Notowania

kraj
17.11.2016 15:28

Przesłuchania świadków w sprawie Amber Gold. "Miałam wrażenie lekceważenia sprawy przez prokuraturę"

W czwartek sejmowa komisja śledcza ds. Amber Gold przesłuchała Tomaszewską-Szyrajew - policjantkę zajmującą się na początkowym etapie sprawą Amber Gold. Prowadziła ona od maja 2010 r. dochodzenie pod formalnym nadzorem Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz i m.in. przesłuchiwała szefa Amber Gold Marcina P.

Podziel się
Dodaj komentarz
(PAP/Rafał Guz)

Policjantka Katarzyna Tomaszewska-Szyrajew, prowadząca dochodzenie ws. Amber Gold, przyznała przed komisją śledczą, że miała wrażenie, iż sprawa ta była lekceważona przez prokuraturę. Kontakt z prokuratorem referentem był utrudniony, były też problemy z zabezpieczaniem dokumentów - oceniła.

W czwartek sejmowa komisja śledcza ds. Amber Gold przesłuchała Tomaszewską-Szyrajew - policjantkę zajmującą się na początkowym etapie sprawą Amber Gold. Prowadziła ona od maja 2010 r. dochodzenie pod formalnym nadzorem Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz i m.in. przesłuchiwała szefa Amber Gold Marcina P.

Dochodzenie zostało podjęte przez policję na polecenie prokuratury rejonowej po tym, gdy w kwietniu 2010 r. sąd uwzględnił zażalenie Komisji Nadzoru Finansowego na wydaną w styczniu 2010 r. przez prokurator referent Barbarę Kijanko odmowę wszczęcia śledztwa. Sąd wskazał też czynności, jakie należy wykonać w tej sprawie.

Policjantka, która ma obecnie 32 lata, przyznała, że wówczas - w maju 2010 r. - "po raz pierwszy otrzymała do prowadzenia taką sprawę", a bezpośrednio wcześniej zajmowała się głównie sprawami dotyczącymi korupcji. Dodała, że wtedy nigdy nie prowadziła sprawy z zawiadomienia KNF. Pytana, czy po przydzieleniu jej przeprowadzenia dochodzenia sądziła, że to zwykła, pospolita sprawa, odpowiedziała, że nie uważała, że była to pospolita sprawa.

Jarosław Krajewski (PiS) pytał policjantkę m.in., czy podczas prowadzenia dochodzenia dotyczącego Amber Gold "miała kiedykolwiek wrażenie, że sprawa ta jest lekceważona przez Prokuraturę Rejonową Gdańsk-Wrzeszcz".

Tomaszewska-Szyrajew odpowiedziała, że tak. - Było tak, że próbowałam kontaktować się z prokuratorem telefonicznie, ale ten prokurator nie odbierał telefonów - mówiła. - Były sytuacje tak absurdalne, że prosiłam prokuratora, który siedział w pokoju obok, by poprosił panią prokurator o odebranie telefonu - dodała. Wskazała, że właśnie z tego powodu w aktach sprawy znajdują się notatki urzędowe przesyłane faksem do prok. Kijanko, czego - jak zaznaczyła - "raczej się nie praktykuje". - Kontakt był po prostu utrudniony - podkreśliła policjantka.

- Przyznam, że słuchając świadków, którzy byli przesłuchani w tej sprawie przede mną, ja mam wrażenie, że nie widziałam połowy dokumentów w tej sprawie - powiedziała też policjantka. Odpowiedziała w ten sposób na pytanie Krzysztofa Brejzy (PO), który okazał jej dwa pisma Komisji Nadzoru Finansowego dotyczące tej sprawy, m.in. z 9 lipca 2010 r.

Stwierdziła też, że na pewno częściej niż raz w miesiącu podejmowała próby kontaktu z prok. Kijanko, telefoniczny kontakt był taki - jak to określiła - "że w zasadzie go nie było", a jeśli wytwarzała w sprawie jakieś dokumenty, to przesyłała je prokurator.

Pytana, czy była jakaś różnica w nadzorze sprawowanym przez prokurator Kijanko w sprawie Amber Gold i w innych sprawach przez nią zleconych, odpowiedziała, że w innej sprawie, którą nadzorowała Kijanko, odnosiła wrażenie, że jest ona "bardzo skrupulatnym prokuratorem". Dopytywana stwierdziła, że w jej ocenie w innych sprawach prokurator Kijanko była bardzo skrupulatna, a w sprawie Amber Gold tak nie było.

W związku z tym jak policjantka opisała swoje kontakty z prok. Kijanko, posłowie z komisji pytali Tomaszewską-Szyrajew o różnice między zeznaniami złożonymi przez nią w maju 2013 r. przed prokuratorskim sądem dyscyplinarnym, który oceniał działania prok. Kijanko, a zeznaniami złożonymi w czwartek przed komisją śledczą.

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) odczytała świadkowi protokół z zeznań złożonych w dyscyplinarnej sprawie Kijanko. - Z uwagi na upływ czasu i ilość prowadzonych postępowań oraz fakt, że w czasie prowadzenia było to jedno z wielu postępowań niczym szczególnym niewyróżniające się, nie pamiętam jego przebiegu, wówczas nie było to medialne postępowanie - cytowała zeznania Wassermann. W zeznaniach tych współpracę z prokuraturą świadek określiła jako "pozytywną".

- Dzisiejsze pani zeznania są diametralnie odmienne od zeznań, jakie złożyła pani w postępowaniu dyscyplinarnym, możemy je odczytać jako nowe okoliczności, jakie zostały ujawnione - zauważył Marek Suski (PiS). Pytał, czy treść tamtych wcześniejszych zeznań wiązała się "z jakąś presją".

- Chciałaby się uchylić od odpowiedzi na to pytanie - powiedziała Tomaszewska-Szyrajew. - Wiele pytań, które państwo zadaliście dzisiaj nie zostało zadanych tam, stąd też mogą być takie rozbieżności - mówiła. - Tamto przesłuchanie nie było prowadzone w taki sposób, w jaki jest prowadzone dzisiaj - stwierdziła.

Stanisław Pięta (PiS) mówił, że w tamtym zeznaniu świadek nie wspominała o trudnościach we współpracy z prokuraturą. - Nikt mnie nie pytał o trudności na tamtym etapie - odpowiedziała policjantka.

Wassermann zauważyła natomiast, że zeznania złożone w postępowaniu dyscyplinarnym - składane pod przysięgą - były jedną z podstaw późniejszego uniewinnienia Kijanko w tamtej sprawie dyscyplinarnej.

Pytana o czynności, jakie przeprowadziła w ramach dochodzenia, policjantka stwierdziła, że "były problemy z zabezpieczeniem dokumentacji". Mówiła, że kontakty z szefem Amber Gold Marcinem P. były z jego strony "opieszałe i niechętne". - Kiedy prosiłam o przygotowanie dokumentów, to pamiętam, że była sytuacja, iż Marcin P. był na urlopie, że Marcin P. miał sytuacje rodzinne, co przeciągało czas potrzebny do skompletowania materiałów - zaznaczyła.

Posłanka Wassermann spytała m.in., czy było uzasadnione, by przed przesłuchaniem Marcinowi P. pokazać akta i postanowienie sądu, w którym opisane zostało, jakie czynności trzeba w stosunku do niego wykonać. Policjantka przyznała, że nie spotkała się z sytuacją, że osoba - co do której istnieje możliwość, że w wyniku postępowania może usłyszeć zarzuty - otrzymała akta przed przesłuchaniem. Powiedziała, że nie wiedziała, że Marcin P. znał akta zanim przyszedł do niej na przesłuchanie. - Uważam, że nie powinno dojść do takiej sytuacji - powiedziała na pytanie o wydanie akt przed przesłuchaniem.

Pytana była także o to, że 26 stycznia 2011 r. zwróciła się do prokuratora referenta o wydanie postanowienia o zabezpieczeniu dokumentów Amber Gold; zostało ono wydane w lipcu i to nie przez prok. Kijanko tylko zastępującą ją prokurator, następnie szef Amber Gold nie dotrzymywał terminów, na które zapowiadał przygotowanie dokumentacji, i w końcu dokumenty te zostały zabezpieczone dopiero w listopadzie 2011 r.

Na pytanie, jaka była jej reakcja na sytuację, gdy prosi prokuratora o wydanie postanowienia o zabezpieczeniu dokumentów, co jest jego obowiązkiem, a nie policjanta, i go nie otrzymuje, Tomaszewska-Szyrajew odpowiedziała, że "w tej sprawie było tak wiele tego typu sytuacji". - Odnośnie zabezpieczenia dokumentów, odnośnie kontaktów ze stroną postępowania, odnośnie kontaktów z biegłym. Ja to wielokrotnie sygnalizowałam moim przełożonym. Pamiętam, że ja się denerwowałam tym, że przyszło zawiadomienie z Komisji Nadzoru Finansowego, a po prostu czynności są prowadzone w taki sposób - powiedziała Tomaszewska-Szyrajew.

Zaznaczyła też, że po raz pierwszy spotkała się z zaleceniem sądu, żeby zabezpieczyć dokumenty tak, aby nie paraliżować działalności spółki; członkowie komisji zwracali uwagę, że sąd dał wytyczną, "aby w miarę możliwości nie paraliżować działalności spółki".

Policjantka powiedziała, że jeszcze przed wydaniem przez prokurator postanowienia ws. zabezpieczenia dokumentów odbyła się rozmowa w prokuraturze. Według Tomaszewskiej-Szyrajew to, że postanowienie to "nie było realizowane w sposób standardowy, wynikało z ustaleń, jakie zapadły na spotkaniu w prokuraturze po pierwszej wizycie w spółce Amber Gold, kiedy pani prokurator została poinformowana, ile jest tej dokumentacji, że ta dokumentacja nie znajduje się tylko w oddziale (Amber Gold) w Gdańsku, ale również w oddziałach w innych miastach".

