Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
gospodarka
28.03.2019 07:53

Kolejne zwiastuny kryzysu. Początek w lutym przyszłego roku

Dobra koniunktura trwa już bardzo długo. Jeszcze trochę i będzie to najlepszy wynik w historii. To jedna z najnowszych wskazówek, zwiastujących zbliżający się kryzys. Bankierzy z Nowego Jorku określili prawdopodobną datę początku recesji.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Materiały prasowe)
Niepokój na rynkach rośnie. Zwiastuny kryzysu pojawiają się jak grzyby po deszczu.

Podobno im więcej się mówi o nadchodzącym kryzysie, tym mniej jest on prawdopodobny. Ale z drugiej strony trudno nie zauważać jego zwiastunów. Ostatnio pojawia się ich coraz więcej. Chociażby to, że zbliżamy się do rekordu trwania dobrej koniunktury. A historia pokazuje, że każdy wzrost trzeba okupić spadkiem.

Szczyt ostatniego kryzysu przypadł na lata 2008-2009. Odwracano go dodrukiem pieniędzy, który stosowano tym chętniej, że nie wywoływał hiperinflacji. Od tamtej pory trwa wzrost.

- Od 1945 roku mieliśmy jedenaście cykli koniunkturalnych w USA, dla których średni okres ekspansji trwał 58 miesięcy, a najdłuższy 120 miesięcy (od 1991 do 2001 roku) - wskazuje Wojciech Bartosik, analityk Domu Maklerskiego Michael/Ström. - Obecna faza ekspansji trwa od czerwca 2009 r., czyli jest już tylko dwa miesiące od wyrównania poprzedniego rekordu - ostrzega.

Zobacz też: Brexit to chaos i katastrofa. Kaźmierczak: Dzięki temu wrócą do nas emigranci

Jak podał, obecna faza wzrostu trwa już ponad dziesięć lat w USA i osiem lat w strefie euro. Zaznacza, że są na świecie jednak wyjątki. W Australii wzrost gospodarczy trwa nieprzerwanie od ponad 27. lat. Z drugiej strony jak ma nie trwać, skoro bazuje w dużej mierze na dostarczaniu surowców rosnącej w siłę, wchłaniającej wszelkie ilości surowców gospodarki Chin?

- W ekonomii jak i w polityce ekstremalne sytuacje nie trwają wiecznie, dlatego dynamiczny wzrost gospodarczy nie utrzyma się rekordowo długo - ostrzega Bartosik. - Ale też nie ma podstaw, aby sądzić, że dojdzie do tak gwałtownego załamania jak w 2008 r. - dodaje asekuracyjnie.

Wskazówka z rynku obligacji

Jest jeszcze mocny sygnał, który swoją skuteczność udowodnił w przeszłości. Za rządowe obligacje USA długoterminowe inwestorzy na świecie są skłonni płacić od ubiegłego piątku niższe odsetki, niż za 3-miesięczne bony skarbowe.

- Od lat 70. XX wieku odwrócenie krzywej rentowności w sześciu na siedem przypadków poprzedziło recesję - podaje Ignacy Morawski, ekonomista i twórca serwisu SpotData.

Teoretycznie sytuacja kuriozalna. Im dłuższy termin do wykupu papieru dłużnego, tym wyższe powinny być odsetki. Skoro pieniądze powierzamy na dłuższy termin, to normalne, że powinniśmy zgarnąć premię za ryzyko. Od ubiegłego piątku premii nie ma.

- Odwrócenie krzywej oznacza w uproszczeniu, że rynek oczekuje, iż stopy procentowe w ciągu dziesięciu lat będą niższe niż obecnie. Czyli oczekuje, że Stany Zjednoczone są na górce cyklu i wkrótce zaczną hamowanie, które będzie wymagało od banku centralnego luzowania polityki pieniężnej - tłumaczy Morawski.

W oczekiwaniu na obniżki stóp wielki kapitał jest bardziej skłonny inwestować w długoterminowe obligacje, aby już teraz zapewnić sobie wyższe stopy zwrotu w przyszłości. Rośnie ich cena, więc spada i rentowność, a w konsekwencji odsetki od nowych emisji.

Blisko siebie są też rentowności obligacji 10- i 2-letnich. Co prawda w ostatnich dniach różnica między nimi odbiła do 0,155 pkt. proc. z 0,118 pkt. proc. w piątek, ale nadal jest blisko przecięcia.

- Dane historyczne dla rynku amerykańskiego wskazują, że od momentu, w którym rentowność dwulatek przebija rentowność dziesięciolatek, do początku recesji mogą upłynąć nawet ponad dwa lata. Ostatnim razem do takiej inwersji rentowności doszło w styczniu 2006 r. a recesja zaczęła się 23 miesiące później - wskazuje Bartosik. Jednocześnie zastrzega, że zdaniem wielu ekonomistów dodruk pieniądza w ostatnich latach na wielką skalę może zakłócić wnioskowanie na bazie tych danych.

Wiele zależy od Trumpa

Tak naprawdę wiele zależy od tego, jak skończą się rozmowy na linii USA-Chiny. Przypomnijmy, że Stany Zjednoczone w reakcji na olbrzymią nierównowagę handlową między oboma krajami, wynikającą m.in. z manipulacji walutowych Chin i trudności w dostępie inwestorów do rynku Kraju Smoka, wprowadziły cła 25-procentowe na towary z Chin o wartości 50 mld dol. i 10-procentowe na import 200 mld dol. Te drugie mają zostać podwyższone do 25 proc., jeśli nie dojdzie do porozumienia. Trwają rozmowy.

Chiny chcą całkowitej likwidacji ceł, ale co innego planuje prezydent Donald Trump. Zapowiedział tydzień temu, że nawet jeśli dojdzie do pomyślnego zakończenia obecnych negocjacji międzypaństwowych, to wcale nie będzie redukcji dotychczas wprowadzonych ceł. Jedyne co mogą osiągnąć Chińczycy, to uchronienie się od nowych, wyższych ceł.

Jak widać negocjacje są trudne i zanosi się na budowanie murów w gospodarce światowej. W najlepszym wypadku mur nie urośnie. Już cierpią na tym między innymi Niemcy, które na eksporcie do Chin (głównie samochody) i USA budowały swoją siłę gospodarczą. Chiny, motor światowego wzrostu gospodarczego od dziesięcioleci, obniżyły prognozy wzrostu po największym od trzech lat spadku eksportu w lutym.

A do tego wszystkiego dochodzi jeszcze brexit. Zamieszanie jest tak wielkie, że nie wiadomo, czy dojdzie do twardego rozstania z cłami po obu stronach, czy do miękkiego z umową między państwami. Europa kontynentalna eksportuje do Wielkiej Brytanii dużo więcej niż stamtąd sprowadza, więc i tu wiele krajów ucierpi. Irlandia, Holandia, Belgia, ale i również Niemcy oraz Polska przeżyją zawirowania w gospodarce.

Złoto na ratunek

W ostatnich dwóch latach banki centralne dokonywały największych zakupów złota od początku lat 70. Od grudnia do gromadzenia cennego kruszcu wróciły po dwuletniej przerwie Chiny, skupując 29 ton w trzy miesiące. Regularnie gromadzą złoto Rosja, Turcja i Indie. W ubiegłym roku do tego grona dołączyła Polska.

To nie dolar, czy jen, ale złoto wraca do statusu bezpiecznej przystani na czasy kryzysu. A być może będzie podstawą do utworzenia nowej stabilnej waluty w przyszłości, czyli czegoś w rodzaju powrotu do standardu złota? Ekonomiści wskazują na postępującą dedolaryzację, czyli odchodzenie od dolara w rozliczeniach. Rosnący popyt na złoto dał 3,3 proc. wzrostu dolarowego kursu w tym roku.

