W niedzielę odbyły się przedterminowe wybory prezydenckie w Krakowie. Według sondażu exit poll dla TVP, Polsatu i TVN pierwsze miejsce zajął Łukasz Gibała z wynikiem 36,6 proc. Drugie miejsce przypadło Monice Piątkowskiej, na którą zagłosowało 24,4 proc. wyborców. Oznacza to, że jeśli wyniki sondażowe się potwierdzą, właśnie ta dwójka zmierzy się 11 października w drugiej turze.
O wynik wyborów i to, co może on oznaczać dla Krakowa, zapytaliśmy Rafała Sonika, przedsiębiorcę, prezesa Gemini Holding i zwycięzcę Rajdu Dakar z 2015 r.
– Zgodnie z oczekiwaniami, czy nam się to podoba, czy nie, teraz będzie duża odpowiedzialność przed drugą turą. Różnica między Łukaszem Gibałą a panią Piątkowską jest dość spora, około 12 proc. To oznacza ogromny wysiłek przed panią Piątkowską i nieco mniejszy przed panem Gibałą – mówi Sonik w rozmowie z money.pl.
Przedsiębiorca nie chce rozstrzygać sporów i wątpliwości, które pojawiały się w kampanii. Jak zaznacza, oboje kandydaci mają ambicję i determinację, by dobrze zarządzać miastem. – Jako obywatela najbardziej interesuje mnie to, żeby po wyborze prezydent był zdeterminowany, żeby dobrze rządzić miastem – mówi.
25 lat pracy w McDonald’s. Od pracownika do prezesa - Tomasz Rogacz II Pierwsza Praca #5
Jego zdaniem teraz najważniejsze będzie poznanie konkretnych programów obojga kandydatów. – Najważniejsze jest poznanie ich programu. Teraz już nie kilku, ale dwóch osób. Potrzebna jest dłuższa debata. Słyszałem w kampanii mądre i mniej mądre, celne i mniej celne wypowiedzi, ale ginęły w szumie wynikającym z dużej liczby kandydatów. Były podyktowane nie tylko tym, co faktycznie chcieliby zrobić, ale też tym, jak chcieli się od siebie odróżnić – komentuje Sonik.
"Kraków jest zadłużony, ale nie jest niedoinwestowany"
W rozmowie z money.pl przedsiębiorca odniósł się także do sytuacji finansowej miasta. Kraków mierzy się z zadłużeniem, które zbliża się do 9 mld zł. Sonik nie uważa jednak, że samo zadłużenie powinno przesłaniać ocenę kondycji miasta.
Nie przesadzajmy. Kraków jest zadłużony, faktycznie jest w wartościach granicznych, ale te granice są moim zdaniem ustawione dość konserwatywnie. Oczywiście, jeżeli koszt kapitału rośnie, to rośnie też koszt obsługi długu. Kraków ma jednak wciąż dość dużą bazę przychodową, a wiele największych inwestycji infrastrukturalnych zostało już zrealizowanych – mówi.
Jak dodaje, w ostatnich latach w Krakowie powstało wiele ważnych inwestycji. – To nie jest tak, że Kraków jest zadłużony i niedoinwestowany. Gdyby tak było, rzeczywiście byłoby źle. Kraków jest wprawdzie zadłużony, ale jednocześnie powstało bardzo wiele niezwykle potrzebnych inwestycji, jak choćby obwodnica północna – wskazuje.
Metro, Nowa Huta i "spektakularna budowla"
Sonik ma własną listę priorytetów dla Krakowa. Wśród nich wymienia kontynuację przygotowań do budowy metra, dokończenie układu komunikacyjnego w północno-wschodniej i wschodniej części miasta oraz zagospodarowanie terenów przemysłowych i poprzemysłowych Nowej Huty. – To z jednej strony ogromne wyzwanie, ale z drugiej także ogromna szansa dla Krakowa – mówi.
Jego zdaniem miasto powinno również mocniej zaistnieć w świadomości Europejczyków. – Kraków powinien mieć naprawdę znaczące wydarzenie kulturalne, znaczący festiwal. Potrzebujemy też spektakularnej budowli. Mało kto z nas wiedziałby cokolwiek o Sydney, gdyby nie opera w Sydney. Mało kto wiedziałby cokolwiek o Bilbao, gdyby nie fenomenalny projekt, który tam został zrealizowany – wskazuje.
Sonik jako przykład podaje Katowice, gdzie na terenach poprzemysłowych powstał kompleks obiektów, w których odbywają się m.in. wydarzenia gospodarcze i muzyczne.
– Kraków powinien coś takiego mieć: ultranowoczesną, funkcjonalną architekturę, funkcjonalny kompleks obiektów. Ja marzę o tym, jako urodzony w Krakowie mieszkaniec już 60-letni, żeby za mojego życia powstała w Krakowie jakaś spektakularna budowla – mówi.
Wśród wyzwań wymienia też ograniczoną dostępność terenów pod budownictwo mieszkaniowe oraz potrzebę znalezienia kompromisu między środowiskiem konserwatorskim, deweloperami i architektami.
– My latami debatujemy, czy coś zrobić, ale jak już coś jest zrobione, wszyscy mówią: kurczę, mogło być wcześniej i byłoby lepiej. Spójrzmy na "Szkieletora". Stał kilkadziesiąt lat, debatowaliśmy bez końca, co powinno tam powstać. Dzisiaj wszyscy mówią, że świetnie, że mamy w tym miejscu ten kompleks biurowy – zauważa.
Sonik o referendum: "Trochę za łatwo było to zrobić"
Przedsiębiorca nie uważa, że wynik wyborów jest jednoznacznym sygnałem, iż krakowianie domagają się zmiany. – Nie mam poczucia, że wynik reprezentuje potrzebę zmiany. Sam fakt, że doszło do referendum, wynika ze splotu czynników technologicznych i historycznych – mówi.
Jego zdaniem zmieniły się warunki, w jakich funkcjonuje demokracja lokalna. Gdy ustalano zasady dotyczące referendów, media społecznościowe nie odgrywały takiej roli jak obecnie.
Wtedy mieliśmy trzy programy telewizyjne, kilka programów radiowych, kilka gazet i tyle. Dzisiaj rząd dusz i kierowanie ludźmi odbywa się głównie przez internet i social media. Jeśli ktoś jest zdeterminowany, zbierze budżet i zna się na tym, może właściwie obalić władzę samorządową czy prezydenta – ocenia Sonik.
Jego zdaniem obecne progi referendalne są przez to anachroniczne. – To trochę zagraża demokracji, bo relatywnie małym budżetem i niewielkim wysiłkiem można każdemu samorządowi zagrozić. Ktoś powie, że to dobrze, bo wtedy prezydenci będą się bardziej pilnować, ale zależy nam też na tym, żeby samorządy się rozwijały – mówi.
Sonik podkreśla jednocześnie, że reforma samorządowa przyniosła – w jego ocenie – bardzo dobre rezultaty. – Ogromną część rozwoju Polski przez ostatnie dziesięciolecia zawdzięczamy właśnie samorządom. Znakomita większość wybranych samorządowców w dużym, intensywnym wysiłku rozwija swoje gminy – mówi.
Dlatego jego zdaniem wynik wyborów nie powinien być odczytywany wyłącznie jako głos za zmianą. – Ja nie uważam, żeby to była demonstracja chęci zmiany. Trochę za łatwo było to zrobić. Skoro można osiągnąć coś spektakularnego relatywnie małym nakładem wysiłku, pieniędzy i środków, to pojawia się pokusa, żeby spróbować – podsumowuje.