Notowania

650 zł za zastrzelenie dzika. Minister kusi myśliwych. "Szykuje się rzeź"

- Myśliwy może na to dostać nawet dzień wolny, postrzela sobie, pracodawca zapłaci, a dodatkowo do kieszeni wpadnie jeszcze 650 zł - komentuje projekt rozporządzenia Ministerstwa Rolnictwa ekolog Radosław Ślusarczyk. Jednak myśliwi z Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Łowieckich przekonują, że nie dadzą się przekupić.

Podziel się
Dodaj komentarz
(GERARD/REPORTER)
Myśliwi mają pomóc rządowo w walce z ASF. Nie wszyscy dadzą sie jednak skusić pieniędzmi

- Myśliwy może dostać nawet dzień wolny, postrzela sobie, pracodawca zapłaci, a dodatkowo do kieszeni wpadnie 650 zł - komentuje projekt rozporządzenia Ministerstwa Rolnictwa ekolog Radosław Ślusarczyk. Jednak myśliwi z Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Łowieckich przekonują, że nie dadzą się przekupić.

Rozporządzenie ministra rolnictwa w sprawie wysokości ryczałtu za wykonanie odstrzału sanitarnego dzików zawisło na stronie resortu we wtorek. I od razu wywołało burzę. Co z niego wynika? Myśliwi za samicę przelatkę (do dwóch lat) i dorosłą samicę dostaną 650 zł. Za pozostałe dziki - 300 zł.

W uzasadnieniu przedstawiono nawet szczegółową kalkulację tej kwoty dla jej maksymalnej wartości. Z dokumentu wynika, że sam strzał wyceniono na 112 zł. Ocena wieku samicy i kontrola rzetelności dokumentowania to 70 zł, dłuższy pobyt na łowisku - 280 zł, dojazd - 50 zł.

Żubry do odstrzału. Ekolodzy kontra Lasy Państwowe

Takie skalkulowanie sprawy nie podoba się również myśliwym.

- Łowiectwo nie ma być źródłem dochodów. Ja rozumiem, że państwo nie ma innych instrumentów, żeby zachęcić myśliwych do tego działania, ale to przekupywanie może nie być skuteczne - mówi money.pl Miłosz Marszał, myśliwy, prawnik, redaktor magazynu "Brać Łowiecka" i sekretarz Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Łowieckich i Okołołowieckich.

Jak przekonuje, tego typu zachęty, które mają zredukować ilość zwierzyny, nie są im na rękę. - Stawiają nas w roli wyłapywaczy. Taka redukcja jest działaniem czysto administracyjnym i sprowadza nas do roli reduktora zwierzyny - dodaje myśliwy.

Chronić chlewnie. Nie strzelać

Projekt, nad którym prace trwają już od początku roku, teraz nabiera realnych kształtów. Wszystko w ramach „Programu mającego na celu wczesne wykrycie zakażeń wirusem wywołującym afrykański pomór świń i poszerzenie wiedzy na temat tej choroby oraz jej zwalczanie” z 6 lipca 2018 r.

W ocenie Radosława Ślusarczyka z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot projekt problemu nie rozwiąże.

- Europejska Agencja Bezpieczeństwa Żywności wydała nowy raport ws. ASF. Wynika z niego, że nie ma naukowych dowodów na to, że intensywny odstrzał dzików jest skuteczny w walce z wirusem. Potwierdza to polska praktyka. Pomimo eksterminacji dzików na wschodzie kraju wirus dotarł już za linię Wisły. Powinno to dać decydentom do myślenia, tymczasem wciąż powielamy te same błędy - mówi Ślusarczyk.

W jego ocenie w miejsce odstrzału powinno się chronić chlewnie przed ludźmi, którzy mogą tam przynieść zakażenie.

- Nawet były minister Szyszko słusznie zauważał, że przecież dzik do chlewni nie wchodzi. Wirusa przenosi człowiek, w tym zwłaszcza myśliwi, którzy mają bezpośredni kontakt z zarażoną zwierzyną - dodaje.