Według świadka, przyjęto takie założenie, że mając wytyczne sądu biegły wskazuje, jakie dokumenty są mu potrzebne do wydania opinii i dokumenty zgodnie z tą listą miał przygotować Marcin P. - Te dokumenty mogły wtedy zostać normalnie zatrzymane - dodała. Wassermann stwierdziła, że to było kompletnie bez sensu. - Ja też jako potencjalny podejrzany przygotuję dla biegłego, to co uznam za stosowane - dodała.

Szefowa komisji spytała, czy policjantka rozmawiała z prok. Kijanko o tym, co to znaczy zabezpieczyć dokumenty tak, by nie paraliżować działalności spółki. Policjantka odpowiedziała, że "po prostu nie można było wejść, tak jak to się zazwyczaj odbywa, zatrzymać dokumenty, nośniki". Jak dodała, chodziło to, że "gdyby się okazało, że nie dochodzi tutaj do popełnienia przestępstw, to Skarb Państwa mógłby być pozwany".

Wassermann zauważyła, że powszechne jest, iż policja wchodzi do spółek, zabezpiecza dokumenty, komputery, kopiuje dokumentację, następnie ją oddaje i zapytała świadka skąd obawa przed takim postępowaniem. Tomaszewska-Szyrajew odpowiedziała, że "to nie była obawa, tylko sugestia" prokurator Kijanko.

Świadek mówiła też, że podczas dochodzenia były problemy z możliwością wykonania oględzin złota, które miało należeć do Amber Gold i miało się znajdować w skarbcu BGŻ. Tłumaczyła, że podczas spotkania z prok. Kijanko sugerowała, iż należy sprawdzić, czy faktycznie w skarbcu cokolwiek się znajduje. - Wskazywałam nawet na to, że skoro ma być tam złoto, to ustalmy biegłego od złota, który mógłby tam iść i stwierdzić, czy tam cokolwiek było; czy było to złoto - mówiła policjantka. - Pamiętam reakcję pani prokurator, która się wręcz ze mnie śmiała na moje sugestie. Mówiła, że nie ma co przesadzać - dodała.

Inny członek komisji śledczej Tomasz Rzymkowski (Kukiz'15) pytał z kolei o to, jak przebiegało to spotkanie z prok. Kijanko. - Dokładnie nie pamiętam przebiegu tego spotkania, ale pamiętam, że były takie momenty, kiedy czułam się po prostu ignorowana - stwierdziła Tomaszewska-Szyrajew. - To było moje pierwsze tego typu postępowanie i sama zastanawiałam się co można jeszcze zrobić w tym postępowaniu, aby je przyspieszyć, aby w końcu wykonać jakąś czynność (...), ale czułam się ignorowana - powiedziała.

Wskazała, że problemy były też w odniesieniu do biegłego powołanego do sprawy Amber Gold, który "przeciągał w czasie" przygotowywanie dokumentacji niezbędnej do wydania opinii w sprawie. Policjantka zaznaczyła przy tym, że zgłaszała się do prok. Kijanko, aby "sama postarała się wpłynąć na szybkość działań podejmowanych przez biegłego".

Krajewski pytał policjantkę, czy podczas dochodzenia wiedziała, że szef Amber Gold Marcin P. był wcześniej karany za oszustwo gospodarcze. - W którymś momencie się o tym na pewno dowiedziałam, ale nie potrafię wskazać tego momentu - odparła policjantka.

Poseł PiS dopytywał też, jak przyjęła ona informację o umorzeniu sprawy Amber Gold w sierpniu 2010 r. - Nie chciałabym oceniać pracy pani prokurator ani podjętych przez nią decyzji. Mogłam być zaskoczona, ale oczywiście nie mogłam z tym zrobić totalnie nic - odpowiedziała.

Tomaszewska-Szyrajew powiedziała, że podczas prowadzenia dochodzenia ws. Amber Gold nie miała kontaktu z żadnymi politykami oraz, że nie była wywierana na nią presja związana z prowadzonymi przez nią czynnościami. Ponadto - jak mówiła - nikt nie sugerował jej jak ma prowadzić to dochodzenie. Oceniła, że podczas dochodzenia, czynności, które mogła wykonać we własnym zakresie, wykonała fachowo i rzetelnie.

Tagi: kraj, przestępczość, sejm, pap, Amber Gold, komisja śledcza, opis, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
Źródło:
PAP
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
17-11-2016

Czy to jest w porządku?...Wszyscy kryli i nadal kryją chłopaków ze wsi?... Marcin P. to słup - tyle w temacie. Należy "pogrzebać" dużo głębiej...

17-11-2016

antek bosyKiedy Rudy pójdzie siedzieć?

17-11-2016

irkaA kim wtedy był niejaki Seremet i po co on był, za co brał pieniądze ten figurant! Obraz nędzy i rozpaczy i niestety tak było w większości obszarów … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (221)