryzysu nie da się uniknąć, ale część ekonomistów widzi w nim nawet okazję.

Kryzysy nigdy nie wybuchają tam, gdzie wszyscy patrzą. A dziś wszyscy patrzą na Chiny i banki. To nie one staną się źródłem problemów. Będą to raczej nowe technologie - twierdzą uczestnicy forum ekonomicznego w Davos. - Czy jesteśmy w stanie wyobrazić sobie, że z jakichś powodów tracimy nagle dostęp do chmury? Że przestają działać nasze telefony komórkowe? - pytała Jes Staley, dyrektor wykonawcza Barclays.

Odchodzący jesienią 2017 r. niemiecki minister finansów Wolfgang Schaeuble ostrzegł, że światowa gospodarka jest w niebezpieczeństwie. W wywiadzie udzielonym prestiżowemu dziennikowi "Financial Times" stwierdził, że banki centralne pompują do gospodarki tak wielkie pieniądze, że rośnie nam nowa bańka płynności finansowej, a jednocześnie puchnie poziom globalnego zadłużenia. Zdaniem Schaeuble, który kierował jedną z największych gospodarek na świecie, grozi to wybuchem kolejnego światowego kryzysu.

Czy rzeczywiście jest się czego bać? To jeden z najważniejszych tematów tegorocznego Forum Ekonomicznego w Davos.

"Tym razem jest inaczej"

- Nie powiem, że nie będzie kolejnego kryzysu, bo moja książka przestanie się sprzedawać, ale jestem optymistą - żartował w Davos Kenneth Rogoff, prof. ekonomii na Uniwersytecie Harvarda. Nie żartował jednak przekonując, że globalna gospodarka nie jest wcale przegrzana. Jego zdaniem wciąż jesteśmy na etapie wychodzenia z poprzedniego kryzysu z lat 2008-2009.

Nie znaczy to jednak, że bagatelizuje on to, co dzieje się w różnych częściach świata. – Japonia, rynki wschodzące czy Chiny mogą mieć problemy, ale Państwo Środka akurat wykonało wielką pracę, by łagodzić narastające bańki - mówił w Davos prof. Rogoff.

Zobacz też: Rusza Davos. Niełatwo się tam dostać

- Jest wiele charakterystycznych znaków, które świadczą, że w tych rejonach wybuchnie kryzys finansowy, ale tym razem jest inaczej - dodał. A to znaczy, że świat zmienił się od ostatniego kryzysu tak bardzo, że stare modele ekonomiczne już nie działają, a tradycyjne symptomy kryzysu wcale nie muszą jeszcze oznaczać katastrofy.

Banki nie pociągną nas na dno

- Jeśli w ogóle wybuchnie jakikolwiek kryzys finansowy, nie przyjdzie on z banków – zapewniał podczas dyskusji w Davos Michael Corbat, dyrektor wykonawczy Citigroup.

- Banki są dziś w zupełnie innym miejscu niż były w latach 2006-2007, co pokazują stress-testy - dodał Corbat. – Zrobiliśmy od tamtej pory wiele dla systemu bankowego - przyznał prof. Rogoff z Harvardu. Corbat dodał zaś, że takie same stress-testy, jak w przypadku banków, powinna przechodzić również reszta gospodarki.

Co takiego zmieniło się w bankowości? Dziesięć lat temu wielkie światowe banki szukały każdej nadarzającej się okazji, żeby stać się supermarketem finansowym dla każdego. Dziś jest inaczej, bankowość wróciła do korzeni, do swojej podstawowej działalności, przyjmowania depozytów i udzielania pożyczek. Dziś już nie skupiają się na prowadzeniu funduszy hedgingowych, zarządzaniu aktywami czy ubezpieczeniach, a to wielka zmiana – podkreślali paneliści w Davos.

Jednocześnie zmieniło się coś jeszcze – współpraca sektora bankowego z regulatorami. W latach 2008-2009, kiedy wybuchł kryzys finansowy, nadzorcy rynku stali obok, byli jedynie świadkami tego, co się dzieje. Dziś są częścią systemu, a taka współpraca zapewnia większe bezpieczeństwo.

- Wszyscy potrzebujemy usiąść razem i zastanowić się, co dzieje się poza sektorem bankowym – podkreślali paneliści w Davos.

Chiny wyniosły swoją lekcję

Według raportów agencji Bloomberg największym ryzykiem dla światowej gospodarki rzeczywiście nie jest dziś sektor bankowy, ale Chiny.

