Po pierwsze, nie ja używałem Pegasusa. Nie mam w tej sprawie wiedzy poza tymi ogólnie dostępnymi informacjami. Dlatego apeluję: niech Adam Bodnar i Donald Tusk ujawnią, ilu spośród tych 578 osób - o których mówią, że było objętych w ciągu 5 lat kontrolą operacyjną Pegasusem - było zabójców, szpiegów, gangsterów, łapówkarzy itd. Po drugie, w grupie tych 30 osób, o których panowie mówią, jest np. Marek Suski, którego prokuratura wezwała, bo napisał o tym Onet, a ani on, ani prokuratura nie mają wiedzy o inwigilacji w tej sprawie. To pokazuje, w jak wielopoziomowej rozgrywce politycznej uczestniczymy. Po trzecie: każdy przypadek kontroli operacyjnej, w tym z użyciem Pegasusa, wymaga zgody sądu. Nawet jeśli dotyczy polityków. Sam zarzut dotyczący zakupu takiego systemu jest absurdalny, bo wynika z potrzeb kontroli operacyjnej. Sto lat temu czytano listy, 50 lat temu podpinano się pod druty telefoniczne, a potem Donald Tusk w 2012 roku kupił w końcu swojego Pegasusa dla CBA od włoskiej firmy Hacking Team, dzięki któremu miał dostęp do szyfrowanych komunikatorów na smartfonach (np. Whatsapp, Messenger, Signal, Skype, itp). W ustawach o CBA, policji, ABW, Agencji Wywiadu czy Służbie Kontrwywiadu Wojskowego jest opisane, czym jest kontrola operacyjna. To m. in. dostęp do teleinformatycznego urządzenia końcowego, a mówiąc po ludzku - do smartfona. O tym, kto podlega takiej kontroli, decyduje sąd, także w przypadku spraw osób zaangażowanych politycznie. Myślą panowie, że Bodnar mnie teraz nie podsłuchuje przy sprawie dotyczącej funduszu sprawiedliwości? Skoro zdecydowali się na przeszukania, to zakładam, że i na kontrolę operacyjną. Będziemy pewnie w przyszłości o tym wiedzieć. Czy w związku z tym mam krzyczeć, że Bodnar łamie prawo, bo jestem politykiem? On łamie prawo z innych powodów, a politycy to nie święte krowy.