Dla ekologa niedorzeczne jest to, że planuje się kolejne odstrzały, a nie ma regulacji, które mają zabezpieczać przed przenoszeniem wirusa przez myśliwych. Jego zdaniem również myśliwi sprzyjają rozprzestrzenianiu się wirusa wśród dzików, tworząc nęciska, na których stadnie żerują te zwierzęta przenosząc między siebie zakażenie.

Drenowanie budżetu

Co ciekawe, również sekretarz Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Łowieckich i Około Łowieckich nie jest przekonany, że odstrzał jest właściwą drogą do celu.

- Oczywiście wobec zagrożenia ze strony ASF można to zrozumieć, ale działania przeciwko rozprzestrzenianiu się tej epidemii nie powinno się ograniczać tylko do odstrzału dzików. Tym bardziej że tempo rozprzestrzenia się tej choroby wskazuje, że to nie tylko dziki ją roznoszą. W Hiszpanii postawiono na rygorystyczną bioasekurację chlewni i to przyniosło efekty - mówi Marszał.

Jak przekonuje, przy każdorazowym przebieraniu się i zmienianiu obuwia to musi wreszcie zadziałać. Tu zatem spotykają się interesy ekologów z myśliwymi. Ci pierwsi również chcieliby, by rząd z problemem ASF poradził sobie innymi metodami. Oba środowiska różnią się jednak w ocenie, czy rozporządzenie zadziała jako skuteczny wabik.

Jak przekonuje Ślusarczyk, zachęta finansowa nie rozwiąże problemu ASF, tylko wydrenuje budżet na rzecz PZŁ i myśliwych, którzy nie tylko więcej sobie postrzelają, ale i będą mogli na tym zarobić, chociaż czynnie przyczyniają się do rozprzestrzeniania wirusa.

- Myślenie jest takie, żeby jak najwięcej dzików zabić. Myśliwy może na to dostać nawet dzień wolny, postrzela sobie, pracodawca zapłaci, a dodatkowo do kieszeni wpadnie jeszcze 650 zł. Tymczasem pieniądze powinny trafić do rolników na skuteczną bioasekurację czy inne procedury ochrony chlewni. Natychmiast powinniśmy także zakazać dokarmiania dziko żyjących zwierząt - mówi Radosław Ślusarczyk.

"Chętnie bym strzelał"

W uzasadnieniu projektu rozporządzenia wyjaśniono, skąd wezmą się pieniądze na ten cel. Zapisano je w tegorocznej ustawie budżetowej. W rezerwie celowej na zwalczanie chorób zakaźnych zwierząt jest w sumie ponad 292 mln zł.

Z kolei dni wolne na odstrzał, o których mówi ekolog, zapisane są w tzw. specustawie z grudnia 2017 roku. Z jej lektury wynika, że uprawniony do polowania i wykonującej odstrzał sanitarny przysługuje rocznie do 6 dni zwolnienia od pracy.

Co ciekawe pracodawca nie może mu odmówić tego prawa i musi za te dni wypłacić mu wynagrodzenie ze swojej kieszeni. Dlatego trudno się dziwić, że pod informacjami o projekcie na stronie farmer.pl pojawiły się komentarze chętnych myśliwych:

„Chętnie bym strzelał, ale u mnie nie ma. Obwody polne... Tam gdzie są dziki nie mam szans zapolować, bo leśne dziadki nie zaproszą. A sami nie polują... Powinna być jakaś "giełda" dla myśliwych. Ja bym chętnie pojechał na zbiorowe polowanie na dziki do 200 km...”

Inny internauta zauważył z kolei, że epidemia nie musi oznaczać nieszczęścia w czystej postaci.: „Toć niech ten asef jak najdłużej trwa w Polsce, po co pracować jak można tyle zarobić na dziczyźnie!”