Największe oficjalne zasoby (spiskowe teorie wskazują, że od dawna nikt tych zasobów nie sprawdził) mają USA - 8,1 tys. ton o obecnej wartości 346 mld dol. Na kolejnych miejscach są Niemcy, Włochy, Francja, Rosja i Chiny. W ostatnich latach Indie prześcignęły nawet Europejski Bank Centralny w ilości złota w rezerwach. Wygląda, jakby coś się szykowało. Polska ma niecałe 129 ton złota o wartości 5,5 mld dol. Dokupowała w ubiegłym roku, jako jedyny kraj z Unii Europejskiej.

- Sytuacja na rynku kruszcu w kolejnych dniach może się zmieniać jak w kalejdoskopie, głównie za sprawą niepewności dotyczącej przyszłości Wielkiej Brytanii - informuje Dorota Sierakowska, analityk DM BOŚ. - Zagmatwana kwestia Brexitu zwiększa atrakcyjność złota jako tzw. „bezpiecznej przystani” na rynkach finansowych. Ma ona jednak także uboczny efekt w postaci umocnienia amerykańskiego dolara, który również jest ceniony przez inwestorów w czasach niepewności politycznej i gospodarczej - wskazuje.

Kiedy będzie ten kryzys?

Oddział Fed z Nowego Jorku wyliczył, że początek recesji z prawdopodobieństwem 25-procentowym zacznie się już w lutym przyszłego roku. Te wyliczenia bazują na różnicy w oprocentowaniu amerykańskich obligacji 10-letnich i 3-miesięcznych bonów skarbowych. Prawdopodobieństwo wyliczono na bazie danych z lat 1959-2009.

Prawdopodobieństwo recesji wg Fed z Nowego Jorku

(FED)

W tym kontekście rozkręcanie wydatków państwa na kredyt, co robi polski rząd w roku wyborczym, może być niebezpieczne. Gospodarka oczywiście przeżyła już kiedyś deficyty budżetu prawie 8-procent PKB, ale niewykluczone, że z niektórych planów wydatkowych trzeba będzie się szybko wycofywać.

Zwykle zapowiedzią recesji była nadmierna konsumpcja, nadmierne inwestycje w nierentowne przedsięwzięcia, bańki na rynku nieruchomości itp.

- W przypadku Polski możemy mówić o wysokiej konsumpcji, napędzanej w dużym stopniu działaniami rządu i wysokiej dynamice wzrostu płac, więc można mieć obawy czy lokalnie nie dojdzie do przegrzania naszej gospodarki - wskazuje Wojciech Bartosik z DM Michael / Ström.

Sygnałem alarmowym może być spadek w ubiegłym roku zysków firm spoza sektora finansowego o 11 proc. rdr.

Z drugiej strony, Bartosik wskazuje, że do tej pory analitycy byli raczej mało skuteczni w trafnym przewidywaniu kryzysów. Cytuje opracowanie MFW w tej sprawie. Historycznie 97 proc. analityków nie widziało nadchodzącej recesji w roku poprzedzającym jej początek, a blisko 20 proc. nie potwierdzało jej nawet, gdy już się zaczęła.

Jak widać, recesja pojawia się jak złodziej pod osłoną nocy i nawet specjalizujący się w jej poszukiwaniu analitycy mają kłopoty z określeniem jej terminu. Skoro o niej teraz często słyszymy, to jest nadzieja, że to jeszcze nie tak zaraz.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Tagi: gospodarka, kryzys, prognozy gospodarcze
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
27-03-2019

jackuJak PO będzie rządzić to kryzys na pewno będzie, jak PO będzie rządzić 8 lat to będzie trwał 8 lat

27-03-2019

Wojtek + .Polacy idzie kryzys w nasze portfele Rozdawnictw + Podatki + nie ma innej opcji .

27-03-2019

Kazimierz WielkiTo jak juz bedzie kryzys to unia padnie I rozleci sie

Rozwiń komentarze (263)