Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Deregulacja zawodów nie taka straszna, jak ją malują

Przemysław Ławrowski wyjaśnia, dlaczego nie grozi nam wysyp fachowców wziętych z ulicy.

Podziel się
Dodaj komentarz

Wprowadzana stopniowo ustawa dotycząca deregulacji, czyli potocznie uwolnienia dostępu do niektórych zawodów, spotkała się ze skrajnymi opiniami. Wbrew obawom, do wielu zawodów objętych od wczoraj deregulacją, czyli detektywów, taksówkarzy, pracowników ochrony, pośredników i zarządców nieruchomości oraz przewodników turystycznych, nadal nie będzie miała dostępu każda osoba _ wzięta z ulicy _.

Już wcześniej, w przypadku zawodów tzw. zaufania społecznego, jak notariusz czy adwokat, nie zniesiono przecież całkowicie wymogów, które trzeba spełnić, aby je wykonywać. Nadal obligatoryjne jest ukończenie studiów oraz odbycie praktyki. W wielu przypadkach uwalnianych od wczoraj zawodów również uproszczone zostały jedynie procedury, bądź nadano im nieco bardziej ludzki charakter.

Kontrowersji było i nadal jest sporo odnośnie profesji pośrednika obrotu nieruchomościami, bo kupno nieruchomości to dla większości z nas decyzja życiowa. Argument, że rynek szybko zweryfikuje tych, którzy się do tego fachu nie nadają nie do wszystkich trafia. Ktoś koszty takiej weryfikacji będzie musiał przecież odczuć boleśnie na własnej kieszeni.

W przypadku tego zawodu potrzebna jest nie tylko chęć, ale i specjalistyczna wiedza. Tyle, że w zakresie wiedzy ustawa deregulacyjna tak naprawdę niewiele zmienia. Zniknął co prawda obowiązek odbycia praktyki przez kandydata, ale egzaminu na pośrednika nieruchomości i tak wcześniej nie było. Komisja stwierdzała jedynie, czy delikwent spełnił wymogi formalne.

Co do pozostałych przypadków, wątpliwości praktycznie nie ma. Taksówkarz bez licencji? To dobra decyzja! Ten zawód nie dotyczy tak ważnych kwestii jak kupno nieruchomości i wymaga w zasadzie dwóch umiejętności: prowadzenia samochodu oraz znajomości miasta. A i tak 28-godzinne szkolenie dla kandydatów na taksówkarzy nie zostało całkowicie zlikwidowane. Obowiązek jego przeprowadzenia pozostawiono w gestii samorządów. I dobrze, bo w wielu mniejszych miastach, z mniej skomplikowaną topografią, tak długie szkolenia to marnowanie czasu.

Podobnie z pracownikami ochrony czy przewodnikami. Licencje wydają się zbędne, zwłaszcza, że tych zawodów przeważnie nie wykonuje się samodzielnie. Wystarczającą weryfikacją, czy ktoś się do nich nadaje czy nie, będzie proces rekrutacji, a ten przecież nie znika.

Nowe przepisy z pewnością ułatwi wielu młodym ludziom start w danych dziedzinach. Dobrze, że zniknie częsta potrzeba wprowadzenia przez znajomego lub kogoś z rodziny, obecnego już w danej branży. I bariera finansowa. Egzaminy licencyjne i obowiązkowe kursy - nawet w takich profesjach jak pracownik ochrony fizycznej - były tak drogie, że młodych ludzi nie było na nie stać.

Oczywiście, ci którzy tracą uprzywilejowaną pozycję, będą protestować. Im mniej specjalistów w danej dziedzinie, tym większe profity dla tych, którzy w niej funkcjonują. Ale dla klientów i początkujących pracowników - to dobry krok. Deregulacja nie jest taka straszna, jak ją malują.

Czytaj więcej w Money.pl

Autor felietonu jest dziennikarzem portalu Money.pl

Tagi: deregulacja zawodów, uwolnienie zawodów, dziś w money, wiadomości, felieton
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz