Notowania

Kalemba musi odejść. Ojciec, nie syn

Maciej Miskiewicz o najlepszym lekarstwie na nepotyzm.

Podziel się
Dodaj komentarz

Populistyczna epopeja medialna, której głównymi bohaterami są synowie: świeżo upieczonego ministra rolnictwa Stanisława Kalemby i premiera Donalda Tuskanakręca się w najlepsze. Pracujący w powiązanych ze skarbem państwa instytucjach, młodzi znaleźli się pod obstrzałem. _ Kowal zawinił, Cygana powiesili _ - ciśnie się na usta.

Nikt o zdrowych zmysłach nie będzie negował tego, że na styku polityki i biznesu dochodzi do sytuacji - delikatnie rzecz ujmując - sprzyjających nepotyzmowi i korupcji. Tradycja TKM-u ma się dobrze, a brak rozwiązań takich, jak chociażby te, które obowiązują w krajach skandynawskich, na pewno nie ułatwia walki z patologiami. A w takiej dajmy na to Finlandii informacje o stopniu pokrewieństwa z osobami zatrudnionymi w innych instytucjach publicznych są jawne.

Nie widać też, by naszym politykom jakoś szczególnie mocno zależało na przecięciu tego węzła niejasnych powiązań. Cztery lata urzędowania minister-szeryf Julii Pitery zakończyły się totalną klapą. Zniechęcony premier podziękował jej za współpracę i nawet nie powołał następcy.

Afera taśmowa - swoją drogą cóż za wymarzony prezent dla nas dziennikarzy w sezonie ogórkowym - przypomniała o problemie. Jednak zamiast prowadzić do rzetelnej dyskusji o systemowym wzięciu się za bary z negatywnymi zjawiskami, dyskurs skupił się na dorosłych już latoroślach szefa rządu i następcy ministra Sawickiego. Swoje zrobiły tu rzucone chyba zbyt pochopnie słowa Tuska, który stwierdził, że z zatrudnionym w Agencji Rynku Rolnego Kalembą juniorem problemu nie będzie.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/209/149201.jpg ) ] (http://www.money.pl/gospodarka/wywiady/artykul/pitera;krytykuje;swoich;kolegow;za;nepotyzm,56,0,1134648.html) *Pitera krytykuje swoich kolegów za nepotyzm * Była minister mówi, dlaczego nie można zakazać zatrudniania członków rodzin.

Okazało się, że jest. Bo niepokorny młodzian z pracy zwalniać się nie zamierza. I trudno mu się dziwić. Nie wiem, jak dostał się do ARR, ale skoro przez dziesięć lat - kto z Was w 2002 roku słyszał nazwisko Kalemba? - zbierał pochwały i piął się po szczeblach urzędniczej kariery i wcale nie dochrapał się jakiegoś szczególnie eksponowanego stanowiska, to nie widzę powodów, dla których powinien rezygnować.

Jeżeli takie relacje - o bezpośredniej podległości wobec ojca nie ma tu przecież mowy - miałyby naruszać normy etyczne, o których premier chętnie mówi przy okazji kolejnych afer i aferek, w które wplątują się członkowie rządu i ludzie z otoczenia Tuska, to zrezygnować powinien nie syn, a ojciec. W końcu to ten drugi pcha się teraz na rządowy stołek.

Brak determinacji i sukcesów w walce z toczącym życie publiczne rakiem kolesiostwa i układów zastanawia tym bardziej, że skuteczny lek znany jest od dawna. To prywatyzacja. Im mniej państwa w gospodarce, tym mniej miejsca dla moralnie wątpliwych nominacji i nieprzejrzystych procedur.

Politycy PiS - którzy ochoczo pędzą teraz z okrzykiem: _ Łapać złodzieja! _ - akurat w tej materii mają sporo za uszami. Mimo sprzyjających okoliczności (kryzys uderzył dopiero w 2008 roku) ich rządy były czasem prywatyzacyjnej zapaści. Poseł Błaszczak woli jednak pytać Tuska o syna. Można i tak. Tylko co z tego zostanie, gdy opadnie dym? Nic. Ale może właśnie na to liczy PiS, bo a nuż w 2015 roku będziemy mieli w Warszawie Budapeszt.

Tagi: korupcja, dziś w money, wiadomości, felieton
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz