Rumunia czeka na polski biznes. "Tu jest gdzie rosnąć"

19 mln konsumentów, duży rynek wewnętrzny i przestrzeń dla nowych inwestycji. Rumunia może być kolejnym naturalnym kierunkiem ekspansji polskich firm. – To rynek, na którym warto zaistnieć – przekonuje Jan Majewski, dyrektor oddziału PKO Banku Polskiego w Rumunii.

.Jan Majewski, dyrektor oddziału PKO Banku Polskiego w Rumunii.
Źródło zdjęć: © Materiał partnera | Mariusz Szacho Fototaxi.pl 507 502 514
Monika Rosmanowska

Monika Rosmanowska: Rumunia jest dziś jednym z największych rynków Europy Środkowo-Wschodniej, ale wciąż nie jest pierwszym wyborem polskich przedsiębiorców planujący ekspansję. Dlaczego warto to zmienić?

Jan Majewski, dyrektor oddziału PKO Banku Polskiego w Rumunii: Przede wszystkim ze względu na skalę. Rumunia to drugi, po Polsce, rynek regionu pod względem nominalnego PKB. Łącznie obie gospodarki odpowiadają za ponad połowę jego produktu krajowego brutto. Z perspektywy polskiej firmy oznacza to możliwość dotarcia do dużej grupy nowych klientów, a w dłuższej perspektywie także budowania obecności w całej Europie Południowo-Wschodniej.

Co więcej, Rumunia ma około 19 mln mieszkańców, należy do Unii Europejskiej i NATO, a jej otoczenie regulacyjne w dużej mierze opiera się na tych samych zasadach co polskie. Oczywiście występują różnice, które trzeba uwzględnić, ale przedsiębiorca nie wchodzi na rynek całkowicie odmienny pod względem prawnym i instytucjonalnym.

Warto również patrzeć na Rumunię nie tylko jak na rynek zbytu. Dla części firm może stać się regionalnym centrum działalności, swoistym hubem, z którego będą rozwijać biznes w sąsiednich krajach. To szczególnie interesująca perspektywa dla przedsiębiorstw, które osiągnęły już odpowiednią skalę w Polsce i szukają kolejnego etapu wzrostu.

W których branżach ten potencjał jest dziś szczególnie widoczny?

Nie ograniczałbym się do jednej czy dwóch branż. Dobrym przykładem jest sektor rolno-spożywczy. Rumunia ma duże znaczenie dla tego rynku, a jednocześnie notuje deficyt handlowy w tej kategorii. Polskie firmy dysponują kompetencjami, doświadczeniem i ofertą, które mogą dobrze odpowiadać na lokalne potrzeby. Perspektywiczne są również branże odzieżowa i obuwnicza, budowlana, chemiczna, energetyczna, a także handel detaliczny. W wielu z nich polskie przedsiębiorstwa są już obecne i skutecznie rozwijają działalność. Widać to zarówno w handlu tradycyjnym, jak i w e-commerce.

Warto przy tym pamiętać, że sukces na rodzimym rynku daje mocny punkt wyjścia, ale strategię trzeba dostosować do lokalnych warunków, oczekiwań klientów i specyfiki konkurencji. Rumunia oferuje wiele możliwości, lecz ich wykorzystanie wymaga dobrego przygotowania.

Jak wygląda skala polskiego zaangażowania? Czy firmy wciąż przede wszystkim eksportują, czy coraz częściej inwestują na miejscu?

Obserwujemy różne modele ekspansji. Jest to zarówno sprzedaż produktów, budowa zakładów produkcyjnych, jak i przejęcia lokalnych przedsiębiorstw. Te ostatnie dobitnie pokazują, że polski kapitał coraz śmielej myśli o długoterminowej obecności na tym rynku.

Dobrym przykładem jest Maspex, który przejął grupę Purcari, producenta win notowanego na giełdzie w Bukareszcie. PKO Bank Polski uczestniczył we współfinansowaniu tej transakcji. Innym przykładem jest niedawne przejęcie przez Polpharmę rumuńskiej spółki farmaceutycznej Biofarm. Są też firmy, które budują obecność od podstaw. Należą do nich m.in. Barlinek, Canpack, Selena, Atlas i Blachotrapez. Z kolei Żabka łączy rozwój własnej sieci sklepów z przejęciami, tworząc zaplecze dla dalszej ekspansji.

Nie można zapominać o markach konsumenckich. W Rumunii dobrze rozpoznawalne są m.in. Reserved, Cropp, Mohito, 4F, Modivo i HalfPrice. Polskie produkty można znaleźć także na półkach lokalnych supermarketów. Jak widać obecność na tym rynku nie musi zaczynać się od dużej inwestycji.

Warto w tym miejscu pamiętać o dysproporcji między potencjałem Rumunii a skalą dotychczasowych polskich inwestycji. Właśnie w tej różnicy widzę przestrzeń do dalszego wzrostu.

Co sprzyja polskim firmom? Jak są odbierane przez rumuńskich partnerów i konsumentów?

Polska marka ma w Rumunii bardzo dobrą reputację. W kontaktach z lokalnymi przedsiębiorcami i bankami spotykamy się z otwartością, a polski biznes często otrzymuje na starcie pewien kredyt zaufania. Wynika to między innymi z podobnych doświadczeń historycznych i gospodarczych. Oba kraje przeszły transformację po okresie komunizmu, ale Polska w wielu obszarach rozwoju gospodarczego i wykorzystania funduszy europejskich stała się dla Rumunii przykładem do naśladowania. Lokalny biznes dostrzega nasze doświadczenia i osiągnięcia.

Co ciekawe, ta dobra reputacja Polski nie przekłada się jeszcze na równie silną rozpoznawalność Rumunii w naszym kraju. Tymczasem mamy do czynienia z dużą gospodarką, w której polskie firmy już osiągają sukcesy. Warto te doświadczenia pokazywać, bo mogą zachęcić kolejne przedsiębiorstwa do zainteresowania się tym kierunkiem.

Sama dobra koniunktura i pozytywny wizerunek nie wystarczą. Co może zrobić przedsiębiorca, by bezpieczniej przejść od planów do inwestycji?

Ekspansja zagraniczna wymaga nie tylko znajomości rynku, lecz także odpowiedniego zaplecza finansowego i partnera, który rozumie specyfikę działalności na obu rynkach. To szczególnie ważne, gdy polska firma tworzy lokalną spółkę, rozpoczyna produkcję lub przejmuje istniejące przedsiębiorstwo.

PKO Bank Polski jest jedynym polskim bankiem obecnym w Rumunii. Naszą przewagą jest możliwość połączenia relacji z klientem w Polsce z obsługą jego działalności za granicą. Jeśli przedsiębiorca współpracuje z nami na rodzimym rynku, może rozwijać tę relację również w Rumunii, korzystając z jednego punktu kontaktu i wspólnego podejścia do obsługi grupy kapitałowej.

Istotna jest także możliwość zarządzania płynnością na poziomie całej grupy. Na jednej platformie klient może obsługiwać rachunki w Polsce, Rumunii i innych krajach, w których działamy. Rozliczenia wewnątrzgrupowe realizowane w ramach banku mogą odbywać się sprawnie, bez konieczności angażowania banków korespondentów.

Mamy również możliwość spojrzenia na rumuńską spółkę w kontekście całej grupy, a nie wyłącznie jej lokalnych wyników. To ważne zwłaszcza na początku inwestycji, kiedy nowy podmiot dopiero buduje swoją pozycję. Naszym atutem jest skala działania i zaplecze kapitałowe największego banku w Polsce.

Jaką zatem rolę Rumunia odgrywa w długoterminowej strategii PKO Banku Polskiego? Czy bank chce obsługiwać przede wszystkim polskie firmy?

Wsparcie polskiego biznesu pozostaje jednym z najważniejszych filarów naszej działalności. Chcemy pomagać zarówno przedsiębiorstwom, które już zainwestowały w Rumunii, jak i tym, które dopiero analizują ten kierunek lub przygotowują proces inwestycyjny. Ważnym elementem jest również obsługa wymiany handlowej między krajami.

Równolegle rozwijamy współpracę z rumuńskimi przedsiębiorstwami. Rozpoczęliśmy działalność operacyjną w styczniu 2025 r., a już w marcu uczestniczyliśmy w dużym finansowaniu konsorcjalnym dla jednego z największych dystrybutorów energii w Rumunii. Wspieraliśmy też transakcję przejęcia Purcari przez Maspex. Te przykłady pokazują, że oba kierunki rozwoju są ze sobą ściśle powiązane.

Rumuńskie banki traktujemy jako partnerów. Wspólnie możemy finansować duże projekty, dzielić się ryzykiem i korzystać z lokalnej wiedzy oraz relacji, które nasi partnerzy budowali przez lata. Stopniowo chcemy również rozwijać współpracę z międzynarodowymi grupami kapitałowymi.

Rumunia ma przed sobą wiele możliwości, a polskie firmy dysponują doświadczeniem, które może pomóc im je wykorzystać. Naszym zadaniem jest tworzyć warunki, by ten potencjał przekładał się na konkretne inwestycje. Jestem przekonany, że polsko-rumuńskie relacje gospodarcze mogą w najbliższych latach wyraźnie się umocnić.

Płatna współpraca z PKO Bankiem Polskim
Wybrane dla Ciebie
Wyłączono komentarze
Jako redakcja Wirtualnej Polski doceniamy zaangażowanie naszych czytelników w komentarzach. Jednak niektóre tematy wywołują komentarze wykraczające poza granice kulturalnej dyskusji. Dbając o jej jakość, zdecydowaliśmy się wyłączyć sekcję komentarzy pod tym artykułem.
Redakcja serwisu Money.pl