"Mała Moskwa" na Bali. Rosjanie nielegalnie przedłużają pobyt na rajskiej wyspie

Od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę dziesiątki tysięcy Rosjan przybyły na tropikalną wyspę Bali, a wielu z nich nie wróciło do kraju. Łamią przepisy wizowe i nielegalnie pracują, co wywołuje gniew lokalnej ludności - poinformował w czwartek dziennik "Wall Street Journal".

W styczniu na Bali zjawiło się 22 tys. Rosjan. Więcej było tylko AustralijczykówW styczniu na Bali zjawiło się 22 tys. Rosjan. Więcej było tylko Australijczyków
Źródło zdjęć: © Getty | Nugroho Hadi Santoso

W ubiegłym roku Indonezja, której gospodarka bardzo ucierpiała na pandemii COVID-19, reklamowała się na targach turystycznych w Moskwie sloganem "Czas na Bali". Turyści wrócili, ale nie wszystko idzie zgodnie z planem - pisze "WSJ".

"Mała Moskwa" na Bali

Według gazety na indonezyjskiej wyspie, słynącej z rajskich plaż, stworzyła się teraz "mała Moskwa". Niezadowoleni mieszkańcy prowadzą kampanie w mediach społecznościowych, domagając się od władz, by zajęły się Rosjanami łamiącymi przepisy.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo


DLA CIEBIE
Biznes od środka x Mbank

"WSJ" przypomina, że od początku inwazji setki tysięcy Rosjan uciekły do okolicznych krajów, takich jak Gruzja czy Armenia. Mniejsza ich liczba udała się natomiast w bardziej egzotyczne miejsca, takie jak Bali, gdzie żywność i zakwaterowanie są stosunkowo niedrogie, a prawo imigracyjne nie jest surowo egzekwowane.

W październiku 2022 roku, miesiąc po ogłoszeniu w Rosji szerokiej mobilizacji na wojnę, liczba obywateli tego kraju wjeżdżających do Indonezji podwoiła się do 12 tys., a potem dalej rosła. W styczniu na Bali zjawiło się 22 tys. Rosjan, więcej było tylko Australijczyków.

Niektórzy zostają na wyspie, pracując zdalnie dla rosyjskich firm, na przykład w marketingu internetowym. Inni oferują swoje usługi na miejscu jako fryzjerzy, prywatni trenerzy i masażystki, a nawet stand-uperzy. Ich oferta skierowana jest do rosnącej stale rosyjskiej społeczności.

Rosjanie zabierają pracę miejscowym

Indonezyjka Mei Nurlita, która mieszka na Bali od siedmiu lat i pracuje jako instruktorka fitness, skarży się, że Rosjanie zabierają pracę miejscowym. Przyłapani, udają, że nie mówią po angielsku albo twierdzą, że klienci są ich znajomymi - powiedziała.

Na Instagramie powstało konto o ironicznej nazwie "sekcja moskiewska na Bali", gdzie użytkownicy umieszczają reklamy firm, które ich zdaniem prowadzone są nielegalnie przez Rosjan. Są wśród nich wypożyczalnia rowerów, szkoła surfingu i agencja turystyczna. Setki komentarzy domagają się reakcji władz.

Od początku roku do połowy marca deportowano 13 obywateli Rosji. Według władz część z nich nielegalnie przedłużyła swój pobyt, by uniknąć mobilizacji. Niektórzy wbrew przepisom pracowali, a w marcu trzy Rosjanki odesłano za świadczenie usług seksualnych.

Gubernator Bali Wayan Koster oświadczył w ubiegłym tygodniu, że poprosił rząd centralny o pozbawienie Rosjan, ale także Ukraińców, możliwości wyrabiania wiz po przyjeździe do Indonezji, bez wcześniejszego składania wniosku. "WSJ" podkreśla, że choć liczba turystów z Ukrainy również wzrosła, było ich siedem razy mniej niż Rosjan, a gniew lokalnej ludności dotyczy w znacznej mierze przybyszów z kraju Putina, którzy już wcześniej znani byli z ekscesów.

Wybrane dla Ciebie