- Punkt widzenia Chin jest inny: wiemy, że mamy problem z długiem, ale rozwiązanie tego problemu będzie inne niż w pozostałych krajach na świecie, bo gdzie indziej w ogóle nie widzą tego problemu – bronił swojego kraju Fang Xinghai, wiceprzewodniczący Chińskiej Komisji Regulacyjnej ds. Papierów Wartościowych. - Dwa lata temu podjęliśmy działania, żeby ustabilizować sytuację – uspokajał.

- Od kiedy chińska gospodarka stała się tak wielka, że reszta świata może się od niej zarazić, wszyscy się nam przyglądają. Ale my wyciągnęliśmy lekcję z kryzysu, który wybuchł kilka lat wcześniej w Stanach Zjednoczonych. Jeśli coś złego zacznie się dziać z systemem w małych instytucjach, będziemy to od razu zduszać w zarodku, żeby panika się nie rozlewała – zapewniał, dodając, że chiński system nadzoru działa szybko.

Chiński regulator podkreślał, że każdy kryzys wywołany jest jakąś bańką. – Powinniśmy więc sprawdzać, gdzie rośnie bańka – radził.

Gdzie czai się problem?

*- *To nigdy nie zdarza się tam, gdzie patrzymy. Kryzys pojawi się w miejscu, w którym jeszcze nie byliśmy. Kiedy się zacznie, to w takim punkcie, którego jeszcze nie znamy, jeszcze przez to nie przechodziliśmy – mówiła Jes Staley, dyrektor wykonawczy Barclays. Choć jej zdaniem nie należy obawiać się jakiegoś wielkiego krachu, a raczej korekty.

- Trzeba zadać sobie pytanie, co jest problemem ryzyka systemowego. A moim zdaniem to jest uzależnienie od technologii. Nikt z nas przecież tak naprawdę nie handluje na rynku, robi to za nas technologia. A na dodatek wszyscy jesteśmy połączeni – podkreślała Jes Staley.

- Czy jesteśmy w stanie wyobrazić sobie, że z jakichś powodów tracimy nagle dostęp do chmury? Że przestają działać nasze telefony komórkowe? Nikt nie wie, jak działałyby wtedy nasze firmy – mówiła Staley.

I nie ona jedna w technologii właśnie upatruje potencjalne ryzyko problemów. Bo kryzys technologiczny może być znacznie bardziej niebezpieczny niż kryzys finansowy starego typu, jak zauważył również prof. Rogoff.

Okazja do zbudowania fortuny

- Najbardziej obawiam się tego, że większość ludzi myśli, że nie ma żadnego problemu. Zwykle kiedy ludzie są spokojni i szczęśliwi dzieje się coś złego, czego oni zupełnie nie widzą. Tak może być i w tym przypadku – mówił podczas debaty David M. Rubenstein, współzałożyciel The Carlyle Group, jednej z największych grup inwestycyjnych na świecie zarządzającej 178 mld dol.

Co może się wydarzyć? – Dotychczasowe modele zawiodły nie tylko nie przewidując poprzedniego kryzysu, ale również tego, co stanie się po kryzysie. Zobaczycie krach na rynkach giełdowych – twierdzi prof. Rogoff.

Ale jednocześnie żaden z panelistów wcale nie chciał straszyć. Przeciwnie, David M. Rubenstein widzi w tym nawet okazję.

– Kiedy przyjdzie kryzys, wytrzymaj i kupuj, korzystając z przeceny. Tak właśnie rodzą się wielkie fortuny, tak zrodziło się wiele majątków podczas ostatniego kryzysu. I tym razem nic strasznego się nie stanie, po prostu kolejni ludzie zbudują na tym swoje majątki – powiedział Rubenstein.

Tagi: davos, davos 2018, wiadomości, gospodarka, unia, najważniejsze, gospodarka polska, fundusze unijne, gospodarka światowa
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
24-01-2018

wacekWy ludzie to macie problemy , ja jestem "zadłużony" u Nowoczesnego Ryszarda ; "wiszę" u niego na całe … Czytaj całość

24-01-2018

Bamber z Poznaniaja jak to na prowincji ; zarabiam 10 gersdorfów !!!

24-01-2018

Nowoczesny RyszardWszyscy usiłują PO-chwalić się "uczonymi" wPiSami a na końcu i tak wygrywa mój "ZAGANIACZ" !!!

Rozwiń komentarze (63)