PZŁ milczy w sprawie

Jak się jednak wydaje, najbardziej wątpliwa jest różnica w wycenie promująca strzelanie do samic. Oczywiście ograniczy to populacje bardziej skutecznie, ale tym samym możemy zaszkodzić leśnemu ekosystemowi.

Z punktu widzenia biologii dzik jest niezwykle pożyteczny w ekosystemie. W ocenie ekologa, z którym rozmawiamy, powoduje odnowienie lasu, zjada szkodniki pod ściółką i padlinę - pełni doniosłą rolę w przyrodzie.

- Eksterminacja dzików pokazuje, że PZŁ nie jest organizacją chroniącą przyrodę. Jak też mamy ocenić zabijanie samic w zaawansowanej ciąży czy samic karmiących młode? Przecież to głęboko nieetyczne zachowanie. Szykuje się prawdziwa rzeź dzików, ale nie rozwiąże on problemu ASF - konkluduje Radosław Ślusarczyk.

O komentarz do projektu zapytaliśmy wspomniany Polski Związek Łowiecki. Jednak największy związek zrzeszający myśliwych najwyraźniej nie jest jeszcze gotowy na to, by dzielić się swoimi przemyśleniami na ten temat.

„Projekt rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi w sprawie wysokości ryczałtu za wykonanie odstrzału sanitarnego dzików jest na etapie procesu legislacyjnego. W związku z tym ewentualnych dodatkowych informacji będziemy mogli udzielić po zakończeniu tego procesu” - czytamy w przesłanym do nas komunikacie. Jednak dla Miłosza Marszała nie jest za wcześnie.

Koła łowieckie też mogą stracić

- Myśliwi bardzo niechętnie patrzą na zabijanie samic, które prowadzą swoje młode, a przecież w tym rozporządzeniu namawia się nas do tego. Ustawa już wcześniej zniosła okresy ochronne, ale dylemat moralny pozostaje. Zabicie lochy prowadzącej małe oznacza dla tych młodych dzików śmierć głodową. Dla mnie to jest nie do przyjęcia, choć wiem, że ministerstwo popatrzy na mój komentarz krytycznym okiem - mówi Marszał.

W jego ocenie również Koła Łowieckie są świadome, że niesienie ciężaru walki z ASF może być dla nich sporym problemem. Wszystko dlatego, że formuła odstrzału redukcyjnego zmienia model z utrzymania populacji przez myśliwych do jej radykalnego zmniejszenia.

- To przekłada się na konsekwencje budżetowe dla kół łowieckich. Mięso jest dla nich przychodem i w sytuacji mniejszej liczby zwierząt może się okazać, że koło przynosi straty. Wtedy też i nie będzie mieć pieniędzy na odszkodowania dla rolników za straty w uprawach dodaje sekretarz Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Łowieckich.

Od wykrycia w Polsce afrykańskiego pomoru świń w 2014 r., stwierdzono 2,7 tys. przypadków tej choroby u dzików i 209 u świń. W zeszłym roku w ramach walki z ASF myśliwi zastrzelili 302 tys. dzików. W tym roku i tylko do końca czerwca było to blisko 70 tys. dzików.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez * *dziejesie.wp.pl

Tagi: rolnictwo, asf, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
10-10-2018

ziza jaka jest różnica między mięsem z dzika a świni, czy krowy a łosia. w polskich lasach jest za dużo zwierzyny i nalezy jej nadmiar wystrzelać. … Czytaj całość

10-10-2018

koko9989Brawo, odstrzał dzikich świń. piszemy listę: Sasin, Tarczyński, Piotrowicz, Kaczyński, Mazurek, Pawłowicz... uzupełniajcie listę...

10-10-2018

SzachCZYLI ŻE CO, ŻE MYSLIWYCH WPUSZCZĄ DO SEJMU! A CO NA TO KOLEDZY MINISTRA?!

Rozwiń komentarze (231)